Showing posts with label Linia262. Show all posts
Showing posts with label Linia262. Show all posts

2018/02/07

dwa słupy w Raduszkowicach

Line 262, 19,2 km,Radoszkowice/Raduschkowitz, 07.02.2018
Dwa przedwojenne słupy energetyczne, Radoszkowice/Raduschkowitz, 19,2 km linii 262. 07.02.2018 r.

Nie znalazłbym tych słupów, gdyby nie geniusz popularnego "Hydralu". Dobrze, że są tacy ludzie, co chodzą po polach i szukają jakichkolwiek pozostałości po czymkolwiek. Te dwa słupy, z nieznanej mi przyczyny, nie zostały wymienione na betonowe - prowadziły linię niskiego napięcia ponad pociągami poruszającymi się na linii 262. Być może specjalnie w newralgicznych miejscach postawiono stalową konstrukcję, a pozostała część słupów była drewniana. W sumie u mnie pod domem jeszcze dwa lata temu wiele linii wznosiło się nad polami własnie na starych - często mocno odchylonych od pionu - drewnianych słupach. Radoszkowice to niewielka wieś, do małej stacji na 19,2 kilometrze prowadziła ze wsi droga brukowana otoczakami raczej - nikt wtedy nie przewidział, że w XXI wieku traktory będą mieć koła obute w opony o szerokości samej drogi, więc całość utwardzonej nawierzchni tylko miejscami wygląda spod warstwy błota. Trochę pokręciłem się szukając dobrego kadru. Mój syn zauważył na dalszym słupie baterię słoneczna i zabudowaną kamerę. Nie bardzo rozumiał sens jej umieszczenia. Głupio mi było tłumaczyć, że to pewnie dlatego, że ludzie wywozili tu śmieci. Ale śmieci przynajmniej nie ma. 

A tu ja w czasie zakończonej niepowodzeniem próby ujęcia słupów równolegle :) Fot. Mikołaj Sienkiewicz

2018/01/02

Dzień drugi

Line 262, 14+6 km, Wyszkowice-Jędrzychowice/Weisdorf-Höckricht, 02.01.2018
Pryzma buraków cukrowych niedaleko nieistniejącej bocznicy "kolei buraczanej", Skrzypnik, 02.01.2018 r.

Line 262, 24,9 km, Boreczek/Wäldchen, 02.01.2018
Miejsce w którym prawdopodobnie stał budynek końcowej, "Małej stacji" w Boreczku, Boreczek, 02.01.2018 r.

2018/01/01

Dzień pierwszy

Fasada stodoły przy dawnym gasthausie. Borek Strzeliński, ul. Szkolna, 01.01.2018 r.

Rok temu Nowy Rok zacząłem od roweru. Tym razem Nowy Rok zaczynam od infekcji gardła na tyle silnej, że nie decyduję się nawet na lekką przejażdżkę. Jeśli zatem poprzedni rok zaczęty rowerem zakończył się 13600 przejechanymi kilometrami, to może ten zakończy się jakimś zwartym cyklem lub chociaż gotową do publikacji częścią, skoro pojechałem - autem - na zdjęcia. Dwa fajne kadry do zestawu "Linia 262" nie wyszły, bo przez zepsuty nadgarstek lewej ręki za słabo zafiksowałem statyw i silne podmuchy wiatru poruszyły sprzęt w ciągu - niezbyt dużych ułamków sekundy - ekspozycji. Dlatego wrzucę zdjęcia remiz.

Firestation and banquet hall, Domaniów, 01.01.2018
Remiza OSP i sala bankietowa, Domaniów, 01.01.2018 r.

Byłem tu na zabawie sylwestrowej chyba z roku 2005 na 2006. Było zimno, ale fajnie. Całą imprezę myślałem o tym, żeby się już skończyła, bo byłem kierowcą i z każdym kwadransem miałem wrażenie pogłębiającej się alienacji. Poza tym dwa dni wcześniej zamówiłem pierwszy poważny obiektyw do mojej pierwszej poważnej cyfry i czekałem na pierwszy roboczy dzień, żeby ucieszyć się na widok kuriera. Niestety wtedy Sigma produkowała świetnie wyglądające obiektywy, które nie działały. 

Firestation and playground, Kończyce, 01.01.2018
Remiza OSP i plac zabaw, Kończyce, 01.01.2018 r.

Firestation OSP Borek Strzeliński, 01.01.2018
Remiza OSP, Borek Strzeliński, 01.01.2018 r.

W Borku Strzelińskim fragment nasypu po linii 262 stanowi teraz ulicę Polną, która podąża aż do skrzyżowania z DW 395. Tam tory prowadziły pociąg spory plac na 21,7 kilometrze linii. Dzisiaj na placu w wielkich, długich "kiszkach" upychano odpady po produkcji cukru, więc - co w sumie zabawne - wciąż blisko buraczanego przemysłu. Niestety nie zrobiłem zdjęcia, bo to terem prywatny i nie było kogo spytać o pozwolenie na wejście i zdjęcia.

Line 262, 21 km, Borek Strzeliński/Großburg, 01.01.2018
Linia 262, 21 km, ul. Polna, Borek Strzeliński/Großburg, 01.01.2018

Line 262, 21 km, Borek Strzeliński/Großburg, 01.01.2018
Linia 262, 21 km, ul. Polna, Borek Strzeliński/Großburg, 01.01.2018

Line 262, 21,3 km, Borek Strzeliński/Großburg, 01.01.2018
Linia 262, 21,3 km, ul. Polna, Borek Strzeliński/Großburg, 01.01.2018

Line 262, 15,3 km, Borek Strzeliński/Großburg, 01.01.2018
Line 262, 21,7 km, Borek Strzeliński/Großburg, 01.01.2018

Tu wiało i zdjęcie jest nieostre - wrócę może jak będzie mniej błota, albo chociaż mniej wiatru. Magazyn i rampa jeszcze z czasów działania kolei. Kilkadzisiąt metrów dalej linia nasypu urywa się w zaoranym polu, które dwa lata temu pokonywaliśmy z kolegami na rowerach tonąc w pulchnej glebie. Potem - niecały kilometr przed stacją końcową - pojawia się w totalnych chaszczach resztka śladu.

2016/12/09

Linia 262 - Polwica po raz pierwszy


Miałem rano chwilę czasu między ratowaniem życia przybłąkanego kota, a pierwszą z trzech dzisiejszych sesji, więc po drodze pojechałem do Polwicy (Polwitz), w której jest kilka intrygujących mnie rzeczy. Po pierwsze na internecie znalazłem informację, że teoretycznie była nitka ze stacji kolejowej wychodząca do fabryki płatków ziemniaczanych, a po wojnie - suszarni chmielu i PGR-u. Ale ponieważ miałem na sobie buty do łażenia nie po błocie, więc zostałem przy znalezieniu kadru z niewidzialną główną nitką i kapliczką.


Nitka jest pozornie niewidzialna. W mroźne poranki jezdnię przecinają pasy szronu. Widać też spękania asfaltu, ponieważ nad szyną jest on cieńszy i inaczej pracuje, niż pozostała część jezdni, wobec czego pojawiają się rożne fale, ubytki itp.

Ustawiałem sobie spokojnie kadr, powiedziałem "dzień dobry" do przejeżdżającego na rowerze mężczyzny i kątem oka zauważyłem, że szerokim, ale pewnym łukiem zatacza koło. W sumie dobrze, bo chciałem wypytać o kilka rzeczy osoby, których rozmowy słyszałem dobiegające z przystanku autobusowego. No i standardowo poszło - nie będę silić się na dokładne oddania niuansów naszej rozmowy czy specyficznej mowy (szorstka, ale szczera) - bo nie nagrywałem jej (a szkoda), ale to było mniej więcej tak:

- Co tory? Do telewizji?
- Tak, tory, ale nie do telewizji. Po prostu robię zdjęcia o tej linii.
- A to bardzo dobrze, bo to super rzecz była. Jakby to do teraz zostało to by tu ludzie korzystali.
- To co się stało, że rozebrali? - Pytam, choć wiem, ale może mamy inne źródła lub pomysły na interpretację historii.
- Pewnie tak samo, jak teraz jest, że komuś się bardziej opłaca zniszczyć, niż używać. Panie, tu super było - jak się chciało zrobić siku, to się pociąg zatrzymywał w polu i wszyscy wysiadali na siku. O tam - pokazuje w głąb, za plecami - tam były plac z burakami, a ta wiata...
- To pewnie nie ma nic wspólnego z przystankiem? - wtrąciłem.
- Nic, to po Dromexie zostało, jak budowali autostradę, to tutaj badali takie próbki (pokazuje rękami cylindryczny kształt, ale brakuje mu słowa)...
- Cementu?
- O tak, cementu, czy mosty z tego można robić. A potem jak skończyli to zrobili z tego świetlicę.
- A za nią jest chyba fragment takiego typowego kolejowego betonowego muru, prawda?
- Tak, to jeszcze po kolei jest.
- A pan to pamięta dobrze? Tę kolej?
- No pewnie, przecież ja pod "siedemdziesiątkę" jestem.
- A była tu bocznica do fabryki?
- No była, do pegieeru o tu szła - I pokazał mi a ja przestawiłem się i faktycznie dopiero pod pewnym kątem zobaczyłem charakterystyczne pęknięcia asfaltu.

Potem porozmawialiśmy jeszcze o tym, co tu było, że chmiel, że 5000 świń w chlewni, a tam dalej, w Kunach, to jest ich też sporo. I o tym, że jeden człowiek tutaj prowadzi dość kontrowersyjnymi metodami działalność rolniczą, polegającą w większości przypadków na niszczeniu wszystkiego, z czym się spotkałem ponad dziesięć lat temu i ciągle mu się udaje, bo nikt go za rękę nie złapał.

Wszyscy wiedzą.

2016/12/08

linia 262 - źródła


Wyszło przy okazji wizyty w lokalnej Izbie Muzealne w Oławskim Ratuszu, że jest człowiek, który poświęcił trochę czasu na zdobycie wiedzy na temat linii 262 i jej znaczenia dla rozwoju. Oczywiście mam już numer telefonu. Tymczasem zbieram materiały dalej, a jutro jadę rowerem obadać ślepą odnogę linii z Domaniowa na południe. Nie liczę na jakiekolwiek ślady z wyjątkiem pięciokilometrowej prostej ścieżki przez pola.

2016/12/06

linia 262 - Marszowice/Marschwitz

Marszowice, wylot linii na Polwicę, 06.12.2016 r. 

Marszowice odwiedziłem dzisiaj już kolejny raz na przestrzeni ostatnich dni i dopiero dzisiaj zrobiłem takie zdjęcia, na jakich mi zależało. Linia kolejowa 262 mijając tę wieś skręcała na południowy zachód łukiem zbliżając się do cmentarza, na którym robiłem tez zdjęcie grobowca dwóch rodzin - Eicke i Polwitz. I z tego zdjęcia wciąż nie jestem do końca zadowolony - mam je już w kilku wersjach, ale żadna z nich nie porywa - może będę musiał coś wykombinować, ale ani lekko zachodzące słońce przez chmury, ani super chmury nie robią mi tu tego klimatu, jaki gdzieś mi się widzi. Poczekam na lekki śnieg i chmury - może wtedy. 


Natomiast chciałem zrobić do cyklu zdjęcie pałacu, który kilkukrotnie "miał się remontować", jednak od lat nic się nie dzieje w tym kierunku. Przybywa tylko płotów i tabliczek "teren prywatny", więc dostęp staje się trudniejszy. Znalazłem jedno miejsce, chyba najbardziej sugestywne, bo pokazuje i sam pałac, jego stan i jednocześnie aktualne otoczenie i to, jak tu teraz jest. Gdy robiłem zdjęcia akurat podjechał młody mężczyzna ładną, czarnym BMW E60, ale nie chciał jej zostawić na widoku. A szkoda. A może nie szkoda. 

Marszowice - Pałac, 06.12.2016 r. 

Natomiast to pierwsze zdjęcie już "na gotowo" opublikowane kiedykolwiek :) Wciąż nie przestaję się zachwycać Sigmą 35/1,4 Art, jest doskonała pod każdym względem. Praca jak kiedyś - aparat na statywie, podgląd na ekranie z powiększeniem, wstępne uniesienie lustra, wyzwalanie z kabla - no i pomiar światłomierzem - to zmienia wiele i daje lepsze rezultaty. Nie wiem, czy pomaga każdemu - mnie pomaga łatwiej przejść. No i wracam ze zdjęć z 7 plikami. To też jest miłe, chociaż D810 produkuje takie pliki, że import do Lightrooma trwa wieki.

2016/11/30

Linia 262 - Młyn Jaczkowice / Jaetzdorfer Muehle A.-G.


Za plecami mam rzekę Oławę i płot. Nad rzeką powinien być most, ale zniknął. Pode mną powinno być torowisko, ale też już go nie ma. Mniej więcej w miejscu, gdzie stoję lokomotywa odczepiała wagony, które dalej były przetaczane już przy pomocy wyciągu. Resztki są - pokazano mi dwa fragmenty szyn, małe budynki operatora wyciągarki. Sfotografowałem je, ale raczej z przyzwoitości i własnej ciekawości.


Między silosem, a budynkiem młyna było miejsce rozładunku/załadunku wagonów, teraz jest tam blaszany magazyn, przed którego wejściem są dwie szyny, których z jakiegoś powodu już nie usunięto podczas prac rozbiórkowych. 


A to mój prywatny Graal. Stanąłem przed tym i myślałem, w jakim kontekście to sfotografować i ni cholery nie wymyśliłem. Potem zrobiłem tylko zdjęcie telefonem i teraz, podczas redagowania tego wpisu wpadłem na to, że przecież to jest idealny kadr. No więc czeka mnie powrót tam i spokojnie mogę odłożyć zakup Irixa jeszcze na jakiś czas :) Niemniej ta grafika mnie hipnotyzuje, a jest... oszukana! Kiedy przed tygodniem spotkałem się z dyrektorem młyna pokazał mi miejsce, w którym zastosowano ciekawy zabieg, z którym nie spotkałem się wcześniej - otóż w połowie grafiki widać rozjaśnienie - jest złożona z dwóch części. Młyn z silosem został sfotografowany z dwóch stron, w idealnej perspektywie, a potem złożony razem w całość. W ten sposób jednocześnie pokazuje całość, ale trochę podkoloryzowaną. Na przykład ze zdjęcia wynika, że pociąg przejeżdżał budynki "na wylot" i mógł jechać dalej, co nie miało nigdy miejsca.


Sama grafika znalazła się na opakowaniu produkowanej w młynie mąki. Akurat mam nadpoczętą paczkę. 

Trochę martwiłem się brakiem obiektywu typu shift w kilku miejscach, ale z drugiej strony nie czułem na razie jego braku. Aż do dzisiaj. Ponieważ aparat jest jeszcze kompletnie zimny, a ja jestem zasypany pracą, więc jeszcze nie zrzuciłem RAWów, natomiast z tego, co próbowałem do tej pory, to naprawdę lepszą jakość uzyskam "prostując" obrazy w postprodukcji, niż używając marnych shiftów Nikona czy taniego Samyanga. Schneidera pominę, bo jestem bardzo przywiązany do swoich nerek.

2016/11/29

linia 262 - zbyt słonecznie na zdjęcia, ale dość zimno na rower


Dzisiaj w końcu był mocniejszy mróz, dzięki czemu rozmiękczone drogi stały się lepsze do jazdy. Słońce trochę za mocne na zdjęcia, więc postanowiłem zbadać kilka bliskich lokalizacji na rowerze. Interesowała mnie wieś Polwica (Polwitz), w której znajdowała się fabryka płatków ziemniaczanych, kolejnego zakładu przemysłowego na drodze "kolei buraczanej" - linii 262.


Po ostatnim opisanym fragmencie, linia kolejowa była doprowadzona do wsi Marszowice (Marschwitz), gdzie miał być przystanek niedaleko cmentarza, na którego niemieckiej części pozostała rotunda, bo epitafia z muru oczywiście zniknęły - "miejsce spoczynku rodzin Eicke i Polwitz".




Po wyjechaniu z Marszowic pociąg bez żadnych zakrętów docierał do Polwicy, która znajduje się w połowie drogi do Domaniowa - jednej z największych wsi tamtego i obecnego okresu. Pokręciłem się tu i kilka śladów znalazłem jeszcze. Charakterystyczne ogrodzenie kolejowe, ale raczej nie "poniemieckie".


Plus zmrożone ślady szyn pod asfaltem, na prawo to chyba właśnie jest część ogrodzenia dawnej fabryki płatków ziemniaczanych...


...które z w czasach komunistycznych były oddane ręce PGR. W latach 90. ubiegłego wieku produkowano tu wędliny, a obecnie produkuje się tu nic.


Ponieważ na mrozie w lekkim ubraniu strefa komfortu termicznego trwa około półtorej godziny, więc zawróciłem do domu lekko okrężną drogą przez wieś Brzezimierz nieopodal zjazdu z autostrady A4 na jej 178 kilometrze. Wieś wyróżnia się pięknym gotyckim kościołem. Na jego tyłach znajdował się cmentarz, niestety (jak zwykle) zniszczony. Kilka fragmentów pomników przy tylnej furtce, reszta stała się budulcem ogrodzenia. To jest coś, co mnie autentycznie boli. Przejąć niemieckie kościoły - spoko, bez problemu, ale oddać zmarłym należną im cześć - ni chuja. Jaki był problem, żeby choć epitafia umieścić napisami na zewnątrz? No tak, kilka wsi dalej w Brożcu pewien proboszcz (też lata 90. ubiegłego wieku) nakazał rozbiórkę nagrobków i ułożenie z nich chodnika.



Tymczasem u mnie pod domem trwa dramat komunikacyjny. Oława jest sparaliżowana remontem wiaduktu na DK 94. Cały ruch samochodowy z południowej strony i wschód - zachód puszczono przez moja małą wieś, bez chodników. Do tego we wsi jest jeden most, który właśnie zburzono, a obok most tymczasowy jest wąski i obowiązuje ruch wahadłowy.

Przynajmniej coś się dzieje.

2016/11/25

Linia 262 - Wzgórze Gajowe

Gaj Oławski, 25.11.2016 r.

Bliskość lokalizacji ma swoje plusy - szybko wpakowałem się w obrastającą w mech Borę i z piszczącym sygnałem, że zbiornik paliwa jest niemalże pusty pogoniłem na górkę. Te dwa morenowe wzniesienia rozdzielone były nitką "kolei buraczanej", bo takim przydomkiem nazwali to jeszcze sami Niemcy. Udało mi się zrobić kilka kadrów, niestety zrobiła się "lampa" i trzeba było się zwijać, choć z lekką radością, bo jak nie ma pogody na zdjęcia, to można iść na rower. 

Na górce obecnie budowane jest coś, co jeszcze nie ma nazwy, ale na tę chwilę roboczo nazwę to "ośrodkiem badań odzyskiwalnych źródeł energii". Co chwila widać wystające z ziemi grube przewody, co ma pewnie związek z tym, że niebawem wzgórze zostanie całkowicie pokryte ogniwami fotowoltaicznymi. Często jeżdżę tędy rowerem (bo to jedyne górki pod domem, na których można sobie lekko podnieść puls) i mam nadzieję, że szutry łączące wiatraki nie zostaną odcięte panelowym ogrodzeniem od ogólnego dostępu.

Gdzieś tutaj był też przystanek kolejowy, jednak nie będzie on do namierzenia. Natomiast kawałek dalej Linia 262 była bohaterem pierwszego odcinka pewnego kultowego, polskiego serialu. Ale o tym we właściwym czasie.


2016/11/23

Linia 262 kolejny dzień

Ślady szyn przejazdu kolejowego między wsiami Godzinowice i Niwnik. 23.11.2016 r.

Rano pojechałem odwieźć młodszego syna do przedszkola kilka wsi na południe i wracałem do domu jak najszybciej po aparat - byłem przekonany, że dzisiejszy dzień będzie też zbyt słoneczny (jak wczorajszy), a tu taka miła niespodzianka - chmury strasznie wysoko, dzięki którym spokojnie mogę robić swoje bezstylowe kadry. Przynajmniej dokumentację zrobiłem "w stylu" całkiem "bezstylowego" Wojtka Wilczyka ;)

Natomiast zupełnie na poważnie - przez specyficzną aurę dzisiaj jest jeden z tych dni, kiedy ujawniają się w dwóch mięjscach (lub więcej, póki co znam tylko dwa) ślady szyn po linii 262. Lepiej - mój tato był przekonany, że linia była normalnotorowa, a jak widać poniżej była to wąskotorowa, o czym świadczą teksty w internecie. Przyzwyczaiłem się, że często teksty, szczególnie tłumaczone lub pisane przez fascynatów mają pewne niedociągnięcia (na przykład, kiedy rok temu z kolegami pojechaliśmy rowerami na wycieczkę śladem linii 262). Do młyna ciągle nie dotarłem, ale w końcu mi się uda.

Na wzgórzu, na którym obecnie stoją cztery niewielkie wiatraki i dwa gigantyczne (oś piasty wirnika 115 m nad poziomem gruntu, wirnik ponad 60 m rozpiętości) - w czasach niemieckich "Wzgórze Gajowe) było miejscem, w którym stał wiatrak, tylko mielił ziarno na mąkę, a nie wiatr na kilowaty.

Widok na wieś Niwnik i zjazd z polnego przejazdu kolejowego na linii 262. 23.11.2016 r.

Granice między polami wyznaczone linią nasypu - w większości nasyp stanowi polną drogę dojazdową. Godzinowice, 23.11.2016 r.

