2008/12/15

Syndrom becvianski

Set organicznych obrazków komórkowych. Mniej więcej pierwszy odpowiada czwartkowi, drugi piątkowi... itd, itp, itf. Było ciężko, tym bardziej, że trzeba było określić temat pracy dyplomowej (teoretycznej). Niby mam, niby klepnięty, ale w dziwne rzeczy wejść trzeba, bo pierwsza opcja, która dotyczyła Roya Stuarta i Erica Kroll'a została skilowana

Czwartek upłynął na dojazdach i zakupach wstępnych. Alkoholu nie kupiłem po raz pierwszy od początków lotnictwa. Świderek zapewnił kratę Króla, więc było czym zabić efekty spożywania posiłków na terenie ośrodka Pekárny Rališka. Co dziwne, na tej stronie podana jest informacja: W ośrodku serwowane są smaczne posiłki. To ja mam problem z tym, by określić, gdzie na prawdę byłem. Z niedzieli na poniedziałek, czyli na dzisiaj, nie spałem tez zbyt wiele. Za to wiele czasu spędziłem w kiblu.

Z Michałem i Katką uczyniliśmy wstęp do nowej świeckiej tradycji. Przyjazd na Becvę rozpoczynamy od kanonady fajerwerków.


Na przykład w piątek Kaśka (tu w czarnej bluzce) nie spodziewała się, że w sobote 30 polskich gęb zaśpiewa jej Sto Lat z okazji trzydziestu pięciu lat. Winni tej sytuacji w jakiejś części znjadują się poniżej.

Na przykład taki pierwszy z lewej, Rafałek, co asystyje Szymonowi w jego testach. Rafałek wpadł na pomysł, że trza TW Sagatowskiej coś przekombinować. No nie on, a przypominacz z portalu społecznościowego. Na barierce siedzi Najmniejsza Ania Świata, opiera się odpowiedzialny za gruzińską aferę z udziałem polskiego prezydenta Pawka. Prawie niewidoczny jest Stachu, w ogóle nie widać Magdy.

I przez to niedziela łatwą nie była. Tu już w Polsce, objazd tuż za granicą, jeszcze przed Raciborzem. Nie spałem. Prawie nic. do tego kupiliśmy z Katką set fikuśnych chrupek z chin i zaczęła swędzieć mnie twarz, język, gardło. Zapiłem znalezioną przypadkiem tabletkę telfastu i jakoś się udało.

Działo się dużo dobrego, ale zdecydowałem nie brać cyfraka ze sobą, a senność nie pozwala mi wydusić z siebie więcej słów. Było dużo dobrego i fajnego, dużo rozmów, których mi brakowało i chyba już za tym tęsknię. Sukcesywnie będę dodawać materiał, bo kilka rzeczy poszło na slajdach.

2 comments:

kasiasag said...

TW Sagatowska faktycznie niczego sie nie spodziewala i jej radosc byla ogromna. Jeszcze raz bardzo dziekuje i suszy kwiat! Rozumie ona rowniez, ze podeszly wiek - podany przez skrupulatnego kronikarza wypadkow - nie pozwala na prezentacje twarzy w/w a jedynie jej atrakcyjna koszulke :)

Lokalny Artysta said...

haha! Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji!