2010/06/14

coś się dzieje.










Non stop dworce, tramwaje, poszukiwania Wisty 45, ścieranie się z tym, co potrzebuję, a tym, na co mogę sobie pozwolić. To tylko jedno z wielu starć, które kosztują mnie sporo wysiłku. Nie potrafię ich zdystansować się od nich.

Wczoraj zadwonił do mnie tato, i nie powiedział mi nic, co by mnie pocieszyło.

Kilka tygodni temu w moim rodzinnym domu wyjąłem film z aparatu mojej mamy. Nie był włączany od 66 miesięcy. Film tam tkwił i powoli pozbywał sie siły obrazu. Zanikał jak to, czego bałem się w przypadku jej odejścia, że zapomnę jej głos, słowa itd.

Dzisiaj odebrałem ten film z wywołania. Jest bardzo ciemny, stracił (tu celna dwuznaczność) dużo czułości. Widziałem zdjęcia z ogrodu, z rodzinnej imprezy (pewnie moje i taty imieniny), z ostatniej wycieczki do Wojsławic. Już w czasie choroby.

3 comments:

galazinka said...

Dziwne, ale głosu nigdy się nie zapomina.
Tkwi gdzieś tam bardzo głęboko w środku. W bezpiecznym miejscu.
Czasem sam wraca, kiedy jest potrzebny.

* said...

ja zapominam.

galazinka said...

wróci w którymś momencie..