2011/09/09

dzisiaj byłem w Czechach








Nie zabrakło smażonego sera i wiśniowej kofoli.

2011/09/07

bohater szatersztoka




Dzisiaj znalazłem na bilbordzie gwiazdora tanich sztoków*. O tu jest jedno (link). Jedno z ogromnej masy z tym człowiekiem. I jak tu się nie dziwić, dlaczego duża kasa uciekła z małych miast? Bardzo łatwo - dekadę temu najtańsze zdjęcie z jednego z kilku sztoków kosztowało - tak dla przykładu 10 tyś zł. I było tylko jedno i z ograniczonymi prawami. Agentura z małego miasta jechała do biura promocji jakiegoś miasta i account manager mydlił urzędnikom oczy rozbudowaną prezentacją, makietami, wydrukami naklejonymi na gustowne kartoniki. Wielki szoł na zakończenie 2 tygodni przygotowań do przetargu, gdzie kreatywni (wg mojego kolego z dawnej pracy: "gdybym umiał w życiu nic, to bym został kreatywnym") mielili brief (przygotowany najczęściej na tym samym szkielecie z netu, ale musi być rozbudowany, żeby szefowie szefów wiedzieli, za co podpisują się pod premiami). Jak już go wymielili i po masie wewnętrznych spotkań wypluli zbity, zawsze ten sam i według tego samego szkieletu brief kreatywny, to graficy to mielili dalej, ale mieli tylko dwa dni i dwie noce (czemu zawsze to były weekendy?) i potem account siedział z jednym wiernym grafikiem i rzeźbili prezentacje w pałerpoincie. Niewyspany account wsiadał w auto, rozlewała mu się kawa, bo przecież nie zdążył zrobić kupy, bo tuż przed wyjazdem zepsuła się drukarka i ledwo się wszystko udało. I papier się skończył, a jeden wydruk pognieciony. Chuj z tym, jedzie na szoł. Na szoł okazywało się, że bez sensu jest kupować zdjęcia ze sztoka, lepiej zrobić sesję, bo i więcej zdjęć będzie, a model podpisze to i większe pole manewru z fotami będzie i bez widma późniejszych dopłat. I tak taki klient słyszał wyceny za kreację, potem misz masz i wychodziło pół bańki.

Teraz fota ze sztoka. Layout ze sztoka. