2008/04/23

23 kwietnia - oświecony, czyli kontrą zza pleców prosto w twarz

W czasach, gdy wodzem narodu był sir Wojciech Jaruzelski czułem dumę. Byłem szczęśliwy, że posiadałem imię wodza, zwierzchnika, jeden grzyb. Dodatkowo zazdrościłem swojemu Tacie, że jest Jerzym, a jak powszechnie wiadomo wiele osób dzisiaj się upije w związku ze znaniem się z Wojtkami i Jurkami. Ja się napiję podwójnie. W dowodzie mam Wojciech Jerzy... Tak czy siak dotarła do mnie pewna życiowa prawda (choć przerażenia u mnie ona nie budzi): nadchodzi trzydziestka. Tak, za 8 miesięcy zakończę (mam nadzieję) kolejną dekadę życia. Jak zwał, tak zwał, zrozumiałem, dlaczego dzieci obchodzą urodziny, a dorośli imieniny. Dzieci chcą być jak najszybciej się zestarzeć, dorośli najlepiej by chcieli zdziecinnieć (no, wielu, których znam, doskonale się to udaje, ale mają strasznie mało fajnie w życiu). Pierwsze jest nieuchronne, ale będąc dzieckiem człowiek nie zauważa prędkości czasu, a jak już jest starszy, to nie zauważa, kiedy się kończy.

Tak czy siak pora na celebrowanie imienin. Zawsze lepsze krojenie tortu z imieniem, niż odcinanie kolejnej porcji cyferblatu. Mentalnie jest to usprawiedliwione. Ponieważ mało ludzi już pamięta o imieninach Wojciechów, chciałem pozdrowić Wojciecha Jaruzelskiego, Wojciecha Manna, Wojciecha tego od piosenek nie, bo go nie lubię (Młynarski) bo nie lubię jego córy. Z Jerzych życzę samego dobrego Jerzemu Lewczyńskiemu, za normalność.

2 comments:

Cezar said...

Twarz Twoja nabiera znamion znajomości, zwłaszcza gdy poruszasz Jerzego Lewczyńskiego. Zapraszam Cię do mnie: geniusz.com.pl
Ce

Lokalny Artysta said...

Ten blog to nie obraz, jaki jest, lecz obraz, jaki chcę przedstawić.

Samo poruszenie tematu Jerzego Lewczyńskiego nie mówi o powodach takiego czy innego wyboru.