2010/07/19


bar rybny na placu 1 maja (obecnie inaczej się nazywa plac). Dorsz atlantycki, frytki i kapusta kiszona + Piast 0.33l = 18 zeta. I uśmiech obsługi. Taki szczery, nie jak w sieciówach, i nie szyderczy jak mlecznych.


Remont.


Agent Smith. Nawet program może posiwieć przez 11 lat.

Dziękuję


Dostałem kartkę: Najserdeczniejsze pozdrowienia z piastowskiego Sopotu dla drogiego Kolegi wraz z Małżonką i Progeniturą przesyłają (podpisani). P.S. Kończę pisać bo upał jak chuj.







Zmiana trasy/Przebrała się miarka/Tramwajowy biznesmen

2010/07/18

2010/07/16

nie wszystko się rejestruje, co nie znaczy, że tego nie ma



Stojąc w blisko czterdziestostopniowym upale na przsyatnku na Legnickiej zauważyłem starszego pana z koszulką z godłem państwowym i sakiewką na pasku z napisem "Fanatic". Chwilę wcześniej przeczytałem na portalu wypowiedź polityka Jarosława K., który argumentem wiary atakuje politycznie niedawnego oponenta w wyborach.

Kolegi dzisiaj powiedział, że Jarek reprezentował wszystkich tych, którym sie w życiu nie udało, a Bronek wszystkich tych, którym w życiu jakoś wyszło. Ja zapytałem, że to kto tak naprawdę jest dla nas? Kolega odpowiedział, że lewica. Ale lewicy nie prawie nie ma. Mama mnie ostrzegała, żebym nie był marginesem.

Byłem dzisiaj u kolegi. Nawet w starej kamienicy na Krzykach nie można liczyć na odrobinę chłodu. Piwo nie cieszy, tylko męczy. Ale nie ma lepszej dzielnicy we Wrocławiu.

Martin, paczka doszła, dziękuję Ci bardzo. To bardzo miły gest.

2010/07/15

Elewator.


Fot. Kuba Ceran

Już dawno miałem wrzucić. Pierwszy strzał Kuby Ce ever na jego kompletnie (wtedy) nowej kamerze. Okolica mego domu jest wdzięczna do testów. Jest architektura, jest sklep i dość cicho. I ludzie mało interesowni. Tu link potwierdzający zdarzenie zdarzenia.

Co zauważylem kilka godzin po dodaniu posta, to 444 post na tym blogu. Stachursky by się ucieszył.

2010/07/14

nie jestem manipulatorem



Dzisiaj upał był. Pociąg rozgrzany na postoju wjechał na peron i dał swobodnie w swoim piekielnym wnętrzu zająć dogodne miejsce, ratujące przed słoneczną ekspozycją. Ruszył o czasie, po 8 minutach jazdy stanął, stał 3 minuty i zawrócił na stację Wrocław Główny. Tam dezorientacja, nikt nic nie mówi, ludzie w pośpiechu i upale szukają jakiegokowleik pociągu, na pernie mundurowi kolejowi robią wielkie oczy. Pociąg zdechł. To pewne. Szukać inengo. Pani zapowiada, że opóźniony pociąg do Kedzierzyna podstawia się. Jaki opóźniony? Chyba zawrócony. Wsiadlem do jednego, ale to nie ten. Tabun pasażerów leci do innego. Za nimi.

Wysiadam w Oławie 40 minut po planowanym dotarciu. Upał jak cholera. Ja się mało pocę, a byłem mokry pomimo dogodnego miejsca, nie narażony na słoneczną zemstę lata. Na tablicy godzina mnie przybiła. I jak tu pociągi mają się nie zderzać?

To dlatego, że niedawno wyłączyli statnią pracującą Odrę, która od włączenia pracowała przez 34 lata bez zwiechy. Być może teraz będę się bać bardziej podróży pociągiem, niż lotu samolotem, którego nawet nie dopuszczam do swojej - bujnej - fantazji.

Wasz dziennik



Rano chodzę sobie piechotą ode mnie ze wsi na dworzec kolejowy. Przechodzę przez tereny działkowe, na które przed upałem ciągną działkowicze. Na swoich starych rowerach, ze skrzypiącymi łańcuchami i sprężynami pod siodełkiem walczą z wysypanymi na drodze resztkami gruzu, który wielkodusznie wysypał ktoś, kto zasłaniając się altruizmem pozbywa się kosztownych odpadów.

