2017/12/06

Trzy remizy na drodze Chrzanów - Wadowice

Firestation OSP Zator, Lesser Poland, 05.12.2017
OSP Zator, remiza i kwiaciarnia, 05.12.2017 r.

Firestation OSP Podolsze, Lesser Poland, 05.12.2017
OSP Podolsze, Małopolska, remiza i dom ludowy w Podolszu, 05.15.2017 r.

Firestation OSP Płaza A, Lesser Poland, 05.12.2017
OSP Płaza, Małopolska, remiza i Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów "Relax", 05.12.2017 r.

Chory trochę, ledwo mówiący i w ciuchach nie do końca dobrych na szybkie zmiany temperatur, zabrałem wczoraj ze sobą aparat. Jednej remizy nie mogłem sfotografować, bo była za wysokim murem, ale może znajdę na nią jakiś sposób, choć nie zależy mi bardzo, bo nie jest wielofunkcyjna. Te trzy powyższe już były trudne do fotografowania w taki sposób, aby później jak najmniej korygować geometrycznie w postprodukcji. Choć nie ma z tym dramatu i teraz, kiedy w końcu pojawiły się obiektywy, które dają obraz o bardzo dobrej jakości, korekty geometrii nie odbijają się na obrazie śladami widocznej destrukcji. Nie zwalnia to jednak z myślenia w trakcie rejestracji, bo wiele rzeczy może się okazać potem nie do skorygowania, albo skorygowany geometrycznie obiekt będzie źle skomponowany z otoczeniem. Albo przybierze jakieś fatalne kształty. Stąd jeśli pracuję obiektywem 15 mm, to staram się stać frontalnie przez obiektem, żeby jego fasada była równoległa do płaszczyzny matrycy. Nie udało się to w przypadku remizy w Podolszu. Z większej odległości było źle każdym obiektywem, z bliższej - też niezbyt komfortowo, choć tragedii nie ma.

Płaza - tutaj remiza została "wciśnięta" między budynkami przy ciasnej uliczce. Namewrowanie Fordem Mondeo było tam problemem (choć to mało manewrowy samochód), więc nie wiem, jak da się tam jeździć wozem bojowym. Za to wielofunkcyjność remiz - doskonała. 

2017/12/01

Firestation, Łosiów 01.12.2017
Remiza OSP, Łosiów, 1.12.2017 r.

Firestation and playground, Błota, 26.11.2017
Remiza OSP, Błota, 26.11.2017

Brożec/Poland, 15.03.2017
Remiza OSP, Brożec, 15.03.2017

Remizom nic nie grozi, choć co chwilę słyszę, że "tego nie wolno fotografować". Zwykle to jakiś lokalny człowiek, który koniecznie chce się wyświetlić na chwilę w drodze z domu do sklepu. Zbiera się ich całkiem sporo. W weekend będzie trochę drobnych obelisków, które pewnie niebawem będą wywracane. Nie martwiłbym się tym normalnie, ale skoro w jakiejś wsi, 20 km na południe od Oławy, kiedy jechałem rowerem, szedł facet w białej koszulce z manifestem pogardy wobec innych religii, to wydaje mi się, że możliwość wypierdolenia pomnika w imię prawa przy pomocy zachodniego traktora kupionego za unijne dofinansowanie będzie tu iście bohaterskim wyczynem.

2017/11/22

Biskupice Oławskie i Minkowice Oławskie

Firestation, Biskupice Oławskie, Poland, 22.11.2017
Biskupice Oławskie, 22.11.2017 r.

Firestation, Minkowice Oławskie, Poland, 22.11.2017
Minkowice Oławskie, 22.11.2017 r.

Pogoda dzisiaj nie rozpieszczała i wygląda na to, że oba zdjęcia będą do powtórki. W obydwu przypadkach na soczewkę Irixa kapnęło trochę wody i przez nią pojawiły się miejscowe spadki konrastu i ostrości. Powietrze było mokre, że łatwiej by było oddychać przez skrzela. Grunt, że w przypadku Minkowic mam kadr i miejsce łatwe do zapamiętania. Biskupice trochę mnie wkurzyły. Remiza jest fajna i za każdym razem, kiedy mijam ją jadąc szosą, widzę przynajmniej trzy wersje kadru. W rzeczywistości żadna nie jest dobra. frontalna jest niemal niemożliwa i chyba spróbuję się umówić z tamtejszym komendantem - nie da rady spoza ogrodzenia dobrze to złapać. Może z podnośnikiem by się udało. Tylko że przy Irixie bliższe podejście powoduje dwa problemy: przerysowanie perspektywy będzie już znaczne oraz na bliższej odległości wady optyczne szkła są już znaczne. Nie wiem, czy poniżej 8 m, ale robiąc reprodukcję jakiegoś bliskiego przedmiotu widać, ze coś jest nie tak :) No ale to nie jest szło do reprodukcji :) 

Remiza w Minkowicach weszła przez przypadek, ale jest doskonała przez jej wielofunkcyjność, któa z kolei zawsze mnie urzekała. To trochę jak z altankami ogródków działkowych, albo ogródków działkowych w całości. 

2017/11/20

wcześniejszy outdoor

Brzeg, 18.11.2017

Brzeg, 18.11.2017 r.

Do Brzegu jeździłem z rodzicami, bo w Brzegu w latach 80. XX w. były sklepy były lepiej wyposażone, niż w Oławie. Po meble do Strzelina, po wędliny do Brzegu. Ja z tatą chodziliśmy do sklepu filatelistycznego, który znajdował się na rynku i średnio co drugi wyjazd był zamknięty, czym strasznie mnie ranił, bo ja uwielbiałem znaczki - te z kosmosem i ze zwierzętami. W Brzegu były domy towarowe i pamiętam Seniora, ale reszty nie. Pamiętam Pewex, który był znacznie mniejszy niż w Oławie, ale towaru było tyle samo i koncentracja luksusu na metr kwadratowy znacznie większa. Dzięki temu można było stać bliżej kolorowych pudełek z klockami czy metalowych autek Matchboxa.

2017/11/17

baneryzacja

Oława/Poland, 17.11.2017

Oława, 17.11.2017 r.

Jeden z najstarszych. najczęściej oglądanych budynków w mieście, stojący przy jednym z głównych skrzyżowań: dróg DK 94 i DW 396. Stąd prawdopodobnie nikt nie przejmuje się estetyką. Oławę trawi horror banerów i generalnie krótkowzrocznych decyzji dotyczących przestrzeni publicznej, przez co na osiedlu domów jednorodzinnych za chwilę zostanie otwarte pokaźne - wyczekiwane przez mieszkańców - centrum handlowe z kinem i restauracjami. Lokalne firmy usługowe zdają się nie rozumieć, że ta forma outdooru wyczerpała się przynajmniej dekadę temu. Są ślepi i na treść, i na samą obecność tych dramatycznie złych tworów. 

2017/10/31

Na północny wschód od Drezna

 Schmorkau (Sachsen), 21.10.2017 r.

Schwepnitz (Sachsen), 21.10.2017  

 Hermsdorf (Brandenburg), 21.10.2017

Radeberg (Sachsen), 22.10.2017 

Radeberg (Sachsen), 22.10.2017

Radeberg (Sachsen), 22.10.2017 

Leppersdorf (Sachsen), 22.10.2017  

Pulsnitz (Sachsen), 22.10.2017  

Pulsnitz (Sachsen), 22.10.2017 


Kleinröhrsdorf (Sachsen), 22.10.2017

Wallroda (Sachsen), 22.10.2017

To tylko notatki. Wróciłem załamany. Oława obrasta w coś rodzaju nowotworu niemal z każdej strony. Od autostrady, nowa część przypomina wszystko, co widziałem najgorszego - główna ulica, przy niej centrum handlowe miedzy ogródkami działkowymi, a domkami jednorodzinnymi. Chlew - wąskie uliczki pełne błota dla mieszkańców i dla obsługi budowy. trzydzieści lat temu przez puste pola ciągnęły zastępy pielgrzymów do "świętych działek", bo to ta właśnie "świętość" uczyniła Oławę znaną w kraju w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Od zachodu miasta kolosalne kiedyś blokowisko rozrasta się w postępie geometrycznym. Teraz rynek miasta będzie tylko małym pieprzykiem, nieistotnym znamieniem na tym gigantycznym guzie. W rynku i tak nie ma po co iść, chyba że po pożyczkę do jednego z sześciu banków lub lombardu. Na kawę raczej nie. Kawa jest wcześniej, przy moście, z widokiem na jeden z najstarszych budynków w mieście, którego fasada jest gęsto zarośnięta banerami PCV.

Oława jest najbrzydsza i powoli w tej brzydocie przegania Bierutów.

A takie np Pulsnitz, Hermsdorf, Radeberg - są piękne, choć powstałe na tej samej bazie. I nikt nie wymazuje z pomników ani cyrylicy, ani gotyku, jakby to miało cokolwiek zmienić.

2017/07/27

ul. Oławska w najlepszej formie w Miejscu przy Miejscu


Serdecznie zapraszam w imieniu swoim i kuratora Łukasza Rusznicy. Do obejrzenia na Placu Strzeleckim 14 we Wrocławiu. Tymczasem nowe rzeczy w przygotowaniu.

2017/03/15

Sztuczne kwiaty - z zaskoczenia

Brożec/Brosewitz 1/3, 15.03.2017
Brożec/Brosewitz 1/3, 15.03.2017 r.

Brożec/Brosewitz 2/3, 15.03.2017
Brożec/Brosewitz 2/3, 15.03.2017 r.

Brożec/Brosewitz 3/3, 15.03.2017
Brożec/Brosewitz 3/3, 15.03.2017 r.

