2011/02/17

Diagnoza Holdena









To oczywiste, że Holden Caufield opowiadał swoją historię przebywając na oddziale leczenia nerwic. To oczywiste, że w czasie choroby jesteś wg siebie zdrów, a świat wg ciebie jest chory. To nowe, że gdy jesteś zdrowy, to chorujesz ze światem.

2011/02/16

czy to źle?









Zaczynam tęsknić za obrazem miasta z lat osiemdziesiątych, jaki mam w głowie do tej pory.
Muzę polecam. Warto.

2011/02/14

polskie przypadłości



To takie polskie, kiedy nie widzisz rozmówców, nie słyszysz o czym rozmawiają...



...a i tak wiesz, o co chodzi i masz oczywiście rację w swoim wyobrażeniu.

Przed remontowanym dworcem we Wrocławiu trwa rozbiórka bunkra.

2011/02/13

w Brzegu





Kilka miesięcy temu urodził się w głowie pomysł. Dzisiaj pierwszy raz wykonałem do niego testowe naświetlenia. Już wiem, że będzie wymagać wczesnego wstawania. Dla bezpieczeństwa (bo muszę stać na środku jezdni) i dobrego efektu. Wiem też, że nie użyję obiektywu sprezentowanego mi przez Mariusza Foreckiego, gdyż domknięty do 22 lub 32 nie daje jednak ostrego obrazu od końca do końca, a bardzo zależało mi na miękkim rysunku, jaki oferował. Chyba że coś mnie weźmie i zamiast robić te zdjęcia na 4x5 zrobię je na szerokim filmie. Zobaczę. Za tydzień postaram się pojechać do innego dobrego człowieka - Sławoja Dubiela - i wywołać materiał, bo ten cykl będzie czarno-biały. 18 miejsc w Polsce, 5 w Niemczech. Zobaczymy.

A dzisiaj niezawodnie Tomek mi asystował.


2011/02/12



Właśnie wróciłem z kina. Byliśmy na "Jak zostać królem". Jak dla mnie - doskonały film.

2011/02/09

jutro dziesiąty



Tramwajowa odyseja trwa. Na Miejscu Fotografii żywa dyskusja wywołana plusem ujemnym przytoczonym przez Adma Mazura w temacie wywiadu z Bogdanem Konopką opublikowanym w Fototapecie. Sam tam wrzuciłem swoje trzy grosze. To kraj wybitnych specjalistów, więc każdy może.

2011/02/07

one way vision









Pasażerowie komunikacji miejskiej czują się jak muchy: fasetkowy widok świata, śmierdzi gównem, wszędzie brzęczy i wszystko lata.

2011/02/06

niedziela











Po ponad półrocznym wysyłaniu maili, telefonowania i błagania - w piątek udało się dograć wejście na teren budowy, na którym bardzo mi zależało. Widok niesamowity, bo dziura jest wielkości sporego kamieniołomu, a specyficzna technologia potęguje to wrażenie. Jednak budynek, który tu powstanie nie budzi mojego zachwytu. Inaczej mówiąc - kompletnie mi się nie podoba.



- I co? Porobił pan zdjęcia?
- Tak, co chciałem to zrobiłem, wszystko chyba się udało.
- A pokaże pan?
- Proszę?
- No na ekranie...
- Nie mam ekranu, to na film jest.
- A czemu?
- A tak, po prostu.
- A to ładne jest?
- Ja nie robię ładnych zdjęć, więc dla mnie - bomba.
- A w jakiej gazecie to będzie?
- Znając życie i moje szczęście - w żadnej.
- A wystawa?
- Może.
- A widział pan tam te zabytki?
- Tak, widziałem. Te fragmenty potężnego muru.
- Zrobił pan zdjęcie?
- Tak, ale całości, na dół nie schodziłem, bo nie nie planowałem tego i nie zabrałem kasku.
- To dobrze, dobrze... Wie pan, to Napoleon temu winny.
- Czemu?
- No że Wrocław murów nie ma. Wyburzyć kazał.
- Fest.
- Na tak to by teraz atrakcja była. a tak co? Miało być "city", a drapacze chmur tylko obcinają. Tu jeden, tam drugi i każdy połowę niższy, niż obiecany.
- No cóż, tak bywa.
- A na skajtałer pan był?
- Nie, nie możemy z kolegą pozwolenia załatwić. Tam i na stadion. W ogóle ciężko załatwić pozwolenie. Mało firm nie robi problemów.
- No tak...
- Nie dziwię się, w sumie to zawsze ryzyko jak postronna osoba wchodzi na teren budowy.
- A na Traugutta pan był?
- No właśnie nie, ale widziałem, że już przystań koło tych apartamentowców budują...
- Panie, to już nie będą apartamentowce, tylko zwykłe mieszkania. Nikt nie chciał kupić.
- No takie czasy.
- Czasy, bo ten Tusk taki nieudolny...
- Wie pan, ja w politykę się nie mieszam, robię co moje. Może jak każdy zajmie się swoją robotą, to będzie najlepsze wyjście...
- ...ale panie! Jak rewolucja w 1989 roku była, ja myślałem, że w mig tu będzie normalnie, a wie pan co jest? Gówno. Tu budują, tam budują, a wszystko łączą stare drogi.
- No od czegoś trzeba zacząć. Od tego są specjaliści, żeby to zrobili z głową, a jak nie zrobią, to ktoś ich z tego rozliczy...
- ...gówno, nikt nie rozliczy. Ja panu powiem, liczyłem że tu będzie dobrze, że da się żyć. A co mam? Nic. Wszędzie tylko dobry pi-ar, TVN - pi-ar, Wyborcza - pi-ar. Nie ma ani ludzi, ani komu tego zmienić. Wszystko, o co ludzie ginęli szlag trafił. Mamy złe czasy.
- Ale wolno za to panu mieć własne zdanie i może pan o tym mówić, to chyba jest zmiana...
- ...ale nic z tego mi nie przyjdzie.

