2017/01/27

Strzelin/Strehlen w 72 rocznicę wyzwolenia Auschwitz.

Wklejam fragment wspomnień Hansa Stargardtera w tłumaczeniu Violetty Misa-Pachut, który zaczyna być powoli bardzo na czasie. Po pierwsze dlatego, że Strzelin jest blisko stąd, a po drugie, że 80 lat temu ludziom też się wydawało, że mieszkają w cywilizowanym kraju. Tekst polecam przeczytać w całości na portalu dolny-slask.org.pl, choć pewnie te osoby, które tu trafiają, nie muszą się uświadamiać. 

(...) Nazajutrz po ataku esesmanów na nasz dom i zniszczeniu naszego dobytku nasz dom odwiedzało wielu ciekawskich sąsiadów. Niektórzy tylko potrząsali głowami i mówili: „Mój Boże, co się tu dzieje”. Było też kilku, którzy podnosili pięści i krzyczeli: „Ci cholerni Żydzi” czy coś podobnego. Większość ludzi wydawała się być zupełnie obojętna lub bała się cokolwiek powiedzieć więc tylko kręcili głowami nie mogąc uwierzyć, że coś takiego może się zdarzyć w cywilizowanym kraju. Osobiście nie sądzę, żeby naród niemiecki był naprawdę antysemicki w czasach Hitlera. Niemcy zostali „uwiedzeni” przez nazistów a tak naprawdę tylko nieliczni byli z przekonania nazistami. Reszta była zastraszona. Nie mieli wystarczająco dużo odwagi, żeby sprzeciwić się reżimowi terroru. Każdy sprzeciw mógłby się dla nich źle skończyć. Musieli dbać o własną skórę. Nie wierzę, że antysemityzm był głęboko zakorzeniony w narodzie niemieckim. Był wynikiem akcji propagandowych. Urojenia niemieckich przywódców były tak silne, że zdominowały każdą dziedzinę życia. Mogła to tłumaczyć w pewnym sensie sytuacja ekonomiczna w jakiej znalazły się Niemcy już w 1933 roku. Znalezienie kozła ofiarnego było tylko kwestią czasu. I takim kozłem okazał się naród żydowski. Nie wiem skąd wzięła się taka nienawiść. Myślę, że podłoże stanowiła tu religia i obraz Żydów jako morderców Chrystusa. Żydzi jako rasa niższa i gorsza zostali skazani na zagładę. Moja matka aż do śmierci w 1981 roku doskonale pamiętała krzywdę, jaką jej wyrządzono, ale nie było w niej goryczy i żalu. Dwie jej najlepsze przyjaciółki były rodowitymi Niemkami, a jedną z nich Anitę (obecnie 92 letnią) nazywaliśmy od zawsze ciocią. Ciocia Anita podobnie jak moja matka mieszkała w Strehlen i była zatrudniona na kolei. Była jedną z niewielu osób, które odwiedzały nas w domu, mimo, że groziła jej za to utrata pracy. Wycierpieliśmy wiele od Niemców, ale nie ma we mnie goryczy, żalu i nienawiści do nich.
Nasza rodzina wyemigrowała do Gwatemali. Mieszkaliśmy tam 10 lat. Mój ojciec miał tam małą cegielnię. Nigdy, przebywając w tym obcym kraju nie doświadczyliśmy antysemityzmu. W Gwatemali społeczność żydowska była dość liczna. Liczyła około 3 – 4 tysięcy członków, z czego ok. 100 to byli uchodźcy. Zdecydowaliśmy się na Gwatemalę, ponieważ nie mieliśmy żadnych krewnych w innych krajach a żaden kraj na świecie nie chciał przyjąć ubogich Żydów. Serdeczne powitanie było tylko dla Żydów, katórzy przywozili ze sobą pieniądze. Przed nimi świat stał otworem.(...)


Oryginalny tytuł: STREHLEN "Erinnerungen an eine schlesische Kleinstadt und ihre judischen burger " - Fritz Moses

2017/01/26

Ośno/Krausenau - Wiązów/Wansen

Ośno/Krausenau, 26.01.2017 r.

Czeka mnie przerwa w fotografowaniu, bo kilka następnych dni ma być słonecznych i w miarę ciepłych, co nie wróży powodzenia ani w temacie dobrego dla mnie światła, ani poruszania się po rozmakających drogach, czyli Linia 262 też musi zaczekać. Natomiast mam nadzieję, że mikrob toczący moje górne drogi oddechowe da z kolei odetchnąć mnie i będę mógł wrócić szybko na rower. Wobec wszystkich "chceń" na ten rok (żeby nie używać słowa "planów", bo to gwarantuje niepowodzenie), to muszę dość mocno jeździć i zrzucić około 4 kg, które w kontrolowanych warunkach przybyło mi w ciągu zimy. Ale spokojnie w miesiąc się to zrobi, tylko niech da się już jeździć. Śniegu nie było wiele, jednak na zmianę topniejąc i zamarzając uczynił niebezpiecznymi nawet polne drogi, które bardziej przypominają tor dla bobslejów. 

Dzisiaj w przerwie między zleceniami udało mi się wyskoczyć w dwie lokalizacje. Powyższa to wieś Ośno na drodze DW 396 z Oławy do Strzelina. To jedna z najstarszych pamiętanych przeze mnie konstrukcji remiz, spokojnie pamiętam ją od wieku 6 lat, kiedy w połowie lat 80. jeździliśmy z rodzicami do Strzelina oglądać meble w lepiej zaopatrzonym sklepie meblowym. Zdjęcie chciałem zrobić od kilku lat, ale nigdy nie było okazji. 

Wiązów/Wansen, wersja 1, 26.01.2017 r.

Mało które miejsce mijam tak często rowerem, jak Wiązów - chyba tylko furtkę własnego domu. DO tego miasto to jest wybitnie ładne, o ile ma się na tyle sprawną wyobraźnię, żeby to sobie zwizualizować, ponieważ jest strasznie zaniedbane. Zresztą wylałem już sporo żalu w kierunku dewastacji tego miejsca już kilka lat temu i wciąż nie jest ani lepiej temu miejscu, ani mnie. 

Wiązów/Wansen, wersja 2, 26.01.2017 r.

Zrobiłem dwa kadry, bo ujęcie frontalne bardziej mi pasuje i mojej "symetrycznej estetyce" (żart), niemniej sama remiza była chyba rozbudowywana na przestrzeli lat i z pierwotnej wersji została drewniana wieża. Identycznej konstrukcje rozsiane są bliżej Strzelina, gdzie pewnie niebawem podjadę je zlokalizować. Niestety nie znalazłem w mojej skarbnicy wiedzy (czyli portal dolny-slask.org.pl) zdjęć remizy sprzed 1945 roku.

2017/01/25

Owczary/Tempelfeld - Niemil/Niehmen - Osiek/Hennersdorf

Owczary/Tempelfeld, 25.01.2017 r.

W maju 2008 roku przyjechał do mnie Paweł Olejniczak, z którym trochę się powoziliśmy po gminie moją starą Toyotą Cariną E kombi w dizlu. Podczas tych kilku dni zrobiliśmy sporo zdjęć, między innymi udało się się zrobić kilka portretów do cyklu Autobiografia, w tym jedno z moich ulubionych - Pani Stanisławy. Niestety nie zrobiliśmy w tym czasie jednego zdjęcia powyższej remizy w Owczarach, na ścianie której był namalowany strażacki wóz bojowy, podobny do tych, jakie widuje się na lotniskach. Albo to już tylko moja imaginacja, bo dzisiaj pozostała tam tylko bezkształtna plama po złuszczonej farbie. Fajne natomiast jest to, o czym pisałem poprzednio - wielofunkcyjność remiz. Tutaj jeden z budynków (poza główną bryłą) zaadoptowano na lokal Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych.

Niemil/Niehmen, 25.01.2017 r.

Osiek/Hennersdorf, 25.01.2017 r.

Owczary mają piękną zabudowę i warto tam zjechać z krajówki DK 39, do której wieś jest jakby przyklejona. Remiza z Niemila jest "tylko" remizą i takąż funkcję musiała pełnić jeszcze przed 1945 rokiem i sama wieś jest pięknie położona przy niewielkiej rzece Gnojnej. Z kolei w Osieku remizę prawdopodobnie dobudowano do pawilonu świetlicy. 

Myślałem, że wszystkie takie foty będę tłukł obiektywem 35/1,4, ale okazało się, że lepsze rezultaty daje Irix 15/2,4 i późniejsze kadrowanie. W sumie to taki swoisty "post-shift" polegający tylko na zmianie proporcji boków i wyrzuceniu "paska" z dołu. Szczęśliwie jest to idealnie zgrane z liniami podziału wyświetlanymi przez korpus Nikona. Pisałem wczoraj do Martina Gorczakowskiego, że w końcu mam tę przyjemność pracy z aparatem nie-na-film (żeby nie pisać: "cyfrowym"), jaką miałem kiedyś z pracą na wielkim czy średnim formacie. Pozornie jest łatwiej, bo nawet jeśli konieczne są późniejsze korekty geometrii (a nie są lub są delikatne), to znacznie trudniej jest ustawić poprawnie kadr, choć brak wielkiej matówki nie jest uciążliwy, bo można dowolny fragment obrazu powiększyć. Natomiast jatka jest z poziomowaniem i wyśrodkowywaniem wg linii środek obiektu - oś optyczna obiektywu. Do tego przy tak szerokim kącie drobne błędy w poziomowaniu dają karykaturalne efekty, na których mi absolutnie nie zależy. Dlatego wczoraj z kilkoma budowlanymi poziomicami kalibrowałem tę wbudowaną w głowicę, której używam i całe szczęście, że jest to potężna, stara 029 od Manfrotto.
* * *

Uśmiałem się do łez w niedzielę w czasie prowadzonych warsztatów. Takimi z ludźmi. Testowo zrobiłem jedno zdjęcie i wrzucając je na laptopa wyciągnąłem kartę z aparatu - Compact Flash. Ekipa zrobiła taaaaaakie oczy, że znaki zapytania posypały się z nich szeroką rzeką. Nie wiedzieli, co to CF :) To tak, jakby nie wiedzieć, co to był telewizor Saturn albo saturator :)

2017/01/24

Siecieborowice/Sitzmannsdorf

Siecieborowice/Sitzmannsdorf 24.01.2017 r.

