


Rano o 7.14 napisałem do Tomka, że nie jedziemy, bo leje. Wsiadłem w auto i pojechałem na dworzec kolejowy nadać paczkę do Martina, ale zmieniły się przepisy i paczka musi mieć pełny adres, co bardzo nieprzyjemnie zakomunikował mi konduktor (po tym, jak wykonałem 200 m sprint z 20kg paczką).
O 8.00 deszcz zaczął robić się lżejszy, więc udało się wybłagać Żonę o pomoc. Dzisiaj dwie ul. Oławskie - Janików i Stary Górnik. Ze tym drugim sprawa będzie ciężka, bo ta ulica się w nim rwie, krzyżuje i robi cyrki - trzeba będzie iść do urzędu jakiegoś. Za tydzień, jak dobrze pójdzie, to dojdzie 5 na jednej trasie, ale nie wiem, czy uda się to czasowo ogarnąć na 75 kilometrowej trasie. Może się uda.
W miniony poniedziałek ul. Oławskiej stuknął rok, od pierwszej foty w Brzegu (wejdzie do cyklu do części Salonu Odrzuconych).
No comments:
Post a Comment