Pojechałem do Brożca, bo chciałem sfotografować i remizę (choć to mi już nie jest potrzebne, ale skoro zacząłem i ona i tak tam była, to nie zaszkodzi ją mieć w archiwum) i - a właściwie przede wszystkim - kriegdenkmal. Losy pomników upamiętniających poległych podczas Pierwszej Wojny Światowej są bardzo różne - wiele z nich to wspaniałe, modernistyczne obeliski, które spektakularnie "ujezuskowiono", zdejmując (odtłukując) pruskie krzyże i zbyt oczywistą symbolikę, niepasującą do "ujezuskowienia". W Brożcu udało się usunąć część, ale miecze zostały, więc pomalowano je na błękitno. Niestety ze zdjęć nie byłem zadowolony. Po pierwsze dlatego, że ktoś tak zaparkował auto, że najlepsze miejsce do fot było stracone, a po drugie - zza chmur dawało o sobie znać Słońce i strasznie psuło mi światło przez to. Zrobiłem sobie spacer wokół kościoła i doznałem lekkiego szoku - zrobiono porządek z epitafiami poniemieckich nagrobków, które stanowiły elementy chodnika wokół kościoła. Wygląda na to, że umieszczono je w jednym miejscu, ale w możliwie kulturalny sposób. Wróciłem na centralny plac, ale nic się nie zmieniło w temacie obelisku, więc zrobiłem zdjęcie remizy, potem jeszcze jedno podejście do obelisku i wsiadłem do auta, żeby pojechać kawałek wybrukowaną, boczną drogą w kierunku na Częszyce. I nagle dup! Mur zamigotał tak mocno, że zatoczyłem jedno, potem drugie kółko. Zaparkowałem borę i zacząłem się krzątać wokół domu, który stał idealnie - "na wyspie" otoczonej srebrzystą fosą bruku. Od południa plac zabaw, ale od zachodu - szok szoków. Suprematyzm level hard. Nie uda się być niewidzialnym na wsi - duży czarny mieszaniec zaczął szczekać, ktoś się ruszył w drzwiach "Dora cicho, cicho..."
- Dzień dobry, to pana dzieło?
- Tak, ja to zrobiłem (wyraźnie z dumą).
- Mogę zrobić temu zdjęcie (wiem, że mogę, ale tak samo mogę też zapytać).
- A rób pan!

Wiedziałem, że będzie dużo mówione i wiedziałem, że czegoś zapomnę. Zapomniałem, że mam przy sobie cyfrowy dyktafon. Zapomniałem, żeby pana spytać o imię chociaż. Ale umówmy się, że od tej pory do końca wpisu to będzie Starszy Pan. No więc Starszy Pan udzielił mi pozwolenia i gdzieś zniknął. Ustawiałem się do pierwszego zdjęcia i wytężając wzrok starałem się na ekranie ustawić dobrze ostrość i pozostałe parametry. Swoja drogą jestem o krok od tego, żeby zacząć używać czarnej szmaty jak w wielkim formacie. O krok.

Starszy Pan wrócił. Ewidentnie chciał pogadać:
- Się narobiłem przy tym, kurwa, strasznie. A moja kobita to się nagadał, ale zrobiłem. Tylko tam w kilku miejscach mi dzieciaki kamykami otłukły". Tyle umiem zacytować. A szło dalej, że miał kontrolę z gminy, ale przecież nie zniszczył, że to kupa pracy, że nawet, jeśli to z opadów, to koszty były, że dom też remontuje, ile może, że cokół zrobił wokół, że altanę dobudował, a potem oszklił. I że jak przyjeżdżają Niemcy, to robią zdjęcia. W międzyczasie ja zapytałem Starszego Pana, czy mogę zrobić mu zdjęcie na tle jednej z rozet i jeszcze chwilę pogadaliśmy.

Nie wydaje mi się, żebym tu szydził. Nie taki jest mój cel i zrozumiałem to dzisiaj na bardzo poważnie. Oczywiście, że gdy się jest na wsi pod Dreznem, która przecież wygląda niemal identycznie, tylko jest zadbana i "oryginalna", to nasze wsie wyglądają jak swoje własne karykatury. Często, bo już nie zawsze (choć gazon z uciętego na pół Fiata 126p stojący obok klinkierowej kapliczki to jest jednak ultra-festyn). Tacy tutaj mieszkają ludzie. Udawać, że nas tu nie ma, takiej a nie innej kultury to jak próby wymazywania zawiłej historii tego i podobnych miejsc. Ewidentnie nikt nie ma pomysłu na tę część kraju. Nie mamy lokalnej kuchni, nie mamy lokalnych strojów i legend. Ale mamy to. Chyba dlatego to dokumentuję. Nie powinno się odcinak grubą krechą czasu "wtedy/teraz". To jest płynne. Tak myślę.

2017/02/24

sztuczne kwiaty - inny obiekt

Autostrada/Autobahn
Wiadukt autostrady A4 ponad drogą Jaczkowice - Wiązów i dawny zjazd na autostradę, 24.02.2017 r.

Autostrada/Autobahn
Wiadukt autostrady A4 ponad drogą Jaczkowice - Wiązów i dawny zjazd na autostradę, 24.02.2017 r.