Słońce dość szybko się wyklarowało i teoretycznie jeszcze można fotografować, ale już nie jest tak atrakcyjnie. Postaram się w najbliższych dniach rozszerzyć spektrum, bo sama linia 262 jest tylko (aż) kręgosłupem projektu, natomiast strasznie ważne wydają mi się "odnogi", które z niego wyrastają. Najtrudniej jest z mostami, których nie ma. Jest jeden, ale tam dojadę tylko rowerem, a to trochę ciężkie, kiedy trzeba mieć ze sobą 10 kg sprzętu :-)

Na ostatniej lokalizacji towarzyszyły mi sarny - nie widać ich tu, ale w kadrze się znalazły (i nie uciekały na widok człowieka niosącego na ramieniu rozłożony statyw - fest dziwne). Podobnie jak kilka razy auta, na które specjalnie czekałem. Potem podejmę decyzję, który rodzaj wybiorę.

2016/11/15

Pierwszy dzień zdjęć

 


W niedzielny poranek miało być idealnie - czyli unosząca się mgła i prześwitujące przez nią słońce. Nie było, przez co z kilku lokalizacji zdjęcia nie wyszły jakoś dobrze. Ale to bardzo dobrze, bo dzięki temu przygoda z tej krótkiej linii szybko się nie skończy. 

Sama linia 262 to tylko ideowy kręgosłup całego działania. 

Dzisiaj (wtorek - dwa dni po zdjęciach) dopiero zrzuciłem materiał na komputer i przyjrzałem się zarejestrowanym obrazom. Pierwsze, co rzuca się w oczy to ostrość nowej Sigmy 35/1.4 Art. Z jednej strony to rzeź, ale z drugiej - trzeba było czekać piętnaście lat, żeby ktoś w końcu wyprodukował poprawne obiektywy w dobrej cenie? Na spód korpusu D810 staram się nie patrzeć, więc nie myślę o tym, że profesjonalny korpus pierwszy raz w historii Nikona wyprodukowano nie w Japonii. To tak niegrzeczne jak pierdnięcie na wystawnym obiedzie - no więc jak już się zdarzy, to trzeba udawać, że nic się nie stało. 

Dzisiaj też wstąpiłem do oławskiej Biblioteki Publicznej, przy której istnieje izba muzealna z Działem Dokumentacji Życia Społecznego. A tam dwie przesympatyczne osoby pokazały mi wielki regał Heimatblatt für die Kreise Strehlen, Ohlau. Pierwszy rzut oka na indeks wywołał u mnie szeroki uśmiech i w sumie troskę - bo ile trzeba będzie tego czytać i tłumaczyć...
Ale to dobrze. Będzie co robić. Znalazły się też oryginalne bilety i masa materiału zaczepnego. Cudnie.

Jutro planuję odwiedzimy w młynie, który był jednym z poważniejszych beneficjentów tej linii kolejowej, a ktęrego silosy zbożowe widzę nawet teraz, w nocy, z okna mojej pracowni.

Źródło: http://mlynjaczkowice.pl/o-nas/#historia 

Oczywiście obecnie na młyn składa się mniej niż połowa budynków, ale podobno w młynie znajduje się sporych rozmiarów grafika, której reprodukcja widnieje powyżej. Bardzo na to liczę.

Tymczasem w przerwie między Moderatem, a Moderatem:

2016/11/10

Linia 262 - krystalizacja




Prawdopodobnie pierwszą stacją kolei buraczanej po opuszczeniu Kleinbahnhof Ohlau był przystanek w Jaetzdorf. Gdyby istniał, widziałbym go z domu, tak jak teraz patrzę sobie na narastający dramat komunikacyjny we wsi Jaczkowice (czyli Jaetzdorf do 1945 roku) spowodowany wyburzaniem mostu na rzece Olawie (Ohlau). Most linii kolejowej 262 zniknął ponad 20 lat temu i nikt tego nie pamięta. Dokładniej były dwa mosty, a tuż za wyburzanym właśnie mostem drogowym był przejazd kolejowy na drodze DW 346 (która zaczyna się chwilkę dalej - w Godzikowicach, a kończy 70 km stąd - w Środzie Śląskiej, po drodze stanowiąc w pięciu wsiach ulicę Oławską).

Jutro zaczynam zdjęcia - dzień wolny od pracy będzie idealny na te bardziej ruchliwe lokalizacje.