2010/05/01

Syn, Wrocław, lotnisko i koniec świata.



Byłem dzisiaj pokazać mojemu Synkowi lotnisko. Wiem, 15 miesięcy może nie jest wiekiem, w którym można coś zakminić, ale jak pisałem wcześniej, mam to gdzieś. Ważne jest to, że Synek strasznie się zachwyca wszelkimi fajnymi rzeczami, o wielkim odrzutowym samolocie nie wspomnę, czy startującym śmigłowcem pogotowia ratunkowego lub zwykłym małym ATR-72. Może nie będzie tego pamiętać, ale swoje dzisiaj przeżył i podobało mi się. Jak dla mnie mogę mu to pokazywać trzy razy dziennie. Wszystko.


Z innej beczki. To dość wymowne, że we Wrocławiu ogrom inwestycji, które mają przygotować miasto na piłkarską imprezę w 2012 roku, nie posłuży zbyt długo ludziom, skoro kilka miesięcy po imprezie ma się skończyć świat wg różnych teorii. Przynajmniej można się już od roku cieszyć ulicą Krakowską. Wcześniej cieszyli się nią mechanicy.

1 comment:

Robert said...

Ja z moim od roku na pociągi chodzę (tzn. dojeżdżam tramwajem). Ma jedno ulubione miejsce na dworcu głównym w Krakowie i zawsze kilkanaście minut musimy tam stać i patrzyć na pociągi.