2013/01/04

hop - 34 rok życia




No i rok temu miałem ambitny plan codziennych wrzutów z symbolicznego w naszej kulturze 33 roku życia. Mojego. Cierpliwości na numerowanie wystarczyło na chyba 80 dni. Takim jestem królem rozrywek.

A dzisiaj, mniej więcej dokładnie po dokładnej 34 rocznicy mojego urodzenia (legenda podawała godzinę 10:55) odwiedził mnie inny dzisiejszy jubilat - Wojtek Wilczyk i wypiliśmy za nasze zdrowie po jubileuszowej kawie. Dostałem też książkę od Żony, bo to już pora myśleć o zbudowaniu nowego roweru. A teraz skanuję zaległości od marca 2012 roku. Tak się bawi król życia w 34 jubileusz. Nie starzejcie się.

A jeśli ktoś nie chce czytać, a ma wolną godzinę, to proponuję ten świetny film. Może nie jest mistrzostwem dokumentu, ale gwarantuje godzinę fajnej podróży. Każdemu. - http://www.youtube.com/watch?v=ZZtHFxIs6so

5 comments:

lukaszbiederman said...

200 lat staruszku ;)

Sławoj Dubiel said...

poproszę o dwa słowa komentarza jubilat czy solenizant
ale niech się kręci
czy kawa była z pobliskiego elewatora?

Wojtek Sienkiewicz said...

jubilaci jubilaci, urodzeni czwartego stycznia, prawie jak film z Tomem Cruisem :) Kawa oczywiście sygnowana przez wokalistę, który wrzucił baby do jednego wora posądzając o zamiłowanie do brązu. Może dlatego w mniej niż dekadę potem śpiewał już, że jest za stary na grzech, a za młody na sen. To się nazywa "odpowiedzialność za słowa" lub po prostu "roztropne piosenki" :)

Wojtek Wilczyk / hiperrealizm.blogspot.com said...

@Sławoj, kawa była rozpuszczalna (2 łyżeczki na filiżankę), cukier biały (także 2 łyżeczki). Elewator za oknem - bomba!
"Jubilat" to bardziej uroczysta forma "solenizanta" ;) Fakt, że w obu przypadkach żadnej okrągłej rocznicy nie było...

Wojtek Sienkiewicz said...

ja miałem okrągłe, 34 urodziny. Co innego, gdyby to było 34 i 2 dni, wtedy nie ma mowy o jubileuszu ;)