Ot taka mniej więcej rozmowa z człowiekiem, który zza płotu patrzył jak pracowałem. Było jeszcze o tym, że wg niego jak myśliwy widzi psa bez smyczy to może strzelać, ale powiedziałem mu że ja mam inne zdanie i że nie lubię myśliwych, więc zaczęliśmy gadać o architekturze. Pan powiedział, że jedyna fajna osoba w sejmie to Zyta Gilowska, więc ja zaproponowałem, że lepiej pogadać jednak o tych koparkach, co tu przez całe lato kopały.



Kilka chwil po zdjęciach pojawiło się Słońce. Miałem dużo szczęścia, że nie w trakcie pracy, bo całe załatwianie poszło by na marne.



Byłem z Synem na placu zabaw. Lepiej poczekać, aż deszcz umyje zjeżdżalnię. I taka niedziela. A to jeszcze nie koniec.

2011/02/05

blur.











Po dwóch dniach produktowego fotografowania słodkości mam potrzebę odreagowania w nieostrościach. Najlepszy duet od lodów ku wytchnieniu zatrzymał się pod Opolem. Ostatni raz na tym parkingu byłem we wrześniu 1991 roku. Katka nie uwierzyła, że pamiętam datę. To była druga sobota nowego roku szkolnego.

2011/02/03

a niech to.



Myśli moje kotłują w okolicy spisania wspomnień. Można by to było nazwać czymś na kształt chęci napisania książki, ale ja chyba nie chcę napisać książki, bo nie mam o tym pojęcia. A i język też niezbyt okrzesany. Od tego ktoś się rodzi pisarzem, żeby pisać. Coś chcę zrobić. Obrazem czasu nie przywrócę, ale mogę przywrócić obraz czasu.

2011/02/02

kilka dni

















Od niedzieli byłem w wielkim sklepie z meblami, widziałem kilka placów budowy, zdążyłem się kilka razy stać złym i dobrym mężem. Idąc kilka kwadransów przez Wrocław zdążyłem być jednocześnie w Shinjuku i Brooklynie. Ktoś wytoczył niezłą ideową walkę kandydatom w minionych wyborach i kleił im ich wizerunki prostymi naklejkami. Niezależnie od partii. To nie moja realizacja, ale w pełni się z tym solidaryzuję.

Wczoraj i dzisiaj dostałem maile z linkiem do niepochlebnej opinii Magdy Gessler w temacie restauracji w Bystrzycy Kłodzkiej. Odsyłam zainteresowanych do odszukania felietonu: "usta pełne golonki". Autorka nie czytała nic o tej ziemi i chciała przeżyć uniesienie podniebienia w pięknym, ale koszmarnie biednym mieście. Zrobiła - w pełni należną, lecz lekko przesadzoną reklamę Czechom. To się świetnie zbiegło z przeczytaniem przeze mnie publikacji Wojtka Wilczyka - "Niewinne oko nie istnieje". Nasz naród nie jest w stanie uszanować żadnej innej kultury jednocześnie działając destrukcyjnie dla swojej. I jak można oczekiwać mieszanki kulinarnych wpływów na Dolnym Śląsku? Jak to ogarnąć, skoro każdy ślad po Niemcach, Żydach i Czechach jest ordynarnie zamazywany? Wilczyk dokumentował synagogi. A banalne pałace? Dwory? Cmentarze? Polska oburzała się o lwowski Cmentarz Orląt, a we wsi obok mojej, jakieś 10 lat temu jeden z księży nakazał rozebrać poniemieckie nagrobki i ułożyć z nich krawężnik do nowego - od 1945 rok polskiego - cmentarza.

Nic tylko ruskie pierogi i zasmażka.

2011/01/29

Hala Ludowa, Hala Stulecia, Jahrhunderthalle...



















W poniedziałek Łukasz Biederman wysłał mi link do informacji o przebudowie Hali. Tydzień załatwiania i dzisiaj byliśmy. Ledwo dycham, w płucach mam cementownię. Foty wywołają się koło środy zapewne. Warunki pod kopułą bardzo ciężkie. Nie było mowy o pracy dużą kamerą - pył, pył i pył. Do tego koparki, które co chwilę wystawiały pod gęstą chmurę (tu znowu) pyłu swoje połyskujące ramiona. Scena jak z filmu science - fiction. Ludzi nie widać, nic nie widać. Mieliśmy wrażenie, że to roboty. O Hali warto poczytać (link). To przez wiele lat największa tego typu konstrukcja na świecie, a i pierwsza tego typu, jaką ludzie stworzyli.

Kuluary były jednak w pełni zadowalające. Znalazłem tam wszystko to, co było mi potrzebne. Cieszę się, że ta przebudowa ruszyła, że zniszczone zostanie wszystko to, czego nie przewidział Max Berg. Mam nadzieję, że kiedyś wszystkie auta spotka to samo i powstanie akcja ściągania brewek z reflektorów, odklejania szpachli i kompozytów, diodowych pseudo lamp i innego syfu. Albo chociaż znikną koszmarne elementy elewacji.

Muzyka na dzisiaj, która cały czas mi tam towarzyszyła gdzieś w głowie: