Przerwa. Dużo focenia, może będą wpisy z lasu, o ile będzie net. Reaktywacja około 5 sierpnia. Jutro Castle Party, w niedzielę Tygodnik Powszechny, w poniedziałek szpital, pakowanie miliarda klamotów i wyjazd nad jezioro. W międzyczasie ruszam dwa nowe cykle. Na przekór.
Showing posts with label codzienne. Show all posts
Showing posts with label codzienne. Show all posts
2009/07/24
2009/07/10
Dzisiaj w tramwaju jechałem w ścisku. Linia 22. Na przystanku na dawnym placu Pierwszego Maja (obecnie plac JP2) zrobiło się luźniej. W pewnym momencie usłyszałem akordeon. Jakaś melodia, taka niby poważna, ale zagrana po pijacku. Wydawało mi się, że tylko ja to usłyszałem, bo nikt jakoś nie reagował i każdy miał dokładnie ten sam - żaden, obojętny - wyraz twarzy. Pomyślałem, że może ktoś ma taki dzwonek w telefonie, bo akordeon mały nie jest i można go dostrzec. Gdzieś w zakamarku przy wyjściu za "dużą" panią zobaczyłem fragment instrumentu. Brak reakcji u ludzi stał się jasny. Młoda romska dziewczyna, jakoś na oko szesnastoletnia grała nieporadnie na instrumencie, ale jej uroda spokojnie nadrabiała brak talentu. Do akordeonu przyczepiony na druciku kubek z tworzywa sztucznego. Pusty. W kieszeni mam 5 zł i 1 zł. Na czuja wyłapałem zeta i trzymam go kurczowo. Nikt jej nie wrzucił pół blachy nawet. Nie wiem czym się kierowałem, ale coś mnie hamowało przed wrzuceniem jej tej złotówki. Ona już wiedziała, że mam dla niej jakieś pieniądze i przystanęła i widziałem, że nie odpuści. Wyszarpałem - niby zaskoczony - z kieszeni rękę ze złotówką i wrzuciłem ją do kubka. Akurat tramwaj zatrzymał się na Młodych Techników. Ludzie patrzyli na mnie jakoś tak wrogo, że chciałem wysiąść. Chwilę wcześniej czytałem Autobiografię Helmuta Newtona właśnie w momencie, gdy wspominał czas Kryształowej Nocy i nienawiść, jaką Naziści darzyli Niemców pomagającym Żydom.
Równie dobrze może być tak, że ta żenada w oczach pasażerów to tylko projekcja mojej wyobraźni. Ale dlaczego nikt nie wrzucił ślicznej dziewczynie - może w łachmanach, ale ślicznej - reszty z biletu z automatu? Albo żółtych choć? Bp będzie ich potem więcej? Bo brudna? Bo za ładna? I dlaczego dusiłem tego zeta, mimo chęci oddania go żebrzącej (no grała, więc wykonywała pracę, ale nie była to "dobra robota").
Mógłbym pokusić się o twierdzenie, że każdy może mówić o tolerancji, wartościach chrześcijańskich itp. Ale jako tłum, grupa - jesteśmy uprzedzonymi ksenofobami. Ale nie chcę w to wierzyć i nie zgadzam się na to.
Video niezwiązane z porankiem. Po prostu znalazłem je, a grupę COIL lubię na równi z Neubauten.
Równie dobrze może być tak, że ta żenada w oczach pasażerów to tylko projekcja mojej wyobraźni. Ale dlaczego nikt nie wrzucił ślicznej dziewczynie - może w łachmanach, ale ślicznej - reszty z biletu z automatu? Albo żółtych choć? Bp będzie ich potem więcej? Bo brudna? Bo za ładna? I dlaczego dusiłem tego zeta, mimo chęci oddania go żebrzącej (no grała, więc wykonywała pracę, ale nie była to "dobra robota").
Mógłbym pokusić się o twierdzenie, że każdy może mówić o tolerancji, wartościach chrześcijańskich itp. Ale jako tłum, grupa - jesteśmy uprzedzonymi ksenofobami. Ale nie chcę w to wierzyć i nie zgadzam się na to.
Video niezwiązane z porankiem. Po prostu znalazłem je, a grupę COIL lubię na równi z Neubauten.
Etykiety:
codzienne,
Poland_Only
2009/07/09
od 17.00 ósmego dnia lipca do 9.20 dziewiątego dnia lipca
Minimalistyczna forma ściany trafo między ulicami Braniborską a Legnicką. Jestem ciekaw, czy projektujący budynek trafo miał świadomość tego, co robi.
Przystanek tramwajowy przy ulicy Legnickiej/Młodych techników, ten sam co we wczorajszym wpisie. Dziewczyna z rozwianym włosem wbiega na peron by w ostatniej chwili wskoczyć do tramwaju linii numer 20. Wszystko rozegrało się błyskawicznie, ale raczej zdążyła, bo na przystanku pozostała jedna kobieta lat około 65 i mężczyzna w średnim wieku.
Pociąg spółki PKP Przewozy Regionalne relacji Wrocław - Gliwice, odjazd 17.48, tor IV, peron 3 na dworcu PKP Wrocław Główny. Portret tyłu głowy chrapiącego mężczyzny w średnim wieku. Nie przestawał chrapać nawet podczas odbierania połączenia przychodzącego na telefon komórkowy...
...w tym samym czasie mężczyzna z nad naturalnie wielkim plecakiem studiuje rozkład jazdy pociągów, który stał się nieaktualny w związku z podmyciem nasypu pod torami niedaleko miejscowości Lipki między Oławą a Brzegiem...
...co chcieli na własne oczy zobaczyć Marcin K (27l.), jego siostra Małgorzata S. (28l.) i jej syn Mikołaj S. (5m.) stojąc na peronie stacji w Lipkach. Nic nie zobaczą, bo patrzą w kierunku Oławy dziwiąc się, dlaczego słuchać gong na przejeździe kolejowym, skoro żaden pociąg nie przejedzie. A prace przy naprawie nasypu prowadzone są 200 metrów za ich plecami. Możliwe, że ich uwagę przyciągnęła również wielka burza nadchodząca z tamtego kierunku i widowiskowe wyładowania atmosferyczne. Zasłoniłem twarze, bo chcieliśmy incognito zdementować informacje z Gazeta.pl, jakoby na tory obsunęła się skarpa. Tam nie ma skarpy. Uszkodzony został nasyp. Nie skarpa. To idealny przykład braku rzetelności ze strony portalu.
Na odcinku Brzeg - Oława uruchomiono komunikację zastępczą. Trzy autobusy kursują non stop między tymi miastami i dowożą podróżnych.
Tu moja rodzina obserwuje mnie w pociągu, który ma za chwilę odjechać o 7.50 z Oławy. Rodzina poszła o 7.48, bo Mikołajowi zaczęło się ulewać. Pociąg odjechał o 8.25, bo komunikacja zastępcza dla oszczędności musiała przewieźć pasażerów pociągu pospiesznego, który normalnie przybywa około 8.03 na stację do Oławy. Oczywiście spóźniłem się na tramwaj i do pracy.Ale to na prawdę nic złego, bo kilka rzeczy napadło mnie w:
a) kiosku z prasą, gdzie kupowałem bilety: Kasia Cichopek (wg. Faktu to "piękna polska aktorka", same oksymorony) urodziła syna.
b) przy zachodnim wyjściu z Dworca Wrocław Główny: ruszyła kapania społeczna o bezpieczeństwie pracy na wysokościach. Nie wiedziałem, że Polacy jak Szerpowie, w większości pracują na wysokościach, że potrzebna jest kampania społeczna w tym temacie. Nie słyszałem o żadnym wypadku w tej grupie zawodowej od dawna. Szkoda, że nie ma kampanii o tym, jak w kopalniach oszukiwane są czujniki metanu. Ale tam ciężej o dobre hasło.