To dziwne, że nie ma jeszcze połowy lipca, a pola już w części skoszone i zaorane.

To dziwne, że starszy pan, czytelnik gazety odwołującej się do patriotycznych wartości, wiary i modelowej rodziny, nosi damski zegarek. Ciekawe, czy był za wywaleniem Tinkiłynkiego z polskich telewizorów za damską torebkę?

2010/07/13

ochłodzenie



Dzisiaj temperatura osiągnęła szczyt niemożności funkcjonowania.

Moi nowi sąsiedzi to troglodyci. Przeprowadzili się na wieś, swój nowy dom oblepili wszelkiej maści kafelkami i "różnoseledynowym" tynkiem strukturalnym. Gdyby mogli, to pewnie oblepili by tynk talerzami. Do tego wokół domu rozmieścili takie małe piszczące urządzenia mające odganiać gryzonie, których tu i tak nie ma, a te urządzenia są przeznaczone do pomieszczeń zamkniętych. Piszczą całą noc a ja nie mam ich jak za to ukarać, bo pewnie nie ma paragrafu o piszczałkach przydomowych. A pan sąsiad kupił kosiarkę taką niby traktor na jego całe 60 metrów trawnika i wpadł na pomysł, że jak już Synek mój usnął, to on sobie sprawdzi o 23.00 czy aby silnik działa. Takie dziady, że głowa boli. Ale w niedzielę, pod rękę... żałosne.

W nocy mają być burze i gradobicie.

Dodam, że jest 22.10, a oni teraz jeszcze hałasując napierdalają klej na szopę, bo żyć by nie mogli bez szopy z płyty OSB. A pani się chwali, że mają za duży dom, bo piętro puste stoi. Ja pierdolę.

2010/07/12

symbolika trapezowej blachy


Wpisz na bardzo szybko, bardzo rano. Mam bardzo mało czasu bo dzisiaj muszę skończyć pisanie pracy dyplomowej. Przez to rano rano wsiadłem na rower i pojechałem do apteki uzupełnić zapasy tabletek na alergię, która dokucza wyjątkowo w tym roku wraz z upałem. Upał już był 0 7.30. Jak jechałem, to chyba słyszałem taki kleisty dźwięk spod opony na styku z asfaltem. A praca idzie chyba w dobrym kierunku. Napewno okazało się, że historia polskiej fotografii jest uboższa o dwa nazwiska, które są kompletnie pomijane przez teoretyków, panowie Jurecki i Mazur wolą toczyć wojny na temat fotografii Wilczyka, który akurat jest na tyle silny intelektualnie, że sam sobie bez szumu Mazurowo-Jureckiego poradzi. Zresztą jak i wielu innych wciąganych w podobne gry. Owe postacie to Kryspina Sawicz (zmarły w tym roku) i Zbigniew Staniewski. Okazało się bowiem, że mamy w latach 60-70 poprzedniego wieku takie osobowości, które były spychane na bok tylko dlatego, że robiły swoje. A to prawdziwi outsiderzy. Tylko, że nie z działań fotomedialnych i nie z salonów śmierdzących fiapowszczyzną.
Wybuduję mikropomnik pierwszemu teoretykowi, który napisze o nich więcej, niż 10 normostron A4 czystego tekstu.

A skoro dotarłem już do pomników, to właśnie jeden pomnik jest zastępowany przez kolejny. Kiedyś dawno pisałem o tym, jakie znaczenie za komuny miały dziury w murach i płotach. Dziura w murze pozwalała podglądać zakazane (czyt. "ruskie koszary"), a dziury w płocie pomagały wybudować altankę na działce lub całe domy.

Tartak w Oławie w latach 80. poprzedniego wieku wykonał ogrodzenie doskonałe. Nie miał ani szczelin, ani dziur. Przynajmniej z jednej strony, bo z drugiej był segmentowy mur z betonu, który od zawsze się sypał. Otóż ogrodzenie to było wykonane z trapezowanej niebieskiej blachy, na której do dziś dnia nie ma śladu korozji. Tartak nie istnieje od niemal dekady, a ogrodzenie go "przeżyło". Teraz na terenie potartacznym buduje się supermarket (w sensie "jest budowany"). Oczywiście konstrukcja z betonowych słupów i stalowych kratownic jest pokrywana trapezową blachą. Oczywiście niebieską. I białą.

I ciut ciut czerwonej.

2010/07/11

byłem chwilę w raju





Ale nie tylko tam. Góry Sowie - Lasocin.

