2011/06/12

i o niczym





























Przed południem wsiadłem na rower, zapiąłem buty w pedały i wbrew wiatrowi ruszyłem przed siebie. Znalazłem kolejny w Oławie przykład modernistycznej architektury (Szkoła podstawowa nr 4) i pojechałem na jaz na Odrze w Ratowicach, po drodze błądząc gdzieś w polu, na którym rok temu stała jeszcze popowodziowa woda. W Siedlcach za polskim już cmentarzem natknąłem się na stary, zaniedbany, poniemiecki cmentarz. Już nie raz pisałem o moim gniewie skierowanym do winnych takich zaniedbań. Gdzieś to pokutuje cały czas i chyba nie uwolnimy się od tego, że Niemiec to albo "historyczny prześladowca", albo szef na robotach sezonowych, a szef to też zło.

Wszędzie zapachy. Kwitnie wszystko jak szalone, ptaki w lesie zagłuszają się wzajemnie. Przed domami kwitną róże, w starych, oddalonych od miast wsiach (Miłocice Małe, gdzie nie bylem od 20 lat i Miłocice, gdzie byłem pierwszy raz) rosną wielkie lipy, przez aromat ich kwiatów raz czy dwa straciłem panowanie i zapomniałem odpiąć buty od pedałów zanim rower się zatrzymał, ale obyło się bez gleby. Generalnie dzisiaj wycieczka romantyczna.

Szykuję się do szkoły. Dziwne, bo właśnie wysłałem wszystko do produkcji i teoretycznie - o ile nic nie wyskoczy - jestem gotów na 2 tygodnie przed sesją. Zwykle jadąc do do szkoły w czerwcu - jeszcze po drodze odbierałem pianki, albo makiety...

Muzycznie dzisiaj rządziło "odtwarzanie losowe", ale kilka rzeczy bardzo warto:











Miałem się nie forsować po antybiotykach, ale byłem pewien, że dobiłem 100 km. To przez wiatr, bo wyszło niecałe 70.

1 comment:

hiperrealizm said...

Po prostu Wojtek, zrób zdjęcia tych cmentarzy... Jak tak na to zwracasz uwagę (czy też na odwrót), należy szybko i przede wszystkim działać. POZDRO