2013/06/15

kolarz drukarz cieśla kucharz

 Między Godzikowicami a Chwalibożycami. 15.06.2013

Skutek niezablokowania telefonu podczas wrzucania go w tylną kieszeń koszulki podczas jazdy.  Strasznie podoba mi się to, jak widać po szprychach (tu jechałem około 30 km/h) jak matryca sczytuje obraz, albo jak elektronika telefonu sczytuje obraz z matrycy. 

DK 39 Wiązów - Brzeg. Dzisiaj rano była absolutnie moja. Widziałem na niej dwa auta. Oba grzecznie mnie wyprzedziły w dużej odległości.



Dwa zdjęcia wyżej - droga pomiędzy wsią Owczary a Oleśnicą Małą. wąska nitka dobrego jeszcze asfaltu. Znalazłem ją jakoś przypadkiem jadąc skuterem tu w 2007 roku - wtedy była nówka. Teraz jest miejscami trochę gorze, ale przez chwilę można się poczuć jak Toskanii :) Przynajmniej tak sobie wyobrażam, bo w życiu nie byłem w Toskanii :)


Odrobina lajfstajlu. Od dwóch tygodni jestem obłudnym trawożercą. Obłudnym, bo mam buty ze skóry i jem ryby. Wspomagam się blogami innych trawożerców w kombinowaniu menu, niemniej takie małe miasto jak Oława nie gwarantuje dostępności produktów ad-hoc. Trzeba planowa i po dobre tofu jechać do Wrocławia. Więc kierując się antropozoficzną teorią Rudolfa Steinera - trzeba kombinować. Jak gotuję - nie próbuję, jak smakuje. To się albo czuje, albo nie, ale nie próbuję po prostu, jakoś mam do tego wyobraźnię.
W każdym razie dzisiaj robiłem szuwaks z bakłażana z ryżem basmati. Bardzo dobre, ale fota oczywiście w bw, bo aparat tak to zarejestrował swoją kiepską matrycą, że wygląda jakby komuś nie smakowało.

Szybki niemetryczny przepis (zmodyfikowany z bloga: http://www.jadlonomia.com/) dla 3 osób lub 2 bardzo głodnych

1. Na dużą patelkę wrzucam łyżkę masła i łyżkę oleju, na to taką średnią cebulę pokrojoną jakoś, ale nie poszatkowaną. Nie wysmażam jej, tylko niech sobie popyrka chwilę i dorzucam pokrojonego w kostkę bakłażana. Mieszam, bakłażan robi patelnię suchą, ale też go mieszam z tą cebulą i dorzucam 3-4 goździki, ze 20 ziarem pieprzu, solę i dorzucam pokrojone byle jak pomidory. Dzisiaj poszedł duży malinowy (co pachnie jak pomidor) i dwa przemysłowe (co nie pachną w ogóle). Mieszam, niech sobie pyrczy powoli, nie przykrywam niczym patelni. Dorzucam łyżeczkę curry, ćwierć łyżeczki kurkumy, pół kostki bulionu warzywnego bio i trochę płatków suszonych pomidorów.
2. Drugie pół bulionu warzywnego bio wrzucam do miseczki, zalewam szklanką wrzątku i wrzucam 4 kawałki suchych kotletów sojowych. Nasiąkają 10 minut. W tym czasie ryż - ugotować na jak napisali na opakowaniu. Odcedzić i ja zalałem go sosem jak do sushi (żeby miał jakiś smak) - kieliszek (taki do wódki) octu ryżowego, 2 łyżeczki cukru (ja użyłem ksylitolu) i ćwierć łyżki soli. Ugotowany i odcedzony ryż zalałem tym szuwaksem i lekko przemieszałem.
3. Po tym czasie sos (oryginalnie nazywa się curry, ale jadłem curry u Olejniczaków i wiem, że wg tego przepisu oryginalnego to nawet koło curry to by nie stało) jest niemal gotowy i pewnie go wyłączyłem. Nasączone wywarem z bulionu warzywnego bio "steki sojowe" (hit nazwy) kroję w paski i wrzucam na patelnię lekko posmarowaną olejem. prażę je chwilę i dorzucam do sosu, wlewając jednocześnie ten bulion, w którym się moczyły "sojowe steki". Zarzucam sos na gaz, popyrczy z 5 minut, bulion się zredukuje i pasza gotowa. Wygląda i smakuje super. "Sojowe steki" lepiej zastąpić lekko podprażonym tofu. Tak zrobiłem 3 dni temu.

4 comments:

Rzaba said...

kurcze Wotek, nie dawaj przepisów kulinarnych..bo urzedzam, przestane Cię odwiedzac;)

Wojtek Wilczyk / hiperrealizm.blogspot.com said...

Nie jesteś ścierwojadem? Witam w klubie :)

Wojtek Sienkiewicz said...

nie to, że "jestem", ale "próbuję być". Sprawdzam po prostu co i jak i na ile mogę :)

fotoprosba said...

Trzymaj się to słuszna droga :)