Mam autentyczny żal do losu, że mieszkam na nizinie. W ogóle jestem z tych ludzi, co mają żal taki w ogóle. Nawet o to, że powtarzam czasem słowa lub zwroty takie same w jednym zdaniu. Ale to celowe tu było akurat, choć nic z tego nie wynika. Ja chcę mieszkać w górach. Mogą być Sowie. Od zaraz. Robię się aspołeczny.

2010/07/10


Upał odbiera zmysły. Czekam do wieczora, żeby móc zacząć znowu oddychać. Ciężko jest zrobić cokolwiek. Mój mały pies sam bez niczego wskoczył do rzeki, a boi się wody. Mój duży pies tak chciał do wody, że musiałem sam niemal zacząć się topić, by móc go wyciągnąć na brzeg, bo się zakrztusił wodą i nie mógł z niej wyjść. Nie można na czymkolwiek skupić wzroku, bo wtedy się nie mruga i wysychają oczy tak, że powieki nie chcą się domknąć, tylko wwijają rzęsy pod spód. Rozbawiło mnie, gdy dowiedziałem się, że moje domysły w temacie odwołania wystawy Newtona się potwierdziły. Powód ten sam, gdybym ja przy mojej wiedzy o piłce nożej chciał zorganizować w Oławie mundial. Porównianie do piłki nożnej celowe. Dziękuję za uwagę.

2010/07/08

dzisiaj jest bardzo kolorowo

Nie miałem już dzisiaj argumentu przed samym sobą, żeby nie wsiąść na rower. Czuję jak przez stres związany z dyplomem zaczynam na nowo obrastać w zbędny balast. Póki co idzie dobrze. Przed chwilą (wieczór) wrócilem do domu po małej pętli, takiej na 2 godziny ciągłej jazdy. W jej czasie kiedy nie starałem się być rowerem i maksymalizować wysiłek, miałem czas na myślenie.

Nie myślałem, że są przy moim domu jeszcze takie ładne pałace.

Myślałem, jak fajną rzeczą było robić zjęcia cienia jak Leśniak.

"chuj z wagą" - nie myśleć, tylko jechać.

Myślałem, że jest naprawdę pięknie i że te komary w oczach też czemuś służą.

Myślałem, że to niesprawiedliwe, że zawsze patrząc na południe widzę, że mam góry na wyciągnięcie ręki i widzę od Jesionków po Sowie niemal wszystko, a bywam tam tak sporadycznie i mało intensywnie. Ja bardzo chcę w góry.

synku...


O rany, Synku, gdzie my mieszkamy. Szkoda, że nie zobaczysz jak wygląda miasto bez plakatów, reklam z litrnictwem, które z liternictwem nic wspólnego nie ma. Te kolory, branding, wielość kształtów. Można się zapaść pod ziemię od rażenia tej masy wiszących śmieci. Ma to coś wspólego z hinduskimi autobusami z Naszynal Dżeografik. Rozwoj po wyzwoleniu przypomina mi regres do slumsów miast Południowej Ameryki. Wszystko może się przydać. Stąd urzędy mają na tablicach ogłoszeń wydrukowane kartki pełne Comic Sans. Stąd panie z marketingu firmy od przypraw wybrały krój z 1880 roku jako hiper nowoczesny zamiast młodszej o 80 lat Helvetici. Może to tylko 80 lat, ale ile byście dali, żeby żyć o 80 lat dłużej? Czy to dalej tylko 80 lat?

I jak tu nie być malkontentem. Synku, skąd Ty będziesz wiedział, jak wygląda Twoje miasteczko? Czy Ty też będziesz trwonić teraźniejszość w pogoni za przeszłością?

2010/07/07

cyklop znowu widzi.



Cyklop Toyo już jest gotowy do pracy. Teraz tylko skończyć dyplom i do roboty. Jeszcze ma tydzień na rekonwalescencję po transplantacji nówki oczka 135 mm.

2010/07/06

Byłem u Sławoja w Opolu

Nowość od kilku dni: chmury i deszcz. Nowość od kilku miesięcy: pociągiem w drugą stronę niż zwykle.

Nowość: nowość.

Dobre wspomnienie: piuropusz na horyncie to para unosząca się nad elektrownią, symbol dojazdu do Turawy = wakacje.

Możesz podglądać, jak schnie.

Rozmówca i jeden z bohaterów mojego dyplomu. Jak nie wiesz kto to jest, to przeproś.

Widok na plac.

Punkt zbieżny.

