2012/03/04

61/365@33 niedziela


Ślad po Niemcach


Ślad po Polakach

Dzisiaj bez gipsu. Musiałem wsiąść na rower i rozpocząć sezon, choćby przejazdem 29 km. Kilka razy pisałem o fenomenie przyautostradowego fastfooda. W skrócie - 45 km od dużego miasta, 15 od małego. Jest A4 i jest MOP. Na MOPie jest fastfood. Ludzie najpierw forsowali ogrodzenie, żeby móc poczuć się bardziej światowo, później pojawiła się furtka. Teraz wokół furtki sukcesywnie rośnie sterta śmieci z fastfooda. Na poboczu błoto od parkujących aut, a barwne śmieci w znanym brandingu dopełniane są puszkami po znanym piwie i lateksowymi "wylinkami" po bezpłodnym seksie. Sami sobie szykujemy piekło. A to była taka piękna ścieżka, którą poznałem jakoś w 1996 roku, jadąc rowerem - asfalt wijący się między pagórkami, brzozy przy drodze i zapach lasu. Przez lata miałem fantazje o idealnej drodze na przejażdżkę pięknym kabrioletem z piękną dziewczyną u boku, albo dużym ciężkim motocyklem, powoli pyrkając sobie przez te kilkaset metrów marzeń (i zawsze - choć to tanie i ckliwe - w głowie miałem utwór U2 - Bad). Teraz dziury takie, że jazda na rowerze jest trudna, połowa brzóz wycięta, a pobocze zastawione autami, które parkują tam, gdzie jeszcze można wysiąść między śmieciami.

Nie mam do nikogo pretensji, że nie mam luksusowego kabrio, ani że nie lubię jednak motocykli, ale za to, że zniszczyli taki piękny kawałek ziemi - to mam. Oby ich wielki świat skończył się na powiększonym zestawie. Na nic innego nie zasługują.

2 comments:

hiperrealizm said...

Kilka lat temu wybrałem się do lasu na grzyby i... idąc przez odcinek jakichś 200 metrów od szosy, raz po raz natrafiałem na tego typu odpadki. A potem odszedłem do następnej drogi i śmieci było jeszcze więcej... I od tego czasu odpuściłem sobie grzybobrania.

Lokalny Artysta JR. said...

Ja chodzę do lasów, gdzie śmieci jest mało. Jeszcze takie są. Niestety - drzew w nich były sadzone od linii, więc nie są dzikie. Ale przez to szukanie w nich grzybów jest taką przygodą, jak wykopanie marchewki z ogródka.