To tak poniekąd przy okazji, a właściwie dwóch. Pierwsza okazja to to, że od siedmiu lat chodzi mi po głowie fotografowanie remiz strażackich. Nie chodzi tylko o banalną sprawę "kolejnego obiektu, który można wyfotografować w bezstylowej konwencji". Remizy są podobne do ogródków działkowych, które dla mieszkańców blokowisk często bywają namiastką przydomowego ogrodu, w którym spełniają swoje chcenia ograniczone do 3 arów powierzchni, na której swoje miejsce muszą mieć warzywa (te prawdziwe) i trawa (ta prawdziwsza). W domu raczej nikt nie trzyma gipsowych bocianów, a na działce można. W mieszkaniu może być problem z przestrzenią, a na działce można mieć hamak rozciągnięty między dwiema jabłoniami i tylko trawę, której jedynym celem jest być koszoną w kwadrans raz w tygodniu. Remizy często bywają takimi działkami, ale dla większej społeczności. Jedne są maleńkie, inne zbudowane za unijne żetony z wielkim rozmachem. Te małe bywają ultra proste, budowane jakby spontanicznie i "na czuja": ma być garaż dla wozu i wieża z antenką. Ale często remiza łączy się funkcją z tańcbudą dla danej wsi i wtedy zaczyna się dramatyczne przedstawienie walki funkcji z... nie-funkcją.

A po drugie - w niedzielę prowadziłem warsztaty dla kilku osób i - w wielkim skrócie - każdy uczestnik ma w ciągu dwóch miesięcy zbudować zestaw prostych fotografii. No i żeby "dzieci" nie czuły się sprawdzane, ja też robię zestaw. A co. Każdy powód jest dobry.

Dzisiejsza fota musiała być trzaśnięta z bardzo bliska. Dalej nie mam shifta i póki co nie zanosi się, że mieć będę, bo nikt nie chce wyprodukować nic, co spełniałoby moje oczekiwania w zakresie ogniskowych, które wg mnie są użyteczne (pi-razy-drzwi 24 mm). Zapiąłem więc Irixa, obraz ściąłem z dołu do proporcji 5:4 (z natywnych 3:2) i pomimo wyrzucenia części informacji widzę, że plik spokojnie nadaje się na wydruk około 70 cm po dłuższym boku. Genialny obiektyw. Nie wiem jak ma się przy małych odległościach i nie interesują mnie one, bo nie widzę potrzeby używania 15 mm ogniskowej do robienia reprodukcji, ale do architektury czy ogólnie landszaftów to szkło jest genialne.

2017/01/17

Drzemlikowice/Dremling

Drzemlikowice/Dremling, 17.01.2017 r.

Drzemlikowice - jedna z trzech wiosek należących do tzw. Trójwsi. Jestem tu dwa do czterech razy dziennie. I za każdy razem mijam te słupy bramowe i za każdym razem rzucam na nie okiem. Nie mam pojęcia, co to było. Pod zwięczeniami widnieje data 1939, więc trochę późno na Denkmal. Z drugiej strony wciąż nie udało mi się namierzyć cmentarza, ale skwer vis-a-vis szkoły nie wydaje się być dobrym miejscem na cmentarz dużej wsi. Pałac też nie. Raczej nie. Skwer jest otoczony drzewami, mniej więcej tek samej wielkości. Teraz na nim stoi kilka "bloków" wybudowanych już w "naszych czasach", dla pracowników PGR-u.

I plus - mogłem w końcu zrobić zdjęcie, bo mam Irixa, do którego przekonałem niedawno Wojtka Wilczyka :) Zwykle nie rozpisuję/nie rozgaduję się specjalnie o sprzęcie, jednak to szkło to jest rzeź. Przynajmniej przy większych (+3 metry) odległościach. Ostrość na matrycy 36 mpix powala.

2017/01/16

Weekend Power

Most Mieszczański, Wrocław, 14.01.2017 r. 

Remiza, elektrownia Czechnica, Siechnice, 15.01.2017 r.

Na rozgrzewkę mózgu po zimnym weekendzie napiszę post. Prace nad cyklem Linia 262 chwilowo musiałem wstrzymać, bo aura zwariowała i albo nie jestem w stanie dojechać na lokacje, a kiedy pogoda na chwile odpuszcza, to z kolei zasypuje mnie grad pilnych zleceń. 

W sobotę z moimi synami jeździliśmy sobie bez celu tramwajami po Wrocławiu i cały czas gdzieś w oddali było widać "dym" z elektrociepłowni w centrum miasta. Uwielbiam ten widok i do tego bulwar nad Odrą zaczyna robić wrażenie (równoległy do ulicy Kurkowej). Pewnie ma jakąś nazwę, jednak lekko się boję jej doszukać, żeby się nie okazało, że to kolejna "Mała Toskania", albo "Piastowski Mędłów". Od lat lubiłem to miejsce i nie wiem po co, ale chyba przejadę sie tam z poważniejszą kamerą, choć - ku mojemu zaskoczeniu - zdjęcie zrobione telefonem i skorygowane w Instagramie przy wielkości obrazka 3500x3500 px ma świetną dynamikę i szczegółowość. To dość zabawne. 

Drugi kadr powstał w niedzielę - pojechaliśmy z kumplami pojeździć w śniegu na wycieczkę wokół Elektrowni Czechnica w Siechnicach. Ten obiekt, w całości, jest jak magnes. Tym razem trafiła mi się druga z remiz w tej wsi, która znajduje się bezpośrednio na terenie elektrowni. Ogrom ciekawych rzeczy znajduje się też w lasach na północ - w lesie pełnym kanałów, mostów i odrzańskich starorzeczy. Do tego linia kolejowa, która była świadkiem tragicznego marszu śmierci podczas ewakuacji AL Fuenfteichen na początku 1945 roku. 

Remizy w różnej postaci trochę mnie przyciągają i od wielu lat próbowałem jakoś temat ugryźć, jednak nigdy nie nabrało to rozmachu. Teraz widzę ich więcej dzięki poruszaniu się rowerem i często ich formy są tak dziwne, że mam pewne obawy, czy nie zacznę równolegle fotografować i ich. Nie - nie mam pojęcia, po co. Tak samo jak nie mam pojęcia, po co pić kawę. Kawę się pije, bo się to lubi. Chyba.

2016/12/09

Linia 262 - Polwica po raz pierwszy


Miałem rano chwilę czasu między ratowaniem życia przybłąkanego kota, a pierwszą z trzech dzisiejszych sesji, więc po drodze pojechałem do Polwicy (Polwitz), w której jest kilka intrygujących mnie rzeczy. Po pierwsze na internecie znalazłem informację, że teoretycznie była nitka ze stacji kolejowej wychodząca do fabryki płatków ziemniaczanych, a po wojnie - suszarni chmielu i PGR-u. Ale ponieważ miałem na sobie buty do łażenia nie po błocie, więc zostałem przy znalezieniu kadru z niewidzialną główną nitką i kapliczką.


Nitka jest pozornie niewidzialna. W mroźne poranki jezdnię przecinają pasy szronu. Widać też spękania asfaltu, ponieważ nad szyną jest on cieńszy i inaczej pracuje, niż pozostała część jezdni, wobec czego pojawiają się rożne fale, ubytki itp.

Ustawiałem sobie spokojnie kadr, powiedziałem "dzień dobry" do przejeżdżającego na rowerze mężczyzny i kątem oka zauważyłem, że szerokim, ale pewnym łukiem zatacza koło. W sumie dobrze, bo chciałem wypytać o kilka rzeczy osoby, których rozmowy słyszałem dobiegające z przystanku autobusowego. No i standardowo poszło - nie będę silić się na dokładne oddania niuansów naszej rozmowy czy specyficznej mowy (szorstka, ale szczera) - bo nie nagrywałem jej (a szkoda), ale to było mniej więcej tak:

- Co tory? Do telewizji?
- Tak, tory, ale nie do telewizji. Po prostu robię zdjęcia o tej linii.
- A to bardzo dobrze, bo to super rzecz była. Jakby to do teraz zostało to by tu ludzie korzystali.
- To co się stało, że rozebrali? - Pytam, choć wiem, ale może mamy inne źródła lub pomysły na interpretację historii.
- Pewnie tak samo, jak teraz jest, że komuś się bardziej opłaca zniszczyć, niż używać. Panie, tu super było - jak się chciało zrobić siku, to się pociąg zatrzymywał w polu i wszyscy wysiadali na siku. O tam - pokazuje w głąb, za plecami - tam były plac z burakami, a ta wiata...
- To pewnie nie ma nic wspólnego z przystankiem? - wtrąciłem.
- Nic, to po Dromexie zostało, jak budowali autostradę, to tutaj badali takie próbki (pokazuje rękami cylindryczny kształt, ale brakuje mu słowa)...
- Cementu?
- O tak, cementu, czy mosty z tego można robić. A potem jak skończyli to zrobili z tego świetlicę.
- A za nią jest chyba fragment takiego typowego kolejowego betonowego muru, prawda?
- Tak, to jeszcze po kolei jest.
- A pan to pamięta dobrze? Tę kolej?
- No pewnie, przecież ja pod "siedemdziesiątkę" jestem.
- A była tu bocznica do fabryki?
- No była, do pegieeru o tu szła - I pokazał mi a ja przestawiłem się i faktycznie dopiero pod pewnym kątem zobaczyłem charakterystyczne pęknięcia asfaltu.

Potem porozmawialiśmy jeszcze o tym, co tu było, że chmiel, że 5000 świń w chlewni, a tam dalej, w Kunach, to jest ich też sporo. I o tym, że jeden człowiek tutaj prowadzi dość kontrowersyjnymi metodami działalność rolniczą, polegającą w większości przypadków na niszczeniu wszystkiego, z czym się spotkałem ponad dziesięć lat temu i ciągle mu się udaje, bo nikt go za rękę nie złapał.

Wszyscy wiedzą.

2016/12/08

linia 262 - źródła


Wyszło przy okazji wizyty w lokalnej Izbie Muzealne w Oławskim Ratuszu, że jest człowiek, który poświęcił trochę czasu na zdobycie wiedzy na temat linii 262 i jej znaczenia dla rozwoju. Oczywiście mam już numer telefonu. Tymczasem zbieram materiały dalej, a jutro jadę rowerem obadać ślepą odnogę linii z Domaniowa na południe. Nie liczę na jakiekolwiek ślady z wyjątkiem pięciokilometrowej prostej ścieżki przez pola.

