2013/04/14

3439 kcal, 103 km, urwane koło, trochę skoków i martwej reklamy






W telegraficznym skrócie.
7.00 - pobudka, śniadanie - płatki owsiane na wodzie z dodatkami, sok z pomarańczy i trawienie. D0 9.15 mam masę czasu, bo o 9.15 ustawiłem się z Jarkiem na stacji benzynowej, że ciśniemy razem na trening do Jelcza.
9.12 - żyję przekonaniem, że jest 8.12 i zdaję sobie sprawę, że za 3 minuty mam być na miejscu, które jest oddalone ode mnie o 3 minuty sprintu. W kołach nie ma powietrza, a ja mam na sobie bokserki.
9.30 - jestem na stacji, Jarek nie odbiera telefonu, więc pewnie ciśnie do Jelcza.
9.50 - jestem w Jelczu.
10.15 - ruszam na pierwszy trening w grupie. Ma być 100 km, a ja na dojazd w niecałe 40 minut pochłonąłem blisko 900 kcal (wg pulsometru, nie endomondo)

Potem godziny nie mają znaczenia, bo po 20 km wspólnej jazdy na kole zagapiłem się na brzęcząco-wkurzający koszyk od bidonu i się urywam. Próbuję dogonić, ale nie dałem rady po 5 km pościgu. Tak więc ze sportowca znów zmieniam się w szybkiego cyklo-turystę i jadę swoim tempem - 31 km/h i tak przez pozostałe 70 km. A było co oglądać. Do tego kawka na rynku w Namysłowie i potem same dobre rzeczy (z wyjątkiem idioty w VW Polo, który celowo udawał utratę kontroli nad pojazdem, żeby mnie wkurwić, gratuluję VW użytkowników - powinno się robić jakie psychotesty, nawet na rynku wtórnym). Dobre skończyło się w Rogalicach, gdy zjechałem z DK39 w kierunku na Biskupice Oławskie - 9 km - 40 minut. Niesamowite, jak można pięknie położoną szosę, wijącą się między strumieniami, torami, lasami i łąkami - olać i pozostawić na pastwę losu. Takie miejsca powinny być pełne cykloturystów, nawet niedzielnych. A tak pozostał tylko dla cyklosadystów.

Potem urodziny córy szwagra, skoki na trampolinie, wycieczka na tramwaje i zabawa pociągami w domu.

Zasłużona bomba na niedzielę.

Muza - prosto, ale szła mi w głowie cały dzień:


3 comments:

Wojtek Wilczyk / hiperrealizm.blogspot.com said...

Panie Wojtku Kochany, już wolałbym -jak Pan tak jeździsz i jeździsz - żebyś Pan odpiął z ciała wszystkie te gadżety oraz elektrody, zamiast nich zabrał ze sobą aparat i zdjęcia robił ;)

Wojtek Sienkiewicz said...

Jakoś przestałem z tego czerpać satysfakcję - nie chcę być li tylko pyszałkowatym dokumentalistą, który z hejterską ironią patrzy na świat ;)

Wojtek Wilczyk / hiperrealizm.blogspot.com said...

A to rozumiem ;)
Pyszałkowaci dokumentaliści i ironiczni hejterzy nie doceniają powagi bytu oraz bycia...