Etykiety:
codzienne,
obrazki,
Poland_Only
2009/07/08
filozofoplotki

Od wczoraj coś we mnie pęka. Od momentu, w którym wyszedłem z pracy na przystanek na Legnicką/Młodych Techników, gdzie zrobiłem telefonem pierwszą fotografię (sic!) z dzisiaj tutaj wklejonych. Pomyślałem sobie, że już dekadę ponad trwa mój kierat dojazdowy, bo jestem typem wioskowym i nie lubię być "nie-w-pracy" w dużym mieście. Przez ostatnie 8 lat dojazdy wyłącznie autem. Albo swoim albo z kolegami, zanim kupili mieszkania we Wrocławiu i z podobnych do mnie wioskowych chłopków stali się Wrocławianami. W każdym razie w czasie dojazdów często myślałem, ile razy ocieram się o idiotów, którzy na trasie mojego przejazdu generują wypadki. Na pewno o wielu. Na pewno prawdopodobieństwo jest wyższe niż trafienie na "kanara" w tramwaju, co i tak mnie nie przeraża, bo jako uczciwy obywatel posiadam bilet na przejazd. Dojazdy środkami komunikacji publicznej miały ryzyko to zmniejszyć. Nie wiem, co dokładnie wydarzyło się na owym przystanku, ale ślad hamowania i rozwalona barierka to znak, że gdyby ktoś tam stał, kto chciał uniknąć drogowego idioty, właśnie by takiego jednego spotkał i rozkwasił np głową jego szybę czołową.A gdybym to był ja?
Z tą myślą jadąc w pociągu zbliżałem się ku końcowi książki: "Capa - szampan i krew" Alexa Kershaw'a, gdy okazało się, że w Oławie pociągi stoją na stacji. Nie wiedziałem czemu, ale dzisiaj rano jak wszedłem na peron, pociąg czekał na podróżnych już przynajmniej od czasu, gdy przyszedłem, czyli siedmiu minut przed czasem odjazdu. Ciekawość. Gosia zadzwoniła, że między Oławą a Brzegiem podmyło tory - dowiedziała się od pani w kasie, bo ciekawość zjadała. Wszystkie pociągi, które korzystają z tej głównej na południu Polski magistrali jadą przez Jelcz-Laskowice do Opola, a te do Warszawy przez Łódź Kaliską. Na dworcu Wrocław Główny pandemonium. Ale jakoś kolejna fota tego nie oddaje. Choć to bardzo jakoś blisko mnie, bo nie wiem, czy wrócę dzisiaj normalnie pociągiem.
Co do bliskości tematów ważne się okazało, że to co na prawdę ważne w twórczości jest do ogarnięcia w przypadku, gdy jest po prostu bardzo blisko. Nie są to tylko moje słowa, ale choćby Sally Mann, która jak mam być szczery wydaje mi się lekko odjechana od realności i jej mówienie o rodzinie rozumiem niemal wyłącznie w kontekście rodzina - matówka - ona. No cóż, brak umiaru może zabić wszystko. Robiła tak dobre fotografie własnego otoczenia, że finalnie poznała ją na obrazach, a nie w rzeczywistości.
Dzisiaj rano potwierdzenie tezy o poszukiwaniach w jak najbliższym otoczeniu doszukałem się w słowach Duncana, kolegi "po fachu" Capy: [Fotografia wojenna] to najłatwiejszy rodzaj fotografii na świecie: strzelić fotkę komuś, kto został właśnie zastrzelony. Do tego nie trzeba geniusza. Łatwizna." Temat aktualny do dzisiaj. W każdej kompetycji fotograficznej. Podobnie jest z każdym tematem, który jest miałki i nośny tylko dlatego, że pokazuje coś egzotycznego i niespotkanego TU. Stąd dla mas fotografia to np. National Geographic. Fotografii bliskiej sobie się nie robi, bo to przecież mało popularne, bo swoje. A skoro tak, to po co robić coś, za co nie będzie się chwalonym? Czy trzeba czekać latami? Jak Stefania Gurdowa? Jak Gustav Aulechla? Aż zmieni się kontekst i sens? Czy trzeba wpaść na skraj szaleństwa jak Sally Mann i podejść do tematu tak blisko, że przekroczysz granicę i fotografie staną się bliższe niż otoczenie?