2016/12/06

linia 262 - Marszowice/Marschwitz

Marszowice, wylot linii na Polwicę, 06.12.2016 r. 

Marszowice odwiedziłem dzisiaj już kolejny raz na przestrzeni ostatnich dni i dopiero dzisiaj zrobiłem takie zdjęcia, na jakich mi zależało. Linia kolejowa 262 mijając tę wieś skręcała na południowy zachód łukiem zbliżając się do cmentarza, na którym robiłem tez zdjęcie grobowca dwóch rodzin - Eicke i Polwitz. I z tego zdjęcia wciąż nie jestem do końca zadowolony - mam je już w kilku wersjach, ale żadna z nich nie porywa - może będę musiał coś wykombinować, ale ani lekko zachodzące słońce przez chmury, ani super chmury nie robią mi tu tego klimatu, jaki gdzieś mi się widzi. Poczekam na lekki śnieg i chmury - może wtedy. 


Natomiast chciałem zrobić do cyklu zdjęcie pałacu, który kilkukrotnie "miał się remontować", jednak od lat nic się nie dzieje w tym kierunku. Przybywa tylko płotów i tabliczek "teren prywatny", więc dostęp staje się trudniejszy. Znalazłem jedno miejsce, chyba najbardziej sugestywne, bo pokazuje i sam pałac, jego stan i jednocześnie aktualne otoczenie i to, jak tu teraz jest. Gdy robiłem zdjęcia akurat podjechał młody mężczyzna ładną, czarnym BMW E60, ale nie chciał jej zostawić na widoku. A szkoda. A może nie szkoda. 

Marszowice - Pałac, 06.12.2016 r. 

Natomiast to pierwsze zdjęcie już "na gotowo" opublikowane kiedykolwiek :) Wciąż nie przestaję się zachwycać Sigmą 35/1,4 Art, jest doskonała pod każdym względem. Praca jak kiedyś - aparat na statywie, podgląd na ekranie z powiększeniem, wstępne uniesienie lustra, wyzwalanie z kabla - no i pomiar światłomierzem - to zmienia wiele i daje lepsze rezultaty. Nie wiem, czy pomaga każdemu - mnie pomaga łatwiej przejść. No i wracam ze zdjęć z 7 plikami. To też jest miłe, chociaż D810 produkuje takie pliki, że import do Lightrooma trwa wieki.

2016/11/30

Linia 262 - Młyn Jaczkowice / Jaetzdorfer Muehle A.-G.


Za plecami mam rzekę Oławę i płot. Nad rzeką powinien być most, ale zniknął. Pode mną powinno być torowisko, ale też już go nie ma. Mniej więcej w miejscu, gdzie stoję lokomotywa odczepiała wagony, które dalej były przetaczane już przy pomocy wyciągu. Resztki są - pokazano mi dwa fragmenty szyn, małe budynki operatora wyciągarki. Sfotografowałem je, ale raczej z przyzwoitości i własnej ciekawości.


Między silosem, a budynkiem młyna było miejsce rozładunku/załadunku wagonów, teraz jest tam blaszany magazyn, przed którego wejściem są dwie szyny, których z jakiegoś powodu już nie usunięto podczas prac rozbiórkowych. 


A to mój prywatny Graal. Stanąłem przed tym i myślałem, w jakim kontekście to sfotografować i ni cholery nie wymyśliłem. Potem zrobiłem tylko zdjęcie telefonem i teraz, podczas redagowania tego wpisu wpadłem na to, że przecież to jest idealny kadr. No więc czeka mnie powrót tam i spokojnie mogę odłożyć zakup Irixa jeszcze na jakiś czas :) Niemniej ta grafika mnie hipnotyzuje, a jest... oszukana! Kiedy przed tygodniem spotkałem się z dyrektorem młyna pokazał mi miejsce, w którym zastosowano ciekawy zabieg, z którym nie spotkałem się wcześniej - otóż w połowie grafiki widać rozjaśnienie - jest złożona z dwóch części. Młyn z silosem został sfotografowany z dwóch stron, w idealnej perspektywie, a potem złożony razem w całość. W ten sposób jednocześnie pokazuje całość, ale trochę podkoloryzowaną. Na przykład ze zdjęcia wynika, że pociąg przejeżdżał budynki "na wylot" i mógł jechać dalej, co nie miało nigdy miejsca.


Sama grafika znalazła się na opakowaniu produkowanej w młynie mąki. Akurat mam nadpoczętą paczkę. 

Trochę martwiłem się brakiem obiektywu typu shift w kilku miejscach, ale z drugiej strony nie czułem na razie jego braku. Aż do dzisiaj. Ponieważ aparat jest jeszcze kompletnie zimny, a ja jestem zasypany pracą, więc jeszcze nie zrzuciłem RAWów, natomiast z tego, co próbowałem do tej pory, to naprawdę lepszą jakość uzyskam "prostując" obrazy w postprodukcji, niż używając marnych shiftów Nikona czy taniego Samyanga. Schneidera pominę, bo jestem bardzo przywiązany do swoich nerek.

2016/11/29

linia 262 - zbyt słonecznie na zdjęcia, ale dość zimno na rower


Dzisiaj w końcu był mocniejszy mróz, dzięki czemu rozmiękczone drogi stały się lepsze do jazdy. Słońce trochę za mocne na zdjęcia, więc postanowiłem zbadać kilka bliskich lokalizacji na rowerze. Interesowała mnie wieś Polwica (Polwitz), w której znajdowała się fabryka płatków ziemniaczanych, kolejnego zakładu przemysłowego na drodze "kolei buraczanej" - linii 262.


Po ostatnim opisanym fragmencie, linia kolejowa była doprowadzona do wsi Marszowice (Marschwitz), gdzie miał być przystanek niedaleko cmentarza, na którego niemieckiej części pozostała rotunda, bo epitafia z muru oczywiście zniknęły - "miejsce spoczynku rodzin Eicke i Polwitz".




Po wyjechaniu z Marszowic pociąg bez żadnych zakrętów docierał do Polwicy, która znajduje się w połowie drogi do Domaniowa - jednej z największych wsi tamtego i obecnego okresu. Pokręciłem się tu i kilka śladów znalazłem jeszcze. Charakterystyczne ogrodzenie kolejowe, ale raczej nie "poniemieckie".


Plus zmrożone ślady szyn pod asfaltem, na prawo to chyba właśnie jest część ogrodzenia dawnej fabryki płatków ziemniaczanych...


...które z w czasach komunistycznych były oddane ręce PGR. W latach 90. ubiegłego wieku produkowano tu wędliny, a obecnie produkuje się tu nic.


Ponieważ na mrozie w lekkim ubraniu strefa komfortu termicznego trwa około półtorej godziny, więc zawróciłem do domu lekko okrężną drogą przez wieś Brzezimierz nieopodal zjazdu z autostrady A4 na jej 178 kilometrze. Wieś wyróżnia się pięknym gotyckim kościołem. Na jego tyłach znajdował się cmentarz, niestety (jak zwykle) zniszczony. Kilka fragmentów pomników przy tylnej furtce, reszta stała się budulcem ogrodzenia. To jest coś, co mnie autentycznie boli. Przejąć niemieckie kościoły - spoko, bez problemu, ale oddać zmarłym należną im cześć - ni chuja. Jaki był problem, żeby choć epitafia umieścić napisami na zewnątrz? No tak, kilka wsi dalej w Brożcu pewien proboszcz (też lata 90. ubiegłego wieku) nakazał rozbiórkę nagrobków i ułożenie z nich chodnika.



Tymczasem u mnie pod domem trwa dramat komunikacyjny. Oława jest sparaliżowana remontem wiaduktu na DK 94. Cały ruch samochodowy z południowej strony i wschód - zachód puszczono przez moja małą wieś, bez chodników. Do tego we wsi jest jeden most, który właśnie zburzono, a obok most tymczasowy jest wąski i obowiązuje ruch wahadłowy.

Przynajmniej coś się dzieje.

2016/11/25

Linia 262 - Wzgórze Gajowe

Gaj Oławski, 25.11.2016 r.

Bliskość lokalizacji ma swoje plusy - szybko wpakowałem się w obrastającą w mech Borę i z piszczącym sygnałem, że zbiornik paliwa jest niemalże pusty pogoniłem na górkę. Te dwa morenowe wzniesienia rozdzielone były nitką "kolei buraczanej", bo takim przydomkiem nazwali to jeszcze sami Niemcy. Udało mi się zrobić kilka kadrów, niestety zrobiła się "lampa" i trzeba było się zwijać, choć z lekką radością, bo jak nie ma pogody na zdjęcia, to można iść na rower. 

Na górce obecnie budowane jest coś, co jeszcze nie ma nazwy, ale na tę chwilę roboczo nazwę to "ośrodkiem badań odzyskiwalnych źródeł energii". Co chwila widać wystające z ziemi grube przewody, co ma pewnie związek z tym, że niebawem wzgórze zostanie całkowicie pokryte ogniwami fotowoltaicznymi. Często jeżdżę tędy rowerem (bo to jedyne górki pod domem, na których można sobie lekko podnieść puls) i mam nadzieję, że szutry łączące wiatraki nie zostaną odcięte panelowym ogrodzeniem od ogólnego dostępu.

Gdzieś tutaj był też przystanek kolejowy, jednak nie będzie on do namierzenia. Natomiast kawałek dalej Linia 262 była bohaterem pierwszego odcinka pewnego kultowego, polskiego serialu. Ale o tym we właściwym czasie.


2016/11/24

Linia 262 - na szybko z młyna

Młyn Jaczkowice (podgląd), 24.11.2016 r.

Na szybko wpadłem do młyna w Jaczkowicach zapytać o zgodę na zrobienie kilku zdjęć w najbliższym czasie i udało się. Nie dzisiaj, bo właśnie robi się masakryczna mgła, ale jutro przejdę się tam z poważniejszą kamerą, niż Nikon Coolpix A (który jest bardzo poważny jak na swoje małe gabaryty i pracuję nim przy tematach realizowanych dla Szosy. 

