2010/08/01

mniej lub bardziej kolorowo



Dzisiaj w ciężkim upale walczylem z pedałami. Rowerem jechałem. Przeceniłem chyba swoją odpowrność na trudne warunki i teraz piszę na klawiaturze jak kot chodzący po gorącym piasku. 50km, ale samopoczucie jak po 150.

W Kucharzowicach był sparingowy mecz między bohaterami mojego cyklu a tamtejszą drużyną. Zaczynam się wkręcać mocniej w tematy futbolowe. Zaczynam chyba rozumieć, co tak dobrego jest w tej piłce, czego nie ma w telewizji. W tej piłce nie ma miejsca na fałsz. Tu gra idzie wyłącznie o idee, a nie o pieniądze czy szybkie auta. Jest czystsza, choć nie pozbawiona wad. Jeszcze ciągle trwa moja "socjalizacja" z drużyną, ale myślę, że nie będzie to trwać wiecznie.

Jakoś w trakcie drugiej połowy poczułem, że muszę jechać dalej. Dzięki temu wewnętrznemu głosowi zobaczyłem najpiękniejsze niebo od czasu wakacji w Grecji (wspominany już kiedyś przeze mnie rok 2003). Takie nietutejsze, z czystym i nasyconym horyzontem, fantazyjnymi chmurami, takie pocztówkowe, ale też takie, którego często mi bardzo brakuje. Fota bez żadnych efektów, żadnych filtów na obiektywie, żadnych w softłerze. Otworzony RAW i zapisany jako jpg.

A wszystko na półlitrowej butelce napoju izotonicznego.

2 comments:

peknieta szybka said...

niedawno słyszałem gdzieś wypowiedź więźnia, który mówił, że najbardziej podczas odsiadki brakowało mu widoku nieba. podobno strasznie mocno w nas to siedzi i jak za długo się go nie widzi to można zwariować. taki widok to niezła terapia.

* said...

myślę, że termin "Niebo" jako raj w przyszłym życiu też nie jest tu bez znaczenia. Tylko trzeba wierzyć, a jak się jest odseparowanym od tego - zdaje się - wrośniętego w nas widoku, to wtedy czyć ciężar jego braku. I tego dosłownego, i tego metaforycznego.