2008/11/08

REAL FOTO - ŻEGNAJ TOYOTO!

Dzisiejszy wpis to nieco słów o nawykach ludzi z Krakowa i okolic. Na popularnym serwisie aukcyjnym wystawiłem na sprzedaż dobrze wielu moim znajomym znaną Toyotę Carinę E. Wielu z tychże nzajomych dobrze wie, jak bardzo lubiłem to auto, a taki Oleyneetschack wie nawet lepiej niż ja. Aukcja wisiała około 10 godzin do momentu sprzedaży poprzez opcję KUP TERAZ. Opis był ot taki:

Witam, Toyota na wydaniu! Jak ktoś chce się pobawić w jej remont, to nie będzie zawiedziony, a ten, kto chce ją na części, to zdrowo na niej zarobi. Do odbiory jej będzie potrzebna laweta, bo:
1. Padła pompa wspomagania (koszt od 150 do 300 zł u zdzierców)
2. Padła bateria, ale na kablu auto odpali z palca, jak każdy stary dobry wolnossący diesel z Japonii Poza tym inne uszkodzenia:
3. ogniska korozji wokół szyby czołowej, bo jakiś idiota kiedyś źle wyciął szybę czołową i poranił lakier
4. na tylnym prawym nadkolu ognisko kiedyś zaprawione, ślad po parkingowym przetarciu
5. Przedni prawy kierunek skoszony przez nieuprzejmego kierowcę Mercedesa CLS, jak już naprawiłem to po tygodniu sarenka samobójczyni postanowiła zakończyć życie poprzez zderzenie z tymże kierunkiem. Jej się udało, a mi się już go nie chciało robić, ale działa, tylko mały plastik pękł.
6. Jak kupowałem auto (w październiku 2004) to oczywiście było bezwypadkowe (wg sprzedawcy), ale widać, że kiedyś lekko dostało na przód, ale nie ma śladów na newralgicznych elementach
7. w 2007 roku na parkingu przy centrum handlowym komuś do rąk przykleiły się halogeny i tylna wycieraczka.
8. Co i tak nie ma znaczenia, bo padł klakson i długie (siadła taśma co łączy przełącznik z resztą elektryki, koszt 200zł)

A teraz coś dobrego:
1. W 4 lata zrobiłem nią ponad 150 tyś km i nigdy mnie nie zawiodła, a była ze mną w różnych miejscach, gdzie wymiękały inne auta.
2. Jak cena będzie spoko, to dorzucam komplet (4) zimówek na felgach 14", kupione w grudniu 2007 r. Daytony WD 520, przejechały 8 tyś km, więc są nowe
3. Na kołach teraz są założone Fulda Carat Progresso na 15", 3 sezony za nimi, wyprodukowane w 2006 roku, doskonałe gumy, spokojnie jeszcze 2 sezony przed nimi.
4. Wszelkie naprawy robiłem na super dobrych częściach (rozrząd przy 280 tyś km wraz z pompą wodną - części tylko japońskie, żadnych tanich z Korei)
5. Olej zawsze jeden: Castrol 15W-40 wymieniany co 8000 km, bo bardzo lubiłem ten samochód i o silnik dbałem, resztę olewałem lub po prostu nie przykładałem uwagi.
6. w 2007 roku wymieniłem egzotyczną do znalezienia część, która pada co 300 tyś km: pompę podciśnienia. Po prostu to jedyny element silnika który czasem pada.
7. Silnik jest zdrowy, w zimie doceni ten, co odpali go z palca na mrozie -20 st C, a inni swoje TDI będą podgrzewać i modlić się do nich.
8. W tym roku na wiosnę wymieniłem sprzęgło, docisk i łożysko, skrzynia biegów jest zdrowiutka
9. W tyle amortyzatory wymienione 2 lata temu na Kayaby
10. Z przodu amory by trzeba było wymienić i łączniki stabilizatorów z tyłu. Kontakt na mejla (24h) lub telefonicznie w godzinach 14.00 - 20.00 od poniedziałku do soboty.

No i przyjechali młodzi panowie w liczbie dwóch i uparli się, że pojadą te ponad ćwierć tysiąca kilometrów bez wspomagania. Nie doczekałem się nagatywa, więc chyba się udało, ale jak trzeba być oszczędnym, by ryzykować życie zamiast wynająć lawetę za 200 zł? Nie wiem. Ja bym nie ryzykował. Co innego, gdy auto jest produkowane bez wspomagania, ale co innego, gdy ma wspomaganie, które padło. To nic łatwego. Wolno się nie da jechać, a szybko jest jeszcze bardziej źle.

Konkluzja jest taka, że jeśli na drogach Małopolski zobaczycie białą Toyotę Carinę E z jabłkiem na środku tylnej szyby, to to już nie Wojtek Sienkiewicz, tylko trzeba spierdalać.

1 comment:

OPEMUS FOTO GRAFIKA said...

Byłem ostatnio na drogach małopolski i nie widziałem - melduję :)
Ja jak odebrałem moją Toyotę z naprawy po spotkaniu z drzewem - na prawdę mnie zaatakowało, a nie ja drzewo (!) to idioci mi nie nalali płynu do wspomagania układu kierowniczego - dało się jechać :) hehe ... no ale na najblizszej stacji dolałem.