Młyn był pierwszą poważną stacją na linii 262 po tym, jak pociąg opuszczał mały dworzec w Oławie. Zachował się nasyp kolejowy, budynki wyciągarki do wagonów i kilka metrów szyn. Torowisko prowadzące do rampy zostało rozebrane i bliznę po nim stanowi inny wzór ułożenia granitowej kostki, niż na pozostałej części placu. Na szybko tylko zrobiłem jedno zdjęcie, natomiast istną skarbnicą pamiątek jest budynek biurowy z wywieszonymi w ramkach pamiątkami, z pokaźnych rozmiarów grafiką przedstawiającą młyn(y) w nieco "przereklamowany" sposób, ale o tym napiszę, gdy opublikuję zdjęcia. W każdym razie wracałem z młyna mocno ucieszony. 

2016/11/23

Linia 262 kolejny dzień

Ślady szyn przejazdu kolejowego między wsiami Godzinowice i Niwnik. 23.11.2016 r.

Rano pojechałem odwieźć młodszego syna do przedszkola kilka wsi na południe i wracałem do domu jak najszybciej po aparat - byłem przekonany, że dzisiejszy dzień będzie też zbyt słoneczny (jak wczorajszy), a tu taka miła niespodzianka - chmury strasznie wysoko, dzięki którym spokojnie mogę robić swoje bezstylowe kadry. Przynajmniej dokumentację zrobiłem "w stylu" całkiem "bezstylowego" Wojtka Wilczyka ;)

Natomiast zupełnie na poważnie - przez specyficzną aurę dzisiaj jest jeden z tych dni, kiedy ujawniają się w dwóch mięjscach (lub więcej, póki co znam tylko dwa) ślady szyn po linii 262. Lepiej - mój tato był przekonany, że linia była normalnotorowa, a jak widać poniżej była to wąskotorowa, o czym świadczą teksty w internecie. Przyzwyczaiłem się, że często teksty, szczególnie tłumaczone lub pisane przez fascynatów mają pewne niedociągnięcia (na przykład, kiedy rok temu z kolegami pojechaliśmy rowerami na wycieczkę śladem linii 262). Do młyna ciągle nie dotarłem, ale w końcu mi się uda.

Na wzgórzu, na którym obecnie stoją cztery niewielkie wiatraki i dwa gigantyczne (oś piasty wirnika 115 m nad poziomem gruntu, wirnik ponad 60 m rozpiętości) - w czasach niemieckich "Wzgórze Gajowe) było miejscem, w którym stał wiatrak, tylko mielił ziarno na mąkę, a nie wiatr na kilowaty.

Widok na wieś Niwnik i zjazd z polnego przejazdu kolejowego na linii 262. 23.11.2016 r.

Granice między polami wyznaczone linią nasypu - w większości nasyp stanowi polną drogę dojazdową. Godzinowice, 23.11.2016 r.

Słońce dość szybko się wyklarowało i teoretycznie jeszcze można fotografować, ale już nie jest tak atrakcyjnie. Postaram się w najbliższych dniach rozszerzyć spektrum, bo sama linia 262 jest tylko (aż) kręgosłupem projektu, natomiast strasznie ważne wydają mi się "odnogi", które z niego wyrastają. Najtrudniej jest z mostami, których nie ma. Jest jeden, ale tam dojadę tylko rowerem, a to trochę ciężkie, kiedy trzeba mieć ze sobą 10 kg sprzętu :-)

Na ostatniej lokalizacji towarzyszyły mi sarny - nie widać ich tu, ale w kadrze się znalazły (i nie uciekały na widok człowieka niosącego na ramieniu rozłożony statyw - fest dziwne). Podobnie jak kilka razy auta, na które specjalnie czekałem. Potem podejmę decyzję, który rodzaj wybiorę.

2016/11/15

Pierwszy dzień zdjęć

 


W niedzielny poranek miało być idealnie - czyli unosząca się mgła i prześwitujące przez nią słońce. Nie było, przez co z kilku lokalizacji zdjęcia nie wyszły jakoś dobrze. Ale to bardzo dobrze, bo dzięki temu przygoda z tej krótkiej linii szybko się nie skończy. 

Sama linia 262 to tylko ideowy kręgosłup całego działania. 

Dzisiaj (wtorek - dwa dni po zdjęciach) dopiero zrzuciłem materiał na komputer i przyjrzałem się zarejestrowanym obrazom. Pierwsze, co rzuca się w oczy to ostrość nowej Sigmy 35/1.4 Art. Z jednej strony to rzeź, ale z drugiej - trzeba było czekać piętnaście lat, żeby ktoś w końcu wyprodukował poprawne obiektywy w dobrej cenie? Na spód korpusu D810 staram się nie patrzeć, więc nie myślę o tym, że profesjonalny korpus pierwszy raz w historii Nikona wyprodukowano nie w Japonii. To tak niegrzeczne jak pierdnięcie na wystawnym obiedzie - no więc jak już się zdarzy, to trzeba udawać, że nic się nie stało. 

Dzisiaj też wstąpiłem do oławskiej Biblioteki Publicznej, przy której istnieje izba muzealna z Działem Dokumentacji Życia Społecznego. A tam dwie przesympatyczne osoby pokazały mi wielki regał Heimatblatt für die Kreise Strehlen, Ohlau. Pierwszy rzut oka na indeks wywołał u mnie szeroki uśmiech i w sumie troskę - bo ile trzeba będzie tego czytać i tłumaczyć...
Ale to dobrze. Będzie co robić. Znalazły się też oryginalne bilety i masa materiału zaczepnego. Cudnie.