Dzisiaj prędkość wiatru osiągnęła takie wartości, że 90% zdjęć było poruszonych pomimo dość ciężkiego zestawu, jakim pracuję. Niebo w swojej wariacji nie ustępowało wiatrowi i nie udało mi się zrobić tych remiz i pomników, które chciałem, co nie jest jakimś dramatem - poczekam na bardziej "martwe" chmury i może na taki dzień, kiedy nie będzie wiatru. Zrobiłem w sumie kila rzeczy - i jedną odnogę linii 262, która była ślepa i wiodła do placu, na którym przeładowywano buraki cukrowe. Wiatr zniechęcił mnie do dalszej pracy, tak jak wywiał mi wcześniej z głowy pomysł o wyjściu na rower i w drodze powrotnej do domu pomyślałem, że przecież kolejnym elementem układanki do cyklu "Sztuczne kwiaty" są nieczynne zjazdy na autostradę A4, które teraz najczęściej pełnią rolę Punktów Selektywnego Wypierdalania Odpadów, czyli wszystkiego tego, co nie da się zmieścić do pieca. Autostrada A4 praktycznie nie była rozwijana za czasów Polskich aż do połowy lat 90. XX wieku, kiedy zadecydowano, że ilość wjazdów na tę drogę zostanie mocno okrojona i że będzie płatna (w najgłupszy możliwy sposób, czyli nie-automatyczny, jak choćby na Słowacji, przez co oszczędność czasu bywa często tylko teoretyczna), systematycznie zamykano kolejne mniejsze zjazdy odcinając kolejne miejscowości od świata. Dwa hotele w Oleśnicy Małej (następny zjazd za powyższym) padły, choć jeden z nich powoli zaczyna odżywać, ale pewnie bardziej dzięki organizacji imprez dla firm, niż z podróżujących autostradą kierowców i ich pasażerów. Szkoda, bo teren przy autostradzie jest bardzo urokliwy, a hotel w starym, wielkim młynie na skraju lasu przyciągałby tłumy. Nie chce mi się komentować śmieci przy drodze. To jest obrzydliwe. Tak, jak to, że w ogóle istnieje potrzeba umieszczania tabliczek "zakaz wysypywania śmieci". Jacy tu muszą żyć ludzie (w tej części świata), że takie rzeczy muszą powstawać? Nie widziałem tego nigdzie indziej. 

2017/02/19

drugi dzień na lotnisku

Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 18.02.2017
Schron samolotu myśliwskiego MiG-25 zaadoptowany na obiekt przemysłowy. 
Byłe Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 18.02.2017 r.

Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 18.02.2017
Ruina schronu samolotu myśliwskiego MiG-25.
Byłe Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 18.02.2017 r.

Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 18.02.2017
Schron samolotu myśliwskiego MiG-25 używany do niedawna przez Aeroklub. 
Byłe Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 18.02.2017 r.

Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 18.02.2017
Schron samolotu myśliwskiego MiG-25 zaadoptowany na obiekt przemysłowy. 
Byłe Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 18.02.2017 r.

To drugi dzień owocnych zdjęć na byłym lotnisku, a obecnie specjalnej strefie ekonomicznej. Jeszcze niedawno przy schronie zaadoptowanym na hangar Aeroklubu znajdował się rękaw, który świadczył o tym, że to lotnisko w jakimś ułamku było jeszcze lotniskiem. Teraz jest już tylko z nazwy. Za schronem z drugiego zdjęcia buduje się gigantyczna fabryka, której bryła przykryła ostatni czynny tu pas startowy. Z jednym z mniejszych schronów zniknęły już prawie linie wymalowane niezniszczalną farbą, które wyznaczały drogę kołowania i serwisu maszyny. Wszystko powoli staje się tak "w domyśle", jak pobliska stacja kolejowa przy linii kolejowej, która już niemal nie istnieje (Brzeg - Strzelin). Tak samo w domyśle, jak większość pałaców, cmentarzy, pomników upamiętniających ofiary wojny 1914-1918. To, co nie jest zaadoptowane na działalność gospodarczą - znika pod buldożerami lub zwyczajniej - chwastami. 

Jeździłem dzisiaj autem po tym zabłoconym placu, robiłem zdjęcia słuchając żurawi (i tych dostojnych ptaków, i pracujących dźwigów) i zastanawiałem się, co tu się stało?

Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 18.02.2017

To nie będzie pełen zapis - wybiorę kilka kadrów i tak to się będzie budować - z drobnych sum moich wszystkich frustracji. W przypadku tych budowli ujęcie frontalne wydaje się być oczywiste (dla mnie), ale zupełnie dla zabawy zrobiłem dzisiaj wyjątek (powyżej) i pewnie kiedy tam wrócę w przyszły m tygodniu (bo mam jeszcze kilka zdjęć do zrobienia), może spróbuję zrobić kilka innych.

Dużo ciekawych rzeczy o lotnisku znajduje się w biblii dolnośląskich melancholików - portalu dolny-slask.org.pl 

2017/02/17

trudne sprawy

Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 17.02.2017
Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 17.02.2017

Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 17.02.2017
Lotnisko Skarbimierz / Flugplatz Hermsdorf, 17.02.2017

Nie było łatwo na lotnisku Skarbimierz - miałem mało czasu, światło było średnie (stąd jedno z trzech zdjęć lepiej wygląda jako notka na instagramie, niż jako zwykła fota). Coś tam jednak się udało i przynajmniej już wiem, w jaką pogodę / stan światła tam pojechać. Teren jest arcy interesujący i kolejne tablice informujące i specjalnej strefie ekonomicznej wyglądają tu na przemian lekko nie na miejscu. Mnie zainteresowało drugie życie bunkrów. Te prawdopodobnie były dla samolotów MiG-21, jednosinikowych odrzutowców. W brzeskim Skarbimierzu stacjonowały też jedne z najszybszych (o ile nie najszybsze) uzbrojone samoloty świata - MiG-25. Drugą bazą, gdzie one stacjonowały był Berlin. Przed każdym bunkrem były szyny, na których poruszały się betonowe drzwi - kurtyny. Pojadę tam jutro, może bez dzieci, to zrobię kilka rzeczy więcej. Póki są.

2017/02/16

trudne sprawy

Housing development on the site of the former Krupp military factories (1942-1945) in Jelcz / Jeltsch
Jelcz - Laskowice, grudzień 2012 r.


Oława, styczeń 2013 r.

Tuż po ostatnich zdjęciach ulicy Oławskiej moje Toyo trafiło najlepiej, jak mogło - do Łukasza Biedermana, a ja na szybko kupiłem aparat, który robił genialny obraz, ale obsługiwało się go tak źle, że nie byłem w stanie nim pracować. Ostatnia odsłona Texas Leica nie miała nic wspólnego z elegancją pracy, jaka jawi się na myśl o pracy celownikowym średnim formatem. Choć obiektyw był naprawdę zajebisty. Po trzech miesiącach Texas Leica poszła w ręce Łukasza Gryko, który chyba nawet zrobił z niej użytek, a ja nie kupiłem aparatu. Kupiłem karbonową ramę do szosy i to była bardzo dobra decyzja. Tymczasem rozpoczęty wtedy projekt nie doczekał końca, ani nawet rozwinięcia. Przyznam, że zabawa (bo to już jest zabawa, nic pewnego w kategoriach osiągalnej dla mnie szybkości i powtarzalności) z filmem, wołaniem i skanowaniem stała się uciążliwa. teraz problem zniknął, a rower miał w tym kluczowe znaczenie - dystans. Dosłownie i w przenośni. Niestety część obiektów szlag trafił i kiedy teraz - po czterech latach zbieram choćby te elementy, które wtedy "wynalazłem" na potrzeby zamówionej, drobnej publikacji - robię plan zdjęć, okazuje się, że wielu z nich już nie ma. Ale jest jeszcze masa takich, których nie widziałem wtedy. I nie chodzi tylko o spłaszczenie do jednego zakładu czy miasta - tego jest pełno i dopiero niedawno dostrzegłem część wspólną. Przynajmniej hipotetyczną. 

2017/02/14

Siedlce i Sobocisko

Old Firestation Siedlce/Zedlitz - Poland, 13.02.2017
Stara remiza OSP Siedlce. Siedlce, 13.02.2017 r.

Old Firestation Siedlce/Zedlitz - Poland, 13.02.2017
Stara remiza OSP Siedlce. Siedlce, 13.02.2017 r.

Przez Siedlce przejeżdzam rowerem pewnie około pięćdziesięciu razy w roku. Dwa razy - podczas kolejnych powodzi stulecia - tutaj pomagałem przy umacnianiu wałów (1997 i 2010). Stara remiza jest trochę modułowa, jeśli można to tak nazwać - do starej części dobudowano kolejne pomieszczenia, ale od niedawna, przy boisku sportowym, wybudowaną zupełnie nową, wielką remizę. Co ciekawe - wygląda zupełnie normalnie, choć jeszcze nie widać na jej fasadzie figury św. Floriana. Na pierwszym zdjęciu widać nad bramą charakterystyczne białe pole i przy silnym wytężeniu wzroku da się odnaleźć tam ślady liter, ale nie umiem ich poskładać w całość, choć pewnie wyszłoby Feuerwehr Zedlitz.


New Firestation Siedlce/Zedlitz - Poland, 13.02.2017
Nowa remiza OSP Siedlce. Siedlce, 13.02.2017 r.

Zrobiłem też przy okazji w innej wsi remizę, która bardzo mi się podobała, ale z niezrozumiałych dla mnie przyczyn jej wieża jest tak "pogięta", że nie podoba mi się to, nawet jeśli to nie ja zawiniłem i jeśli ona faktycznie jest kompletnie zwichrowana.

Firestation Sobocisko/Zottwitz - Poland, 13.02.2017
Sobocisko, 13.02.2017 r.

Firestation Sobocisko/Zottwitz - Poland, 13.02.2017


Sobocisko, 13.02.2017 r. - ujęcie wcześniejsze, zwichrowane. Obraz był ustawiany na podstawie obrysu bram, bo to teoretycznie najlepszy wzorzec kątów prostych, poziomów i równoległości. Teoretycznie.

Niestety świetnie położonej, idealnej opuszczonej remizy w Marcinkowicach nie udało mi się sfotografować, bo stoi po środku placu otoczonego prywatnymi działkami. Ale popracuję nad tym.

2017/02/13

Lekcja muzealna

Marcinkowice, 13.02.2017 r.

