2011/10/03

niedziela - Kouty - Masyw Mrawenecznika

















































Byłem gdzieś tu [link]. W niedzielę. Ekipa nakierowana na DH, a ja na normalne, górskie XC. Jakiś półgłówek nie zdawał sobie sprawy z tego, jak ważne jest dobre opisanie trasy na bikemap.net - pojechałem tym pomarańczowym potworem na trasę oznaczoną jako szutrowa. A był najpiękniejszy asfalt. Pod górę było ciężko (20 km podjazdu, przewyższenie ponad 750 m), ale zjazd był cudowny. Rower prowadzi się świetnie, żadnych nerwów, żadnych dziwnych zachowań, sunie jak marzenie. W ogóle październik rozpieszcza w swoim pierwszym weekendzie. Góry, zapach mchów i liści, Słońce, kolory, wszystko co potrzeba do regeneracji. Piękne trasy i niezwykłe widoki, głównie za sprawą elektrowni szczytowo - pompowej, o dość niecodziennym przeznaczeniu i konstrukcji. U nas też takie są. Warto wklepać w wikipedię [link]. Polecam to miejsce (Kouty, 20 km na południe za Jesenikiem). Doskonałe trasy, można wypożyczyć bardzo szybkie hulajnogi do zjazdu, a za niewielkie pieniądze nabyć całodniowy karnet na wyciąg i cieszyć się grawitacją. A jest czym.

5 comments:

lukaszbiederman said...

piękna fota z tą skalą !!!
w ogóle piękne rewiry.
pozdro !!

jan zbendny said...

20km podjazd asfaltem na oponach 2,0? ...szacunek :D

Lokalny Artysta JR. said...

no tak jak pisałem - jakiś idiota tak opisał trasę :) i przyznam - z 1.5 km przelazłem z buta, bo mi się po prostu prąd skończył w nogach. Dodać jeszcze można, że Kenda Karma jest super mięciutka, a to znaczy, że niskie opory toczenia to ona ma... w dupie. Jest wczepiona w asfalt jak rzep w psi ogon, co nawet przy zjeździe generowało taką prędkość, szybciej już było ciężko, stąd szosowcy na prostej mnie odstawiali. Ale w zakrętach byłem królem:)

jan zbendny said...

ja od "nastu" lat jeżdżę tylko na szosowym rowerze, i ciężko mi sobie wyobrazić taki podjazd na Twoim sprzęcie, dlatego podziw z mojej strony ;D

Lokalny Artysta JR. said...

To pomyśl o tych gościach na hulajnogach:)