I na koniec o wspomnianej książce. Dobrze się ją czyta, ale chyba korektorzy się nie przyłożyli i jest więcej błędów stylistycznych niż u mnie na blogu.
Etykiety:
codzienne,
echo,
najważniejsze,
obrazki
2009/06/30
atak
.jpg)
Wczoraj seria niezwykłych wypadków. Znalazłem ładną płytkę na drugim peronie dworca kolejowego Wrocław Główny, na granicy sektora B i C. Miałem czas na ich analizę, gdyż z powodu burzy pociągi były opóźnione. Wszystkie. Potem pod domem wypadek. Na koniec zamiast zabawy był szpital.
Etykiety:
codzienne
2009/05/07
Rozsądek to nie jest mocna strona tego kraju
Jeśli napiszę, że Polska to dziwny kraj, to nikogo nie zaskoczę, a wyjdę na malkontenta. Może. Może mógłbym wyjechać do innego kraju, który wydaje mi się mniej dziwny, ale nigdy nie miałem głowy do uczenia się języków, więc pewnie nie potrafiłbym w takim kraju w pełni funkcjonować. Nie znaczy to, że rozumiem Polskę. Polska jest duża, spokojnie można w nią wpisać kwadrat o wymiarach 500 x 500 km. Skąd zatem pomysł, by w jednym momencie przygotować 4 różne festiwale fotografii? Pierwszy wystartował Warszawski Festiwal Fotografii Artystycznej, już trwa Miesiąc Fotografii w Krakowie, dzisiaj chyba Fotofestiwal w Łodzi, a za moment 6. Biennale Fotografii z Poznaniu. Już ś.p. Ireneusz Zjeżdżałka dziwił się, skąd pomysł na dwa festiwale jednocześnie w 2005 roku (chyba), czyli Kraków i Łódź. Nie mam pojęcia, skąd jeszcze dwa w tym roku? Czy nie można się dogadać? Zrobić jedną dużą imprezę w kwartale? Widać nie można. Dlaczego? Mam fantazję na ten temat. Ale jej nie ujawnię, bo to by było takie polskie...
Etykiety:
codzienne
2009/04/21
dzień rozbieżności


Poryty jest dzisiejszy - właśnie chylący się ku końcowi - dzień. Pełen sprzeczności. Z jednej strony klient od kotleta, który nie ma pojęcia o tym, czego wymaga, ma problem, by to w ogóle nazwać, a finalnie ma problemy wewnątrz swojego zakładu z komunikacją, siedziałem dzisiaj w studiu tłukąc kompozycję na desce z kropel wody, kredek, filiżanek, zmywacza do paznokci i markerów. Ale to nie jest nic, czego każdy pracujący dla kogoś nie doświadczył. Odebrałem slajdy szerokie z wyjazdu do Sypka z Wielkanocnego poniedziałku i się zeźliłem, że nie wyszły tak, jak bym tego chciał. I chyba wolę na negatywie robić. Taniej i jakoś ładniej. Do tego okazało się, że znam ludzi lepiej niż oni sami siebie i że potrafię przewidywać, komu z kim życie się pisze. I z tego jestem dumny, że poszło tak, jak wydawało mi się, że ma iść. Do tego zmontowałem na koniec dnia w cholerę drogą karuzelę nad wyrko mojego Synka, w cholerę dobrej firmy, a cholerna tandeta. I dalej boli mnie gardło. Kurwa no...
Co do kotletów, to byłem na weselu dobrego kolegi z dawnej pracy w miniony łykend. Zatrudnił sobie fotografa z byłej stolicy, i wbiły mnie pod biurko efekty jego pracy. Jeśli zacznę robić śluby, a pewnie zacznę, to właśnie znalazłem guru gatunku. Tu.
Co do kotletów, to byłem na weselu dobrego kolegi z dawnej pracy w miniony łykend. Zatrudnił sobie fotografa z byłej stolicy, i wbiły mnie pod biurko efekty jego pracy. Jeśli zacznę robić śluby, a pewnie zacznę, to właśnie znalazłem guru gatunku. Tu.
