2009/07/02

głód oddechu












Zaczynam się poważnie zmieniać, skoro co raz częściej używam do robienia zdjęć telefonu komórkowego. Mam takie coś, że chciałbym mieć aparat o dużym formacie, ale nie lubię nosić toreb, klamotów na paskach itp. Nie lubię nosić takich rzeczy do tego stopnia, że nie noszę więcej ponad to, co zmieści się w jednej dłoni (dzisiaj to książka Alexa Kershaw'a: Capa. Szampan i krew), do tego karta od bankomatu, dowód osobisty i bilet miesięczny jako zakładka do książki. Fajnie jak telefon będzie grubości zakładki do książki lub jak książka będzie sama jak zakładka. Albo jak nie trzeba będzie nosić nic, bo wszystko będzie wszędzie.

Wczoraj, podobnie jak dzień wcześniej i dzisiaj - było duszno. Po pracy postanowiłem iść na wernisaż dyplomów do Domku Romańskim. Burza kotłowała się od wschodu i powietrze było tak ciężkie, że nie mogłem wejść do środka. Ale oglądałem z zewnątrz. Zapytałem kolegę, czy jest sens wchodzić do środka. Nie powiedział, że tak. Ale ja chciałem wejść, zobaczyć dawnych wykładowców, przyjaciół czy nawet kilku nie lubianych idiotów (no maksymalnie dwóch). Finalnie nie wszedłem, bo zaczął ktoś tam jazzowo przygrywać, a ja mam alergie na jazz. Nie wszedłem.

Z alergią na jazz jest tak, że ilu znam lansjerów, głupków bez talentu czy po prostu wernisażowych hien, tyle razy w rozmowach słyszę, jak jeden przez drugiego przekrzykują się znajomością bardziej lub mniej znanych czy andergrandowych jazzowych kolektywów. Słuchanie jazzu - tej ekspresyjnej muzyki - ma być nobilitacja, wejściem na salony, obliczem inteligenci i dobrym opisem na facebook'a. Nie cierpię jazzu.

Ciekawe, jaka była by reakcja, gdybym powiedział na głos w galerii, że ja lubię Underwold, Fluke, DJ Shadow, Davida Bowie, Cinematic Orchestra, Coco Rosie, Antonego, Pink Floydów. Boże, ile ludzi by wyszło mając do czynienia z takim prostym organizmem. Kocham się za tę prostotę.

Uskuteczniam dojazdy pociągami. Wychodzi na zdrowie mnie, światu, lasom i autu, które nie musi forsować codziennej trasy. Mogę w końcu swobodnie połazić po mieście. Burza dorwała mnie dopiero w pociągu. Od dworca w Oławie już jazda autem. W aucie czekanie pod marketem i próba opanowania zmęczonego dniem Synka w szumie deszczu, łomocie piorunów i odgłosami konsumowanej przez Sunię kości dochodzące z bagażnika. W końcu dni są fajne.

14 comments:

Krzysztof Baranowski said...

A ja tam lubie i jazz i Floydów i Coco i no-man i Antimatter i Junior Boys i Opeth i Madonne nawet czasem. I nie wiem czy to dobrze, czy jestem w dupie bo się nie znam.

Malwina de Brade said...

a ja mam alergię na szanty i hejnał z wieży Marjackiej:))Jazz lubię, comanda Pinka Floyda mnie nudzi, wole Dawida Bowie i uwerturę do Tannhausera Wagnera:-P

Lokalny Artysta said...

Nie Krzyśku, nie jesteś w dupie, ale musisz uważać, bo chodzisz po jej krawędzi:) Ale chyba to nie będzie coś złego, bo ponoć życie się wokół dupy kręci.

Lokalny Artysta said...

Szanty potrafią z najpiękniejszego stanu zrobić depresyjny nastrój

Rafal said...

A czy teraz to nie bardziej Anthony i ESN jest oznaka intelektualnego lansu?

Krzysztof Baranowski said...

chodzić po krawędzi dupy, to jest coś:)

Anonymous said...

Antony jest bardziej zwykły już niż The Cure, co nie znaczy że zły, ale do lansowania się nie nadaje. Lepsza w tych celach może być PJ Harvey, bo mało kto o niej pamięta i jak w towarzystwie o niej powiesz, to większość przytaknie, po czym na mobilnych urządzeniach sprawdzą w wikipedii, kto to jest, a na Youtubie, co śpiewa i jak wygląda:)

Anonymous said...

a ja jestem ciekaw czy muzyka czasami jest dla Ciebie inspiracja bo mnie niejednokrotnie DJ Shadow oswiecil :D

Lokalny Artysta said...

nie wiem czy inspiracją, ale na pewno jest tłem

Pawel said...

propo tego jazzu, przypomniał mi się pewien cytat z płyty takiej hardcorowej kapeli Infest...

"...life is too short for boring music..."

chyba pasuje?

:):):)

prodeus said...

przechodze dwa razy dziennie kolo domku romanskiego, obejrzalem te dyplomy przez szybe, nie wiem co wiecej moglbym napisac, nie jest dobrze, ale chyba tez nigdy nie bylo, no chyba, ze rocznik Oli S. byl lepszy :P

Lokalny Artysta said...

Ty jesteś chyba sentymentalny mi się wydaje:>

camelek said...

No ale Cinematic Orchestra to Jazz - nowoczesna odmiana ale Jazz - i to Jazz jak się patrzy. Zresztą PF w pewnym okresie, również ocierało się mocno o jazz (jazz-rock był wtedy na fali).
Poza tym wydaje mi się, że nie cierpisz dupków co się lansują jazzem a nie samej muzyki. Dałbym Ci kilka płyt do posłuchania, które byś pokochał a potem się martwił - jak to "kochanie" wypada na tle deklaracji że jazzu nie cierpisz... ;-)

Lokalny Artysta said...

Normalnie:) ile razy nie cierpisz czegoś, co kochasz i vice versa...:)???