2009/01/21

zaszybie - mało-polska



















- Pszzzszszszczz---- khjgdsg 0900----- - as-a- s--- suszą?
- Kolego powtórz, nie słychać cię...
- Mobilki jak ścieżka na Oświęcim?
- Skąd lecisz?
- Na Tychy, przed autostradą w lewo na stacje

- szzczczzccczczzcz czczc zczcz czd %^&*(

- szzzzczczcz zz e ee e e Ty debil. Pacz, zdjencia robi.... szczczc c zcz

- debil pewnie jakis - pacz jak suszom azfalt - szzczzc ckdhtrtrrrrtrrrtttrrrrrr

- mobilki jak ścieżka na Wadowice.... trrrrrrrr rsczczczszszczszcszczszczszc - halo mobilki jak ścieżka na Wadowice - szzzczcz zpiiiiii

- czysto było. przed wiaduktem stali po lewej suszyli.

- dzięki. szerokości. na Tychy czysto było.

- szzzzzczccz z z - w Kalwarii ty chuju jak jedziesz.

- ....kupi burak radio i ściemy zapodaje...

- ... chuju ty zbolały, kaj się wpierdalasz z tym drezyna?

- szczczszszszczczcz

Lokalny Kocha wyjazdy służbowe. Lokalny kocha społeczność CB. Lokalny kocha łapać widoki mknące za oknem drzwi pasażera siedzącego z tyłu. Łapie chwilowe dynamiczne rozmyte światy. W każdej sekundzie tworzy wizję mieszkańca każdego domu i pieszego idącego każdym chodnikiem. Odtwarza chwilowe nastroje siedzące w wyimaginowanych umysłach chwilowych bohaterów analizując ich życie w świetle swojego. Dlatego Lokalny kocha szatkowany roletą migawki świat mknący za atermiczną szybą, bo zawsze by chciał, a nigdy prawdopodobnie tam nie wróci. Od dziecka łapał tak świat aparatem i do teraz tak ma i tak mieć będzie. Łapie świat zza szyby. Przez szybę. Dzięki szybie. Zza szyby wygląda często lepiej. Taki problem Lokalnego Artysty.

Miałem czas by tym pomyśleć w czasie poniedziałkowego wypadu do Wadowic na pielgrzymkę do klienta.


2009/01/17

Nowa pasja LA

Nikt nie opisał nigdzie w porządny sposób stylów budowy jednego z najpopularniejszych rodzajów budowli w punktu widzenia bezpieczeństwa. Nigdzie nie widziałem opisu remiz strażackich jako kompendium. Na przykład: Remizy strażackie na ziemiach polskich od 1945 roku. Dla mnie to wyjątkowe połączenie minimalizmu, wiejskiego stylu, funkcjonalności i dumy. Oleyneetschack dobrze wie, o co chodzi, jedną chciał focić, ale jakoś światło tak źle poszło, że jej nie robiliśmy. Obiecuję, że ją dodam wiosną. Tymczasem trwa silna praca nad ciągłością Autobiografii, do tego nowy cykl powstał w formie koncepcji, mały powrót do natury i krajobrazu, ale w formie Land-Art'u. No i remizy. Do tego dziecko w drodze. Czasu mało. Czy ktoś da mi jakieś stypendium?

2009/01/14

Jak chory w domu siedzi...


...to czas ma na wrzucannie starych rzeczy do mikrofeli. Czeka co wyjdzie.
2005 rok. Drezno/Dresden.

2009/01/13

Zapomniałem!!! - Mamo!!! Jestem w tiwi!!!



Na prawdę zapomniałem. No jaki ja sromny... Gdzieś koło połowy lipca. Realizowała ta ekipa. Miłego!

2009/01/11

Jeszcze jedne post na dziś


pawka filozof

klikamy i słuchamy. Becva, październik 2005. Dużo piwa i hermelinów. W tle Liberski. Bohatera każdy rozpozna we własnym zakresie.

dalej chory w domu, za oknem któregoż piękna aura

Nie chce mi się siedzieć w domu już. Już nie chce mi się oglądać for, na których ludzi piszą jak budują statki, lokomotywy, samoloty. Nie mam już pomysłu, co mógłbym przeczytać ciekawego. W łóżku laptop, poza łóżkiem ajmak, w sraczu ajpod, gdziekolwiek nokja. Wszędzie Internet za mną łazi. Mam dostęp do swoich prac w kuchni, w łóżku, w salonie, w kiblu, pod domem, w aucie. Mogę gotować obiad z Internetem, mogę z nim myć gary i głowę. Mogę sprawdzić, jaką muzykę mam w aucie, co mam z auta przesłać do domowego kompa, czy terminarz z kompa głównego jest aktualny z wpisałem z komórki. Mogę wszystko. A nie chce mi się nic. Chce mi się nic. Nie chce mi się czegokolwiek. Nie chce mi się zachcieć.

Wygrzebałem stare foty ze spaceru jakieś niecałe 2 lata temu. Takie właśnie o tym że nic się nie chce a jakoś się coś bardziej samo chce niż chcieć nic.

2009/01/10

granice hobby - precyzyjny

Piąty dzień w wyrze. Mam już dość tego leżenia i tym bardziej dość choroby. Co mnie dziwi to to, że dostałem leki ponoć jeden stopień słabsze od plutonu, i dalej leżę. To nic strasznego, ale jeszcze takiego zapalenia górnych dróg oddechowych nie miałem. Cały dzień laptop grzeje pierzynę. Już nie chce mi się czytać o sztuce, kulturze, fotografii. Ani Fakebook'a. Zawsze chciałem robić modele. Po tym jak 7 stycznia na FB przeczytałem w profilu Jędrzeja coś o kolejce, zacząłem łazić po forach i szukać czegoś, co będziemy z synem robić w długie wieczory, żeby nie siedzieć przy kompie czy PS8 (następca PS2, PS3, PS4, PS5, Ps6, PS7). Przypadkiem wszedłem na forum konradus.com i tam dotarłem do wielostronicowego postu, w którym mężczyzna w średnim wieku o nick'u Precyzyjny relacjonuje budowę kartonowego modelu parowozu. Od 10.00 do teraz to przeglądam i jestem zafascynowany. A jestem mniej więcej w 1/3 całości. Musicie to zobaczyć. Kupcie piwo, czipsy, frytki, pizzę i inne gadżety. Przydadzą się.

Tu jest link do art. na forum.

Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś taki ominął stanie przed moją eRBetką.

2009/01/08

zimoterapia

Choroba nie chce osłabnąć, osłabiając jednocześnie mnie. Nie ma dla mnie lepszego sposobu na zamydlenie objawów, niż przenieść się w najcieplejsze i najbardziej słoneczne miejsce, w którym kiedykolwiek byłem. Ciche i spokojne wyspy. Z nieba biały żar, białe tynki, biały beton pod stopami. Z jednego pęknięcia wyrasta bardzo stary pęd winorośli. Jedyna ożywcza wilgoć to wiatr od portu, który ma tylko kilkadziesiąt metrów do tego miejsca, więc nie zdąży w żarze wyschnąć na wiór.

I plaże. Nie cierpiałem leżeć na plaży i robić nic. I teraz wiem, że mam 30 lat, bo na tę chwilę nie marzę o czymkolwiek innym. Nudne nic nie robienie, nudne wybrzeże, nudni turyści snujący się od jednej strony widnokręgu do drugiej. W dali hałas tych, co lubią w tłumie ściskać się na gorącym piachu.




Jeszcze troszkę i FED ze swoim obiektywem z soczewkami pełnymi baniek gazu znowu zaszaleje w śródziemnomorskim wzduchu. Znowu spleśnieją filmy w wilgotnym powietrzu, znowu rozszczelni się korpus aparatu, a piach porysuje film. I całe szczęście. Grecja 2003.

2009/01/07

leżę w wyrze - trzeci dzień gorączki

Skoro gorączka, to jest szansa, że pisząc rozwlekłą wypowiedź może okazać się, że majacząc zacznę tworzyć jak każdy normalny. Skoro u mnie normalność jest cechą nienaturalną. Żeby nie było nudy i Czytelnika z zimowego letargu obudzić i do zrozumienia autora zbliżyć, zapraszam do oglądania i słuchania. Niebawem na blogu pojawi się obszerny post na temat grupy Einstuerzenden Neubauten. Na dzisiaj wystarczy mały wkręt w postaci najlepszych - moim zdaniem - utworów muzycznych pierwszej dekady XXI w. Tego wieku.




Powyższe linki to fragmenty koncertu/performace Palast Der Republik w Berlinie w 2004 roku. Palast Der Republik to niedokończone dzieło DDR, w którym obok siebie miały istnieć władza w postaci rządu DDR (NRD) i centrum sztuki. Zostało centrum sztuki. Bez ogrzewania. Napiszcie, jak się podoba/nie podoba.

2009/01/06

na chorobę te foty - zapytałby Lokalny


Siedzę teraz w domu z gorączką pod 38 stopni i mnie szlag trafia, że taki piękny dzień przesiedziałem w domu. Takie dni, chorobowe, są jednak potrzebne, by uporządkować kilka spraw. Może to i dobrze, że taki moment zdarzył się na początku 2009 roku. Całkiem niedawno, bo 28 grudnia 2008 roku spotkałem Lokalnego Artystę gdzieś w okolicy Przełęczy Walimskiej w Górach Sowich. Chociaż w sumie nie wiadomo kto kogo spotkał. W jednym momencie rozkładam statyw, zachwycam się widokiem stojąc 50 metrów ponad chmurami, w nos szczypie lekki mróz i sypiące się z drzew igły szronu, gdy w drugim podnoszę oko znad kominka mojej eRBetki i widzę stojącego obok Lokalnego Artystę. Kto już raz go spotkał, ten wie, że to nie jest postać, która budzi sympatię wyglądem czy aparycją.

- Na chuj się gapisz? - wypaliłem, zgodnie z zasadą, że najlepszą obroną jest atak. Lokalny wyraźnie zbladł. Wypaliłem nieco za szybko (bo to nie w mojej naturze tak do ludzi agresywnym być) bo Lokalny patrzył w komin swojej eRBetki. Kontynuując, Lokalny zbladł, podniósł głowę znad swojego aparatu i blednąc jeszcze szybciej spojrzał na mnie.

- Nie wiem jak wcześniej ale teraz to by się zgadzało.

- Że co by się zgadzało? - traciłem nad sobą kontrolę, nie wiem co we mnie wstąpiło, ale nie chciałem go ani przeprosić, ani odpuścić. Wkręcanie się w dyskusję sprawiało mi nadzwyczajną frajdę.

- No że teraz to na chuj się patrze.

Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi, byłem przekonany, że gość sobie odpuści i podda się, ale widać, że jest twardszy ode mnie i słowami go nie przekuję.

- Ale ja nie do pana mówię - wypaliłem już zupełnie bez sensu pogrążając się jeszcze bardziej - Ja do tego tam, przecież nawet na pana nie patrzyłem.

Lokalny obrócił się, spojrzał w dal i znowu na mnie. Oczywiście nikogo tam nie zauważył, więc z miejsca spaliłem swój image. Złożyłem swój sprzęt, z mniejszą niż zwykle dbałością o czystość i ostrożność wrzuciłem aparat do torby, nerwowo poskładałem statyw. To se kurwa pofociłem - burknąłem pod nosem. Znowu stałem się ofiarą własnej fantazji. Przecież znam Lokalnego nie od dzisiaj, nie od teraz. Wiem, co by mógł zrobić, ale przecież dobrze wiem, że tylko prowokowany staje się nieznośny i bezczelny. Co za głupek ze mnie. Aż takie widoki, znowu ktoś zrobi te zdjęcia, a ja nie. Co za bałwan (psychologowie mówią tu o autoagresji połączonej z poczuciem winy). Odchodzę do swojego auta, gdy słyszę śmiech zza pleców. No mogłem się spodziewać, że Lokalny nie przepuści takiej okazji, że teraz, gdy już podkuliłem ogon, będzie po mnie jeździć jak po łysym (!).

- Ej, człowieku, ale o co Ci chodzi, ja nie chcę focić tego co Ty, ja tu czekam na kogoś...

- Ta - jeszcze się nie odwróciłem, ale udałem, że niby się przejąłem - to po jaką cholerę masz akurat w tym miejscu wszystko rozstawione i wymierzone dokładnie tam... małe te góry kurwa są? Małe?

- Ale na prawdę, ja tu czekam na kogoś - ciągnął dalej Lokalny - nie robię landszaftów.

- Jasne, widziałem Twój profil na plfoto, robisz krajobrazy, oszuście!

- A tam, ale teraz akurat nie, tu czekam na typa, co właśnie zaraz tu przejdzie i robię portret i spadam.

No ręce to mi opadły. Portret? W taką pogodę? Z takimi zjawiskami? Taka szadź? Takie światło? Ech, co za ignorant. Teraz to mu dowalę:

- To, skoro robisz tu portret, to... - hmm, no nie wiedziałem, co na nim zrobi wrażenie - ...yyyyyyy... - dalej nic -...yyyaaaaayyy... - mam - ...to może potrzymać blendę? No Sienkiewicz, dałeś mu do pieca. Facet się rozsypie pewnie i w życiu już nie zrobi foty. W życiu nie będzie mieć już kolejnych dobrze ocenianych fot na forum.

- No toś pan dziki jest. Strasznie dziwnie pomoc oferujesz. Ale nie, dziękuję. Mam dzisiaj asystenta.

- Ale to portrety robić? Jak za plecami takie landszafty?

- Człowieku, dziwak jesteś. Ja jestem dziwak, ale Ty jest dziwakowatniejszy.

- Po prostu chciałbym w końcu być na pierwszej stronie plfoto. Już zrobiłem na prawdę wszystko Już nawet znam Pohrybnego, nawet mam średni format, kupiłem sobie filterki połówkowe i polaryzacyjne, na slajdach robię i nic.

- Ale co Ty pierdzielisz, człowieku, co mnie to obchodzi, rób se jak chcesz...

No tak, ale jak tu robić, jak mi ten Lokalny tu stoi, i ani się skupić, ani pomierzyć. Przecież ja tego nie lubię, wstydzę się. Nie wiem czemu, ale nie lubię widowni. Lokalny Artysta jednak ciągnął dalej.

- Wiesz, jesteś dziwak. Zamiast robić swoje, to czaisz się i rzucasz do innych, grzecznych i spokojnych ludzi. I wiesz co, w dupie mam to, co sobie kupiłeś i co chcesz. Nikt na kolanach nie będzie cię błagać: wróć, postaw statyw, pomogę ci. Chuj Ci w dupę. Powiem jeszcze coś. Zrobię to zdjęcie. A chuj. Zrobię...

- Nie waż się... - syknąłem. Nie miałem pomysłu, co mu odpowiedzieć, gdy zapyta "bo co", mam nadzieję, że nie zapyta.

- Bo co?

- Bo Ci wymoderuję każda kolejną fotkę, jaką tam dasz!

No to wymyśliłem! Myślicie, że nie zrobił tej fotki? Zrobił, jest na górze tego bloga, a nawet tu, na moim ulubionym forum. I nic. Ja chciałem zrobić swoją. Ale Lokalny przez moją głupotę i swoją porywczość zrobił ją pierwszy. I ostatni. Całe szczęście landszafty Lokalnego nie cieszą się takim uznaniem forumowiczów, jak portrety. Całe szczęście. Jest jeszcze nadzieja dla mnie.

* * *

Ha ha! Udało się! Nie będzie sobie Lokalny wielkim Artystą! Zgłosiłem jego fotkę do moderatora, że gówno daje na forum i zaśmieca nam nasz zakątek czystej fotograficznej sztuki. Lokalny dzisiaj wrzucił tą fotografię. Pierwszy ją zgłosiłem do moderacji, a admin nawet słowem nie zająknął, tylko uznał, że to się nie nadaje do naszego forum. Dobrze, że poza artystami są jeszcze trzeźwo myślący ludzie. Dzięki Bogu.

2009/01/05

Mariusz z Wrocławia

Mariusz jest pasjonatem fotografii. Spotkałem go na Przełęczy Walimskiej w Górach Sowich w trakcie fotografowania dramatycznie zmieniających się warunków pogodowych. Gdy ustawiał się do zdjęcia świeciło pełne słońce i niebo było niemal całkowicie bezchmurne. W ciągu 2 minut, w czasie których rozłożyłem statyw i dokonałem pomiaru światła, pogoda załamała się i było widać nic. Chwilę wcześniej Mariusz był na Ślęży. 28.12.2008 r.

* * *
Świeciła szczątkowym światłem Gosia.

Ważne: chyba źle zanotowałem mejla do Mariusza, jak ktoś z Was go zna, proszę, prześlijcie mi jego adres, bo nie wiem gdzie mam wysłać fotkę. Dziękuję.

2009/01/04

Trzydziecha

Trzydzieści lat oczekiwań ziściło się dzisiaj. Zakończył się etap młodzieńczy. Dorosłość otworzyła mi drzwi. Dolary przeciwko orzechom, że na Becvie znowu będzie mi bliżej szesnastki, ale pozory zobowiązują. Zaczęło się niewinnie tuż po północy z 3 na 4 stycznia. Siedziałem sobie - jako uzależniony od internetu - przy komputerze, gdy z kuchni cała w poświacie jednej świeczki weszła Małgosia z kawałkiem piernika i wbitą weń świeczką. 


Nie minęło kilak chwil, gdy rozdzwonił się telefon, Skype, iChat, Google Talk, Facebook, etc. Czad, na prawdę miło. Dzięki za to Małgosi, Rafałowi Świderkowi, Oleyneetschack'owi, Julkowi, Najmniejszej Ani Świata, Jędrzejowi, Jędrzejowskiemu Michałowi, Bartowi i innym z nocnej zmiany.

Dzień rozpoczął się od opadów śniegu, po internetowej nocy. O 10.00 miała przyjechać Katka z Cud Chłopcem i Martą. Mieliśmy jechać w Sowy. Przyjechała, wręczyła w swoim i Jara imieniu geszenk, który dość dużo wniesie do mojego dyplomu, ale o nim narazie sza. Bo boję się LPR'u. 

Od lewa: Monika, Szwagier Marcin, Teściowa Irena, Małgosia, Teść Mirek, Ojciec Jurek, Marta, Jaro, Katka.


Od 15.00 impreza w Rościszowie. Panoramka na górze to widok, jaki miałem przed sobą. Nie ma na niej jeszcze Ola i Agi, bo śnieg opóźnił ich przybycie. Ale mam ich tu: 


Po pstrągu i tort. Przed tortem dmuchanie. Dawno nie dmuchałem. Świec. Trzydzieści świec poleciało jak z płatka. Nie wiem czy to takie teraz liche świece robią, czy to jakiś głęboko zaszyty psychologiczny przekaz. Stawiam na liche świece, bo jak miałem trzynaste urodziny, to musiałem się zdrowo narobić, by je za jednym razem zdmuchnąć. Wszystkie. 


I tak na koniec Jarkowa impresja na temat odejmowania świeczek z tortu. Wpis dzisiejszy bez głębokiego (albo z) przekazu, ale na prawdę, nie czuję dzisiaj potrzeby. Może uderzy to tego, kto śledzi tego bloga, ale nie o to mi dzisiaj chodzi. Czasem muszą po prostu pojawić się pamiętnikowe wpisy. Ot tak. 

Dzisiejszy dzień sponsorowały: Literka M i liczba 30. 

2009/01/02

Cyberświnia



Byliśmy dzisiaj u Ola. Przyjechały Zusy. Na godzinę zebrała się stara dobra ekipa kreatywna. Dorwaliśmy świnię córy Ola, Amelii. Poddaliśmy ją ostrej indoktrynacji medialnej. Intermedialnej. Świnia nas ubiła.

2009/01/01

Józek co mimem jest - niezrealizowana fota 2008 roku

Józek jest mimem, choć w moich kategoriach nazwałbym go artystą wyrażającym się poprzez ruch w formie pantomimy i tańca butoh. Prowadzi Teatr Formy we Wrocławiu. Pod Oławą, we wsi Dżemlikowice w starym młynie kilkukrotnie w ciągu roku organizuje warsztaty z cyklu Europejskiej Akademii Pantomimy. 

* * *

Oczywiście tej foty - mimo kilku podejść - nie udało się zrobić, szkic powstał jeszcze w kwietniu. Miała być piękna - niemal prasowa - fota, Słońce z tyłu, kadr zamknięty z lewa i prawa kwitnącymi jabłoniami, w tle 2-3 sylwetki postaci ćwiczących układy pantomimy, a na pierwszy plan, jak we wszystkich fotach, poświecony Józek. Nie udało się. Może innym razem, a może nigdy. Ważne są też te prace, które nigdy nie powstały.

2008/12/31

Na 12 godzin przed końcem roku



Tak mnie naszło. Nie potrafiłem inaczej. Następny wpis już w 2009 roku. Oby.

Lepiej klinkąć w okno z filmem i oglądną to z pozycji YT, bo tu ścina dość mocno.

2008/12/30

na 2009 - nie dajcie się zamalować.

Zapewne od ponad 80 lat nad wejściem do oficyny budynku przy Księcia Witolda we Wrocławiu widniał - mający się co raz gorzej od 1945 roku, ale istniał - napis Herren Frisieur. Do listopada 2008 roku. Z tego miejsca ja, na progu 30 roku życia, na progu zmiany mojego przeznaczenia jako osobnika gatunku, na progu codzienności życzę z całego swojego szelmostwa Tobie, żebyś nie dał się zamalować. Rób to co robisz tak, by nigdy nikt Cię nie zamalował.

Ależ to kurwa pompatyczne.

2008/12/29

czasem coś mi odbije


Napis na witrynie nowej knajpy brzmi obiecująco: niebawem otwarcie. Nie ma dnia, w ciągu którego nie zdarzy się coś, czego nie mógłbym interpretować jako psychologicznej wskazówki czegoś, co ma się wydarzyć. Zakończyłem 12 tygodni wglądu we własne życie. Za mniej więcej 4 tygodnie Mikołaj opuści ciasny brzuch Gosi. A ja do tego czasu muszę znaleźć sposób, jak odnaleźć w tej masie zmian, jakie zawirowały przez ostatnie 3 miesiące i najbliższe kilkadziesiąt lat. Wiem na dzień dzisiejszy, że mam dość szukania momentów przejścia z jednego stanu do drugiego. Zamiast przechodzić z etapu do etapu wolę po prostu to robić, niż wysilać wątpliwą bystrość na wyłapanie chwili z ciągu zdarzeń.

Wczoraj wpadłem na pomysł, że chcę od 2009 roku zrobić kilka małych wypraw, takich tygodniowych wypadów. Pierwszy cel: Stromboli. Montuję drużynę.

2008/12/28

Góry Sowie, Zombie, wyro dla Mikiego.

Lokalny dzisiaj wdychał piękno krajobrazu Dolnego Śląska. Woziłem go ja, bo gdyby to Lokalny siedział za kierą, to nawet ESP by nie pomogło. Tym bardziej, że jechaliśmy obaj z Gosią, a jej szybkie manewry samopoczucia nie poprawiają. Tym bardziej, że finisz ciąży bliski. Wcześniej, tzn już od sierpnia, planowaliśmy z Pawłem jakiś spacer po górach, bo moja waga mnie przeraża. Dobijam powoli, ale bardzo skutecznie 90kg. Wiążę to z tym, że rozpocząłem proces scalania Lokalnego ze mną. Oczywiście nie obyło się bez wpadek. Pierwsza to taka, że Lokalny dalej lubi focić landszafty. No może nie to, że lubi, bo i tak nic z tego super nie wyjdzie, ale nie o to mu chyba chodziło. Po prostu chciał to zarejestrować. Jak wyjechał z domu, to było ponuro aż do Rościszowa. Przecierać się zaczęło tuż przed Przełęczą Walimską. I było mniej więcej tak, jak to uchwyciła Gosia. Poniżej.


Wyszła za mną (Lokalnym?) zobaczyć, czy mu łapy do statywu nie przymarzły. To co fociliśmy (ja i LA) to mniej więcej jest wycinkiem tego, co teraz jest poniżej. Dorzucę skany, jak je zrobię. Jutro dam film do wywołania, a teraz we Wrocławiu E-6 nie ma od ręki w 90 minut. Teraz się czeka długo. Ale za to dobrze.


Jak wjechaliśmy na nasze (moje, Gosi i LA) miejsce na skrzyżowaniu dróg na Przełęcz Walimską z drogą na Glinno, to niebo niemal całkowicie przetarło się i mgła ustąpiła całkowicie. Obraz, jaki pozostawiła po sobie chmura w mroźny (jakieś -8 st.C) był intrygujący. Igły szronu jak na Śnieżce, tyle że w skali i nie trzeba się męczyć z buta, tylko można autem wjechać. Stąd zamiłowanie do Gór Sowich. Tak to wyglądało miejscami.


Lokalny i ja dorwaliśmy człowieka, co na szybko łapał te widoki swoim fociakiem, Gosia z brzuchem wielkości blendy operowała światłem, łapiąc promienie Słońca, którego nie widzieliśmy już z tydzień...


...ale światło miało swoje plany. Człowiek się sfocił, ale nie mamy pojęcia, jak to wyjdzie. Film jutro będzie wołany, więc się okaże. Człowiek chętny do współpracy - jak się uda - zasili cykl Autobiografia - Ludzie po drodze. Wracając do światła, to nasza gwiazda zamieniła się chwilowo w białego karła i tak to wyglądało. Zrobiło się minus pierdyliard. Ja i Gosia uciekliśmy. Lokalny tam został. Prawdopodobnie we środę rano wraz z Tomkiem pojedziemy tam i może go zgarniemy. Powyższe zdjęcie z poniższym dzieli kilka minut. Po pewnych 2 elementach widać, że to to samo miejsce.


Zawinięcie było wskazane. Zawinięcie do domu, zahaczając o pstrąga w Rościszowie do Wrocławia, wymienić cholernego Prince of Persia na coś dla zdrowych ludzi. Wybór był jeden:


Wystarczyło zabić kilkudziesięciu żywych trupów, by doznać ataku agresji majsterkowicza. Musiałem zmontować to wyro. Czasem tak bywa. Na przykład idąc ulicą niektórzy wpadają na myśl, że jak nadepną na łączenie płyt chodnikowych, to na przejściu dla pieszych rozjedzie ich auto. Ja tak miałem z wyrem.

Tak niedziela zleciała. Muszę w góry. Połazić. Wrócić do 80 kg wagi, zanim urodzi się Miki. Czyli 4 tygodnie "na oko". Nie chcę wyglądem generować u niego stresu. Nie ja.

2008/12/27

Polecą łby do końca roku.

Pojechałem dzisiaj z Gosią nabyć fanty dla kindera, gdyż zostało już niewiele czasu do przewidywanego przecięcia wstęgi. Kupiliśmy wózek, kosmetyki i masę kaftaników, śpiochów itp. Sam wybrałem niemal wszystkie, bo jak Gosia zacznie przebierać, to im dłużej to robi, to tym bardziej irracjonalne wydają mi się kryteria jej wyborów. Musiałem wziąć się za to sam. Dzięki temu synek będzie mieć śpiochy moro i kaftanik w traktory.

Okres między Świętami a Nowym Rokiem to jedyny moment, kiedy bezkarnie mogę trwonić czas na cięciu głów na PlayStation. W innych dniach szkoda mi życia na wymachiwanie szablami. Ale właśnie ten moment jest dobry. Dzień jest tak krótki, że nie zdążę otworzyć oczu, jak się kończy. Obżarstwo nie pozwala ruszyć się szybciej i dłużej, niż droga do auta i z auta do domu. Idę ćwiczyć.

* * *

Dodano po 3 godzinach: Prince of Persia to ścierwo. Jeśli marnotrawić czas, to na jakiejś dobrej grze, a nie na takim szmatławcu. Chyba nic nie pobije God of War I czy II. Straszna gra.

2008/12/24

Połączenie z przeniesiem

Lokalny jest Normalny. Dzisiaj zakończył się trzymiesięczny proces stawania na nogi czy też odbijania się od dna. Możliwe, że dzisiejsze święto ma ku temu jakieś podłoże. I smutno, i gorzko. Całe szczęście est lepiej. Nie wiem na jak długo. Może do czasu, gdy Wojtek skiluje Loklanego. A może zamiast go zabijać, może lepiej go znowu wcielić do jednej osoby. Może. Niebawem. Skończyłem pakować fanty pod choine. Zaraz spadam wypełniać żołądek przemyśleniami. Może nie utyje. Tylko zawsze po nich kurwa zgaga.

Wesołych Świąt.

2008/12/21

na zimowy czas - letnia nimfa

Lokalny Artysta wkurwił się na zimę. Cały dzień nie miał siły na nic. Na spacer nie dało się iść, bo wiało. Nawet pies Lokalnego, którego ciężko z dworu do domu zaciągnąć, nie chciał wychodzić na dłużej niż 2 minuty. W tiwi trąbią, że zima idzie. Lokalny pyta: gdzie? Jest 21 grudzień. To może by ona ta zima już przyszła? Drugą rzeczą, która wkurwiła Lokalnego to to, że sprawdził na stronie swojego operatora komórkowego, jak wygląda jego stan połączeń. Wyszło, że operator znowu co innego mu oferuje, a co innego realizuje. Dodatkowo wyszło, że ktoś w czasie, gdy był na Becvie, ktoś dzwonił z jego numeru na jakiś czeski numer. Lokalny nie dzwonił na pewno. Nie pił też na tyle dużo, by o tym nie pamiętać. Dziwi go także fakt, że niby dzwonił w niedzielę 14 grudnia o 12.35. A w tym czasie jechał już do domu i nie dzwonił, bo jadąc nie dzwoni.

Dodatkowo jadąc przed 2 godzinami do teściów z prędkością równą 50 km/h przez miasto, strąbił starszego pana, co szedł nie po pasach dla pieszych, tylko kurwa 20 metrów od nich. Facet chyba nie spodziewał się klaksonu, więc się spłoszył i strasznie szybko przemieścił się na chodnik. Zamiast przeprosić Lokalnego za to, że złamał przepisy i naraził na gwałtowne hamowanie, a Lokalny w aucie ma żonę ciężarną w końcu 8 miesiąca, więc jadącą bez pasów, to starszy pan z wykrzywioną twarzą pokazał Lokalnemu FAKA!

Kiedyś Lokalny by to zlał i nosił w sobie. Ale nie po trzech miesiącach wglądu w siebie. I nie po tym, jak rano ogolił łeb. Zawrócił, podjechał, otworzył okno i ryknął:
- Człowieku! Taki ciężar iść po pasach? Zgłupiałeś? I jeszcze palec pokazujesz?
- E ty tam miejsce (sepleniąc, bo on tak sepleni, bo Lokalny zna go z widzenia)...
- Co to ma za znaczenie, nie przechodzi się tak i jeszcze chamsko zachowuje, durniu!
- A masz dziadu, jeszcze raz Ci pokaże (celowo bez "ę")
I dziadek pokazał FAKA po raz drugi. Lokalny nie wytrzymał i wysiadł z auta. Dziadek struchlał (tak po świątecznemu). Lokalny drugi raz wyryczał:
- Jeszcze raz pokaż palec dziadu! Naucz się dobrych manier.
Dziad tylko przyspieszył kroku zmierzając do marketu dla niezamożnych.

Co na plus? Dziad już zapewne w życiu nie pokaże faka komuś na drodze, że nikt nie wie, kiedy ktoś bardziej łysy od Lokalnego nie będzie z nim gadał, tylko mu przypierdoli, jak łysy.

Skąd więc obrazek na dziś? Na dobry humor, bo wspomnienie fajnej chwili uregulowało napięcie. To protest przeciwk ozłej pogodzie. Tak samo skuteczny, jak rozmowa z dziadem.

Kiedy Olej się ustawiał, co Lokalny zarejestrował, zrobił tę fotę. Nowy Gierałtów, 31 maj 2008 r.