To jest dopiero zabawne. Rozmawialiśmy ze Sławojem o małych przyjemnościach wynikających z publikacji swoich prac, o tym, jak to dobrze, gdy dzięki twórczości możesz spotkać ludzi, którzy w jakimś stopniu czują podobnie. Szukając dla mnie kolejnych materiałów do mojej pracy trafił na pismo "Fotografia", numer z 1988 roku z obrazem Horovitza na okładce. To pierwsza gazeta fotograficzna, jaką poznałem i jaką przeczytałem chyba w 1993 roku. Ta publikacja ma dość duże znaczenie dla Sławoja, gdyż jest tam reprodukcja jego pracy (fotografia elementarna), obok Zawadzkiego i Lecha z kolekcji Jerzego Olka.

Badanie historii związanej z fotograficznym środowiskiem jeleniogorskim zaczyna mnie zaskakiwać równie mocno, jak martwi mnie zbliżający się deadline na dokończenie pracy spowodowany przetasowaniami w czeskim ustawodastwie. Ale cóż. Coś muszę sobie zostawić na pracę dyplomową przy kolejnym stopniu studiów.

skarby natury w moim ogrodzie





Wychodząc rano z domu z psami można być niemal pewnym znalezienia dobrych obiektów do opowiedzenia o tym na blogu.

Kiedyś dawno temu (około 2000 roku) znalazłem w dużej (wtedy jedynej) sieciowej księgarni album o ekskrementach. Fotograficzny album z wszelkiej (no na pewno nie każdej każdego gatunku, ale tych ciekawszych) maści gównem. białe tło, piękne światło, jak u Penn'a. Niestety nie zapamiętałem ani autora, ani tytułu, ani wydawnictwa. Bo gówno mnie to obchodzi.

2010/07/05

skąd słoń.


Trudne życie pluszowego słonia w czasie lipcowej upalnej niedzieli 2010 roku na wrocławskim rynku.

2010/07/03

ogłoszenie


Jeśli ktoś będzie w okolicach Oławy, niech patrzy uważnie pod nogi.

2010/07/01

piękna i bestia.


Kolejny wieczór nad książkami i koleny wieczór lata spędzony odwrotnie od zamierzeń i zimowych deklaracji. Najgłupsze jest nie dotrzymywanie słowa samemu sobie. Żałosne. Trzydzieści jeden lat i wciąż na studiach. Wczoraj rozmawiałem z ważnym dla mnie fotografem, ktory powiedział, że w twórczości, jeśli nie przesz do przodu, to jest to regresem. Nie ma opcji przystanku. A moje Toyo wciąż do mnie nie przyjechało, mimo że z Tokyo do Warszawy doszło w 2 dni, a z Wawy do mnie nie może w pięć. Drugą rzeczą jest to, że dzisiaj pomyślałem, że było by super pojechać pociągiem do Drezna. Szyny, ekologicznie, mniej zmęczony, bardzo szybko, nowy piękny skład, synek szczęśliwy - bo na szynach... Nic z tego. 170 zł bilet w jedną stronę. W obie strony za dwoje dorosłych 680 zł. Ale synek (bo do lat 4) ma przejazd za darmo. Znajomy używa BMW 750i, model z tego roku, 4.4 litra, V8 itd. Wyjazd na Mazury z Wrocławia i z powrotem kosztował 1000 zł za 1400 km (na dwie dorosłe osoby i dwoje dzieci). Wynik jest prosty: jak chcesz szybko i tanio jeździć na dalsze wyjazdy, kup BMW 750i. Jak jesteś mniej zamożny, wybierz opcję z silnikiem z zapłonem samoczynnym.

kierat



Wśród masy komarów, pylących traw i rozgrzanego kurzu ciężko mieć w pamięci tęsknotę za upałem i latem, która była we mnie trzy czy cztery miesiące temu. Wyidealizowany obraz lata powróci za trzy lub cztery miesiące, gdy będę przeklinać kolejne warstwy kurtek, spodni... teraz wystarczą trzy rzeczy i buty. portfel w kieszeni i aparat, którego tak nie chce mi się nosić, że go nie używam.

Niemal co dzień jadę pociągiem. Co dzień w upale podziwiam poranne przychodzenie na dworzec ludzi, pachnących, wypoczętych i pełnych energii, by późnym popołudniem ich skóra była błyszcząca od potu, podrażnione i zaczerwienione oczy, szare pięty nad podeszwami sandałów. Jak rytuał, jak mantra każdego upalnego dnia.