
Wczoraj było o ostrzeniu bardzo zaszumionych zdjęć. A później o tym, co sobie wymyśliłem wcześniej, czyli o fotografowaniu rzeczy tak nudnych dla większości, że pomijanych, czyli socjalistycznej architekturze. Na załączony powyżej obrazek gapiłem się od 3 roku życia (na pewno wcześniej). Na przeciwko tego bloku mieszka moja babcia, która pełniła rolę przedszkola. Z każdego z trzech okien z jej mieszkania był ten sam widok: na ten blok i plac.
Fajne jest to, że przygotowując się do zajęć samemu za każdym niemal razem odkrywałem nowe rzeczy. Oczywiście było o prostowaniu zdjęć, o korygowaniu wad optycznych, o tym, jak focą architekturę ludzie związani z tym zawodem lub jakoś w koło architektury się obracających. Nie ominąłem więc Jędrka, Sławoja Dubiela i mojego guru Wojtka Zawadzkiego. Musiałem także wspomnieć o Georges Rousse'o (mały wybór, ale to zajęcia w końcu z obróbki fotografii, a nie tendencji we współczesnej fotografii).
To były udane zajęcia.
Z innej beczki - przy filarze tego bloku dostałem jako kilkulatek pierwszy raz w życiu tzw. "wpierdol". Chyba dlatego, że nie wiedziałem co to znaczy, bo jakiś inny - znacznie twardszy - kilkulatek zapytał mnie: "chcesz kopa wpierdol?"
Wtedy była komuna i w sklepach było nic, więc wizja otrzymania czegoś, choćby nieznanego, była wielką nadzieją na cokolwiek. Bez wahania odpowiedziałem: "Chcę".
No i dostałem.
1 comment:
dobrze ze wrociles do formy terroryzmowej.
Post a Comment