2011/04/19

ziemia nie kłamie.



Dieter wybiegł z domu potykając się o próg. Ma pięć lat, a wiecznie tak robi. Niedzielny obiad nie jest w stanie zatrzymać go w domu i pędzi na dwór kiedy tylko może, jedząc w biegu i gubiąc w pędzie kolejne kluski. Upalny maj, rolnicy z rodzinami przechadzają się po wsi idąc spod świeżo wymurowanego pomnika ku pamięci ofiar minionej właśnie wojny. Jeszcze nikt nie wie, że ta wojna w przyszłości będzie nazywać się Pierwszą. Nikt nie myślał o drugiej. Matka Dietera nie zwróciła uwagi na wybiegającego z domu malucha, choć ten mało nie wywrócił jej z rąk stosu naczyń. Ona patrzy wciąż przez okno w kierunku stacji i czeka. Dieter bawi się na dworze, lata między starymi jabłoniami. Matkę z zamyślenia wybudza tępy chrzęst rozdeptanego porcelanowego talerza. Dieter stoi i mamie prosto w oczy. Nie widzi jej zza firany, ale wie, że widzi jego smutną minę i nowe sandały ubabrane sosem. Ale wie, że ona nie będzie krzyczeć.

Nie jestem mistrzem tego rodzaju historii. Może lepiej, że tego nie uskuteczniam. Każdy dzień tutaj udowadnia mi, że akt własności kawałka ziemi nie daje mi spokojnego myślenia o jego posiadaniu, o szczególnym z nim związku. To tylko umowa. Ogólnie posiadanie fragmentu tak "wiecznego" obiekty przez tak nietrwałą istotę, jak człowiek - brzmi śmiesznie. Jednak tu jest jeszcze inaczej. Wystarczy iść na ogród i szykować grunt pod trawnik by wykopać fragment historii. Kiedyś pod domem rodziców wykopałem stary dzwonek rowerowy, bo w Oławie była fabryka takich akcesoriów. Gdzieś mamy wieszak na ubrania z wypalonym logo i Ohlau w nazwie. Powyższy fragment to jeden z trzech dzisiaj wykopanych. Jedyny z sygnaturą. Altwasser to obecnie dzielnica Wałbrzycha (Aqua Antiqua w średniowieczu, po naszemu Stary Zdrój). W sieci jest komplet informacji o porcelanowej manufakturze Tielschera, łącznie z sygnaturami. Ta powyższa jest z lat 1934 - 1945. Ponoć to słaby okres fabryki, choć biel tego fragmentu jest niezwykła. To bardzo trudne myśleć wciąż o tym, że jest się przypadkowym emigrantem. Ludzie tak bardzo chcieli zapomnieć o tym, że ta ziemia nie jest ich, że stracili swoją historię i nie utrzymali tej, która tu wyrosła przez lata. Finalnie nie mamy żadnej. Nie ma dolnośląskiej kuchni, tradycji, świąt, rytuałów. Nic rdzennego.

2 comments:

Sara said...

Mam trochę Altwasserów
całe życie wymyślam takie historie
ale czuję się z tym bezpiecznie
oswoiłam motyw emigranta
mój ulubiony motyw "obcego we wsi"

Gość z Wyspy said...

Pójdę trochę inną drogą. Wydaje mi się, że ci przypadkowi emigranci nie zapominali o swoich poprzednikach, a bardziej się ich bali (najczęściej, że wrócą - ten strach funkcjonuje do dziś - vide ostatnie wypowiedzi jednego prezesa pewnej parti), a chcąc zatrzeć ślady dawnych właścicieli i tym samym może jakoś oswoić nową ziemię niestety często niszczyli dorobek poprzedników (zburzyć ich, postawić nowe). Oczywiście doświadczenie wojny i świadomość kto był agresorem nie ułatwiała zabliźniania się ran.
Ja - tu na Śląsku - nie czuję się jednak emigrantem; urodziłem sie we Wrocławiu i uważam tą ziemię za swoją, czuję z nią emocjonalny związek i to dużo większy niż z resztą kraju; nie chcę też tej ziemi jakoś zawłaszczać, znam jej historię i wiem, że jest ona własnością (ojczyzną, miejscem urodzin czy wspomnień) ludzi mówiących innymi językami niz mój.
Jasne, że nie ma teraźniejszej dolnośląskiej kuchni, tradycji, świąt, rytuałów, ale są ludzie którzy się tu po wojnie już urodzili i nie czują się jak obcy. To oni (my?) możemy tworzyć coś nowego, ale z poszanowaniem tradycji naszych poprzedników, na doświadczeniu współnej trudnej historii może powstać nowa jakość i to właśnie w naszym regionie a nie gdzie indziej. Może wówczas z czasem powstanie regionalna kuchnia i zwyczaje - weźmy coś z historii dodajmy coś od siebie - wiem, że nie ma co na siłę i sztucznie tworzyć nowej kultury bo nic z tego nie będzie, ale jak piszesz, że finalnie nic nam nie zostało to myślę, że w kulturze trochę jak w naturze: nie ma miejsca na próżnię.
Jakąś drogą do tego o czym napisałem jest znaleść w sobie poczucie, że nasza ziemia ma swoją odrębność, właściwości, które tylko do niej przynależą. Własną historię, która pokazuje jak mogą różne kultury w jednym miejscu ze sobą współgrać - a tak podobno ma wyglądać współna Europa. I nie od razu autonomia ;-) tylko odrobina lokalnego patriotyzmu, jakaś podstawowa samoświadomość gdzie się jest i co było tu kiedyś. Budujmy - nie burzmy !

Drogi Wojtku, to co dość chaotycznie napisałem nie wyczerpuje tematu jaki poruszyłeś w swoim wpisie, niemniej jest to sprawa, które mnie "męczy" od dłuższego już czasu i chętnie zabieram głos - dzięki za taką możliwość.
Pozdrawiam
Tomek