Do 1988 roku, mniej więcej do około połowy lutego, mieszkałem na oławskim blokowisku przeszytym kręgosłupem ulicy imienia Bolesława Chrobrego. Widok z trzeciego piętra wtedy nie był jeszcze zagrożony wybujałą zielenią klonów, bo bloki te stanęły dekadę wcześniej, choć ja już się w nich urodziłem, więc dla mnie nie ma opcji "przed". Osiedle Chrobrego było zawsze, a mieszkając w narożniku miałem dwa widoki - na mural i cukiernię pod nim (sezonowo wzbogacony Syreną Bosto mojego sąsiada z klatki - który miał córkę Monikę, ale starszą ode mnie, więc nie mówiła mi "cześć" - handlującego truskawkami) oraz widok na zachód, w kierunku lotniska w Marcinkowicach. To historyczne lotnisko i dość ważne, bo z niego startowały samoloty, których bomby w pierwszej kolejności spadły na polskie tereny w 1939 roku. Po wojnie lotnisko było w rękach Sowietów, a jego trawiastą nawierzchnię wzmacniano charakterystycznymi, metalowymi płytami, które na kontynent europejski trafiły wraz z amerykańską armią. Podobnie jak składane mosty, ale to inna historia. No i mały Wojtek miał widok na to lotnisko. To znaczy nie miał, ale wiedział, że ono tam jest. Jak było dobrze (choć wszyscy mówili, że źle) to na horyzoncie od czasu do czasu pojawiał się rój śmigłowców posypujących drzewa spadochroniarzami. Bo między sterczącym w oknie kilkulatkiem, a spadającymi z nieba Sowietami były drzewa otaczające poniemiecki stadion. 

W momencie, gdy Sowieci się wyprowadzali, niektórym udało się te płyty przejąć i wymienić niemodne już ogrodzenia z blaszanych wytłoczek (pewnie z Jelcza), na takie właśnie przenośne nawierzchnie lotniskowe z bogatą historią.

"Dom z bombą" to druga lokalna atrakcja zaraz po Działce Domańskiego. To oczywiście nie jest bomba, ale pewnie zasobnik lub zbiornik lotniczy - przynajmniej takie doklejałem moim plastykowym, wiecznie nie pasującym do siebie modelom MiGów, kiedy właśnie nie gapiłem się przez nieszczelne kuchenne okno w kierunku lotniska. 

2017/01/27

Strzelin/Strehlen w 72 rocznicę wyzwolenia Auschwitz.

Wklejam fragment wspomnień Hansa Stargardtera w tłumaczeniu Violetty Misa-Pachut, który zaczyna być powoli bardzo na czasie. Po pierwsze dlatego, że Strzelin jest blisko stąd, a po drugie, że 80 lat temu ludziom też się wydawało, że mieszkają w cywilizowanym kraju. Tekst polecam przeczytać w całości na portalu dolny-slask.org.pl, choć pewnie te osoby, które tu trafiają, nie muszą się uświadamiać. 

(...) Nazajutrz po ataku esesmanów na nasz dom i zniszczeniu naszego dobytku nasz dom odwiedzało wielu ciekawskich sąsiadów. Niektórzy tylko potrząsali głowami i mówili: „Mój Boże, co się tu dzieje”. Było też kilku, którzy podnosili pięści i krzyczeli: „Ci cholerni Żydzi” czy coś podobnego. Większość ludzi wydawała się być zupełnie obojętna lub bała się cokolwiek powiedzieć więc tylko kręcili głowami nie mogąc uwierzyć, że coś takiego może się zdarzyć w cywilizowanym kraju. Osobiście nie sądzę, żeby naród niemiecki był naprawdę antysemicki w czasach Hitlera. Niemcy zostali „uwiedzeni” przez nazistów a tak naprawdę tylko nieliczni byli z przekonania nazistami. Reszta była zastraszona. Nie mieli wystarczająco dużo odwagi, żeby sprzeciwić się reżimowi terroru. Każdy sprzeciw mógłby się dla nich źle skończyć. Musieli dbać o własną skórę. Nie wierzę, że antysemityzm był głęboko zakorzeniony w narodzie niemieckim. Był wynikiem akcji propagandowych. Urojenia niemieckich przywódców były tak silne, że zdominowały każdą dziedzinę życia. Mogła to tłumaczyć w pewnym sensie sytuacja ekonomiczna w jakiej znalazły się Niemcy już w 1933 roku. Znalezienie kozła ofiarnego było tylko kwestią czasu. I takim kozłem okazał się naród żydowski. Nie wiem skąd wzięła się taka nienawiść. Myślę, że podłoże stanowiła tu religia i obraz Żydów jako morderców Chrystusa. Żydzi jako rasa niższa i gorsza zostali skazani na zagładę. Moja matka aż do śmierci w 1981 roku doskonale pamiętała krzywdę, jaką jej wyrządzono, ale nie było w niej goryczy i żalu. Dwie jej najlepsze przyjaciółki były rodowitymi Niemkami, a jedną z nich Anitę (obecnie 92 letnią) nazywaliśmy od zawsze ciocią. Ciocia Anita podobnie jak moja matka mieszkała w Strehlen i była zatrudniona na kolei. Była jedną z niewielu osób, które odwiedzały nas w domu, mimo, że groziła jej za to utrata pracy. Wycierpieliśmy wiele od Niemców, ale nie ma we mnie goryczy, żalu i nienawiści do nich.
Nasza rodzina wyemigrowała do Gwatemali. Mieszkaliśmy tam 10 lat. Mój ojciec miał tam małą cegielnię. Nigdy, przebywając w tym obcym kraju nie doświadczyliśmy antysemityzmu. W Gwatemali społeczność żydowska była dość liczna. Liczyła około 3 – 4 tysięcy członków, z czego ok. 100 to byli uchodźcy. Zdecydowaliśmy się na Gwatemalę, ponieważ nie mieliśmy żadnych krewnych w innych krajach a żaden kraj na świecie nie chciał przyjąć ubogich Żydów. Serdeczne powitanie było tylko dla Żydów, katórzy przywozili ze sobą pieniądze. Przed nimi świat stał otworem.(...)


Oryginalny tytuł: STREHLEN "Erinnerungen an eine schlesische Kleinstadt und ihre judischen burger " - Fritz Moses

2017/01/26

Ośno/Krausenau - Wiązów/Wansen

Ośno/Krausenau, 26.01.2017 r.

Czeka mnie przerwa w fotografowaniu, bo kilka następnych dni ma być słonecznych i w miarę ciepłych, co nie wróży powodzenia ani w temacie dobrego dla mnie światła, ani poruszania się po rozmakających drogach, czyli Linia 262 też musi zaczekać. Natomiast mam nadzieję, że mikrob toczący moje górne drogi oddechowe da z kolei odetchnąć mnie i będę mógł wrócić szybko na rower. Wobec wszystkich "chceń" na ten rok (żeby nie używać słowa "planów", bo to gwarantuje niepowodzenie), to muszę dość mocno jeździć i zrzucić około 4 kg, które w kontrolowanych warunkach przybyło mi w ciągu zimy. Ale spokojnie w miesiąc się to zrobi, tylko niech da się już jeździć. Śniegu nie było wiele, jednak na zmianę topniejąc i zamarzając uczynił niebezpiecznymi nawet polne drogi, które bardziej przypominają tor dla bobslejów. 

Dzisiaj w przerwie między zleceniami udało mi się wyskoczyć w dwie lokalizacje. Powyższa to wieś Ośno na drodze DW 396 z Oławy do Strzelina. To jedna z najstarszych pamiętanych przeze mnie konstrukcji remiz, spokojnie pamiętam ją od wieku 6 lat, kiedy w połowie lat 80. jeździliśmy z rodzicami do Strzelina oglądać meble w lepiej zaopatrzonym sklepie meblowym. Zdjęcie chciałem zrobić od kilku lat, ale nigdy nie było okazji. 

Wiązów/Wansen, wersja 1, 26.01.2017 r.

Mało które miejsce mijam tak często rowerem, jak Wiązów - chyba tylko furtkę własnego domu. DO tego miasto to jest wybitnie ładne, o ile ma się na tyle sprawną wyobraźnię, żeby to sobie zwizualizować, ponieważ jest strasznie zaniedbane. Zresztą wylałem już sporo żalu w kierunku dewastacji tego miejsca już kilka lat temu i wciąż nie jest ani lepiej temu miejscu, ani mnie. 

Wiązów/Wansen, wersja 2, 26.01.2017 r.

Zrobiłem dwa kadry, bo ujęcie frontalne bardziej mi pasuje i mojej "symetrycznej estetyce" (żart), niemniej sama remiza była chyba rozbudowywana na przestrzeli lat i z pierwotnej wersji została drewniana wieża. Identycznej konstrukcje rozsiane są bliżej Strzelina, gdzie pewnie niebawem podjadę je zlokalizować. Niestety nie znalazłem w mojej skarbnicy wiedzy (czyli portal dolny-slask.org.pl) zdjęć remizy sprzed 1945 roku.

2017/01/25

Owczary/Tempelfeld - Niemil/Niehmen - Osiek/Hennersdorf

Owczary/Tempelfeld, 25.01.2017 r.

W maju 2008 roku przyjechał do mnie Paweł Olejniczak, z którym trochę się powoziliśmy po gminie moją starą Toyotą Cariną E kombi w dizlu. Podczas tych kilku dni zrobiliśmy sporo zdjęć, między innymi udało się się zrobić kilka portretów do cyklu Autobiografia, w tym jedno z moich ulubionych - Pani Stanisławy. Niestety nie zrobiliśmy w tym czasie jednego zdjęcia powyższej remizy w Owczarach, na ścianie której był namalowany strażacki wóz bojowy, podobny do tych, jakie widuje się na lotniskach. Albo to już tylko moja imaginacja, bo dzisiaj pozostała tam tylko bezkształtna plama po złuszczonej farbie. Fajne natomiast jest to, o czym pisałem poprzednio - wielofunkcyjność remiz. Tutaj jeden z budynków (poza główną bryłą) zaadoptowano na lokal Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych.

Niemil/Niehmen, 25.01.2017 r.

Osiek/Hennersdorf, 25.01.2017 r.

Owczary mają piękną zabudowę i warto tam zjechać z krajówki DK 39, do której wieś jest jakby przyklejona. Remiza z Niemila jest "tylko" remizą i takąż funkcję musiała pełnić jeszcze przed 1945 rokiem i sama wieś jest pięknie położona przy niewielkiej rzece Gnojnej. Z kolei w Osieku remizę prawdopodobnie dobudowano do pawilonu świetlicy. 

Myślałem, że wszystkie takie foty będę tłukł obiektywem 35/1,4, ale okazało się, że lepsze rezultaty daje Irix 15/2,4 i późniejsze kadrowanie. W sumie to taki swoisty "post-shift" polegający tylko na zmianie proporcji boków i wyrzuceniu "paska" z dołu. Szczęśliwie jest to idealnie zgrane z liniami podziału wyświetlanymi przez korpus Nikona. Pisałem wczoraj do Martina Gorczakowskiego, że w końcu mam tę przyjemność pracy z aparatem nie-na-film (żeby nie pisać: "cyfrowym"), jaką miałem kiedyś z pracą na wielkim czy średnim formacie. Pozornie jest łatwiej, bo nawet jeśli konieczne są późniejsze korekty geometrii (a nie są lub są delikatne), to znacznie trudniej jest ustawić poprawnie kadr, choć brak wielkiej matówki nie jest uciążliwy, bo można dowolny fragment obrazu powiększyć. Natomiast jatka jest z poziomowaniem i wyśrodkowywaniem wg linii środek obiektu - oś optyczna obiektywu. Do tego przy tak szerokim kącie drobne błędy w poziomowaniu dają karykaturalne efekty, na których mi absolutnie nie zależy. Dlatego wczoraj z kilkoma budowlanymi poziomicami kalibrowałem tę wbudowaną w głowicę, której używam i całe szczęście, że jest to potężna, stara 029 od Manfrotto.
* * *

Uśmiałem się do łez w niedzielę w czasie prowadzonych warsztatów. Takimi z ludźmi. Testowo zrobiłem jedno zdjęcie i wrzucając je na laptopa wyciągnąłem kartę z aparatu - Compact Flash. Ekipa zrobiła taaaaaakie oczy, że znaki zapytania posypały się z nich szeroką rzeką. Nie wiedzieli, co to CF :) To tak, jakby nie wiedzieć, co to był telewizor Saturn albo saturator :)

2017/01/24

Siecieborowice/Sitzmannsdorf

Siecieborowice/Sitzmannsdorf 24.01.2017 r.

To tak poniekąd przy okazji, a właściwie dwóch. Pierwsza okazja to to, że od siedmiu lat chodzi mi po głowie fotografowanie remiz strażackich. Nie chodzi tylko o banalną sprawę "kolejnego obiektu, który można wyfotografować w bezstylowej konwencji". Remizy są podobne do ogródków działkowych, które dla mieszkańców blokowisk często bywają namiastką przydomowego ogrodu, w którym spełniają swoje chcenia ograniczone do 3 arów powierzchni, na której swoje miejsce muszą mieć warzywa (te prawdziwe) i trawa (ta prawdziwsza). W domu raczej nikt nie trzyma gipsowych bocianów, a na działce można. W mieszkaniu może być problem z przestrzenią, a na działce można mieć hamak rozciągnięty między dwiema jabłoniami i tylko trawę, której jedynym celem jest być koszoną w kwadrans raz w tygodniu. Remizy często bywają takimi działkami, ale dla większej społeczności. Jedne są maleńkie, inne zbudowane za unijne żetony z wielkim rozmachem. Te małe bywają ultra proste, budowane jakby spontanicznie i "na czuja": ma być garaż dla wozu i wieża z antenką. Ale często remiza łączy się funkcją z tańcbudą dla danej wsi i wtedy zaczyna się dramatyczne przedstawienie walki funkcji z... nie-funkcją.

A po drugie - w niedzielę prowadziłem warsztaty dla kilku osób i - w wielkim skrócie - każdy uczestnik ma w ciągu dwóch miesięcy zbudować zestaw prostych fotografii. No i żeby "dzieci" nie czuły się sprawdzane, ja też robię zestaw. A co. Każdy powód jest dobry.

Dzisiejsza fota musiała być trzaśnięta z bardzo bliska. Dalej nie mam shifta i póki co nie zanosi się, że mieć będę, bo nikt nie chce wyprodukować nic, co spełniałoby moje oczekiwania w zakresie ogniskowych, które wg mnie są użyteczne (pi-razy-drzwi 24 mm). Zapiąłem więc Irixa, obraz ściąłem z dołu do proporcji 5:4 (z natywnych 3:2) i pomimo wyrzucenia części informacji widzę, że plik spokojnie nadaje się na wydruk około 70 cm po dłuższym boku. Genialny obiektyw. Nie wiem jak ma się przy małych odległościach i nie interesują mnie one, bo nie widzę potrzeby używania 15 mm ogniskowej do robienia reprodukcji, ale do architektury czy ogólnie landszaftów to szkło jest genialne.

2017/01/17

Drzemlikowice/Dremling

Drzemlikowice/Dremling, 17.01.2017 r.

Drzemlikowice - jedna z trzech wiosek należących do tzw. Trójwsi. Jestem tu dwa do czterech razy dziennie. I za każdy razem mijam te słupy bramowe i za każdym razem rzucam na nie okiem. Nie mam pojęcia, co to było. Pod zwięczeniami widnieje data 1939, więc trochę późno na Denkmal. Z drugiej strony wciąż nie udało mi się namierzyć cmentarza, ale skwer vis-a-vis szkoły nie wydaje się być dobrym miejscem na cmentarz dużej wsi. Pałac też nie. Raczej nie. Skwer jest otoczony drzewami, mniej więcej tek samej wielkości. Teraz na nim stoi kilka "bloków" wybudowanych już w "naszych czasach", dla pracowników PGR-u.

I plus - mogłem w końcu zrobić zdjęcie, bo mam Irixa, do którego przekonałem niedawno Wojtka Wilczyka :) Zwykle nie rozpisuję/nie rozgaduję się specjalnie o sprzęcie, jednak to szkło to jest rzeź. Przynajmniej przy większych (+3 metry) odległościach. Ostrość na matrycy 36 mpix powala.