Jutro planuję odwiedzimy w młynie, który był jednym z poważniejszych beneficjentów tej linii kolejowej, a ktęrego silosy zbożowe widzę nawet teraz, w nocy, z okna mojej pracowni.

Źródło: http://mlynjaczkowice.pl/o-nas/#historia 

Oczywiście obecnie na młyn składa się mniej niż połowa budynków, ale podobno w młynie znajduje się sporych rozmiarów grafika, której reprodukcja widnieje powyżej. Bardzo na to liczę.

Tymczasem w przerwie między Moderatem, a Moderatem:

2016/11/10

Linia 262 - krystalizacja




Prawdopodobnie pierwszą stacją kolei buraczanej po opuszczeniu Kleinbahnhof Ohlau był przystanek w Jaetzdorf. Gdyby istniał, widziałbym go z domu, tak jak teraz patrzę sobie na narastający dramat komunikacyjny we wsi Jaczkowice (czyli Jaetzdorf do 1945 roku) spowodowany wyburzaniem mostu na rzece Olawie (Ohlau). Most linii kolejowej 262 zniknął ponad 20 lat temu i nikt tego nie pamięta. Dokładniej były dwa mosty, a tuż za wyburzanym właśnie mostem drogowym był przejazd kolejowy na drodze DW 346 (która zaczyna się chwilkę dalej - w Godzikowicach, a kończy 70 km stąd - w Środzie Śląskiej, po drodze stanowiąc w pięciu wsiach ulicę Oławską).

Jutro zaczynam zdjęcia - dzień wolny od pracy będzie idealny na te bardziej ruchliwe lokalizacje.

2016/11/07

cztery godziny w Bratysławie



Więcej niż cztery, ale i tak dość skromnie jak na plany przyjazdu na Miesiąc Fotografii od chyba piętnastu lat. Tym razem trafił się powód - choć to trudne do policzenia, ale kilka moich prac zawisło na wystawie Future Past, którą przygotowała Stepanka Stein i Tomasz Pospech w ramach Off-Festivalu. Dwie ramy - o tak prościej - w jednej ul. Oławska z Borka Strzelińskiego (80x60 cm), w drugiej zestaw miniatur wszystkich osiemnastu ulic i skromna eksplikacja. Przyjechałem późnym popołudniem, musiałem wyjechać następnego dnia przed południem. Za mało czasu jak zwykle, więc żeby nie zrobić sobie krzywdy nagłą zbyt dużą ilością fotografii po krótkiej przerwie poszliśmy w skromnym, ale dobrym towarzystwie na piwo (też niewiele, bo na tym polu także mam tyły).

Obudziłem się dużo za wcześnie w pokoju Tom Cruise (tak, w tym hotelu pokoje zamiast numerów mają imiona gwiazd Hollywoodu). Ponieważ pojedyncze łóżko całe dla mnie i brak konieczności zerwania się na równe nogi, żeby zrobić serię śniadań - postanowiłem ucieszyć się tą zbyt wczesną pobudką i celebrować ją tak, jak zwykle nie mam okazji - robiąc nic. I było super.

Przed śniadaniem w hotelowej kawiarni zdążyłem zrobić wszystkie poranne czynności, na które w mojej codzienności mam cztery minuty - tu miałem godzinę. To komfortowe, bo nie potrzebuję SPA, tylko trzech kwadransów dla siebie, żeby spokojnie zwolnić.


Tak jak kiedyś - chyba tutaj na blogu - wylewałem gorzkie żale, że brakuje mi podróży, tak w tym roku mam ich opór. Rozrzut jest spory pod każdym względem. I to jest super.

Wbrew temu, co niedawno słyszałem na mój temat (że przestałem fotografować), to nie jest porzucenie, tylko naturalna przerwa. Fotografuję niemal non stop i strasznie mnie to cieszy, ale bardziej aparatem jest rower, niż trzymane w ręku urządzenie do rejestracji obrazu. Rower jest kontekstem. A ja zbierałem w głowie rzeczy i niebawem zaczynam pracę nad nowym cyklem, który już bardziej wprost będzie przedstawieniem mojej nieco obsesyjnej tęsknoty za utraconą historią regionu, w którym mieszkam.

Tymczasem w Bratysławie polazłem na spacer po Starym Mieście. Uzbrojony w chusteczki higieniczne (bo katar), ciepłe ciuchy (bo zimno) i aparat (bo taka moja natura).























Poza samym Starym Miastem urzekła mnie kładka dla pieszych i tramwajów nad Dunajem.





















Chodziłem po mieście i strasznie mi się podobało to, że nic o nim nie wiem, co nie jest czymś naturalnym przy mojej osobowości. Trzy tygodnie wcześniej byłem w Leuven w Belgii i zrobiłem takie rozpoznanie, że spokojnie mogłem być przewodnikiem. I tak jest zawsze niemal i już mnie to natręctwo chęci "widzenia co to jest, co zaraz zobaczę" irytowało. Uwielbiam dać się zaskoczyć samemu sobie. Do Bratysławy wrócę, ale to, co mnie kompletnie zauroczyło (a czego zdjęć nie mam), to widoki za Brnem w kierunku Bratysławy - widoki na winnice i miasta na niewysokich wzgórzach.