Etykiety:
codzienne
2009/04/14
Rybnik - Festiwal 28-29 marca 2009


Miałem wrzucić foty z tej imprezy, ale jakieś takie denne wyszły, więc wrzucę tylko fotę Filipa na parkingu pod hotelem i Filipa jak patrzy na na jego ulubione drzewo, ale nikt pewnie nie wie, które to drzewo.
Warszawa - zaległa fotorelacja 4-6 kwiecień 2009
Gosia i Mikołaj mówią mi: pa pa!
Olo czeka na mnie pod domem o 9:23
Browar w Namysłowie po drodze do Kępna
Olo prowadzi na Gierkówce. Liczymy.
Konstancin?
Metro Centrum
Emilii Plater
Agata i symbol
Paweł wita z drabiny
Paweł porwał hexara
Paweł i Napoleon na brzuchu
Miłość
Na zupę
Na zupę
Zupa
Sam nie wiem sam
Pogoda i spodnie
Wąsy
Ania i Rafał przyszli po mnie na Plac Zbawiciela
Ania płakała w Yours Gallery nie z powodu zdjęć
Rafał trzymał hexara do góry gwintem
Rafał pozuje na kawie
Ania liczy czas
Kultura
Spacer przez most na autobus do Falenicy, Ania robi to zdjęcie.
Ideogram.Nie robiłem fot z powrotu, gdyż film mi się skończył i nie lubię fot z powrotów. Wkleiłem się w fotel drugiej klasy pociągu pospiesznego z książką biograficzną i zalegałem niecałe siedem godzin do domu. Prawie domu. Nie było pociągu lądującego w Oławie od razu. Nie jak kiedyś.
Nie mam też fot z akcji zakupu biletu, a szkoda. Godzinę trwało dostawanie się z końca Wilanowa do Centrum. Najpierw kierowca nie chce wydać ze 100 zł, potem jak już puścił i powiedział, że "firma stawia", to automat biletowy metra nie przyjmował 100 zł, a nie było mowy o płaceniu kartą. W kiosku też nie. Strasznie prowincjonalnie. I za taką myśl wsiadając do auta Agaty kolanem chciałem zrobić dziurę w burcie samochodu i do dzisiaj boli.
Musze z tych fotek wybrać coś do dziennika mojego żywota... nie wiem co jeszcze.
Nie mam też fot z akcji zakupu biletu, a szkoda. Godzinę trwało dostawanie się z końca Wilanowa do Centrum. Najpierw kierowca nie chce wydać ze 100 zł, potem jak już puścił i powiedział, że "firma stawia", to automat biletowy metra nie przyjmował 100 zł, a nie było mowy o płaceniu kartą. W kiosku też nie. Strasznie prowincjonalnie. I za taką myśl wsiadając do auta Agaty kolanem chciałem zrobić dziurę w burcie samochodu i do dzisiaj boli.
Musze z tych fotek wybrać coś do dziennika mojego żywota... nie wiem co jeszcze.
2009/04/13
śmigus dyngus - nieoczekiwany rezultat

Byłem u Przyjaciela w okolicy Bystrzycy Kłodzkiej, który podobnie jak inny przyjaciel potwierdził, że posiadanie wszystkiego "gdzieś" nie ma nic wspólnego z egoizmem. Była kawa, fotka z eRBetki do Autobiografii (skan pewnie później, bo zostało jeszcze wiele klatek, z siedem), gołąbki i oprowadzenie po nowej lokacji. Nieoczekiwany rezultat tej wycieczki to to, że po prawie jedenastu latach związku moja żona przyklepała pomysł na sezonowe mieszkanie w Kotlinie Kłodzkiej. Do realizacji przed czterdziestką. Czasu zatem niewiele. Ale zawsze coś. Fotka dziwna, bo zmontowana z czterech.
2009/04/08
mało mi się dzisiaj chce i boli mnie głowa









Zamiast pisania tłustych tekstów o sensie życia dzisiaj tylko foty. Nie licząc tych słów. Julek powiedział, że za dużo piszę. Być może, ale ja nie jestem fotografem. Pisarzem też nie. To kim?
Etykiety:
codzienne
Subscribe to:
Posts (Atom)
.jpg)
.jpg)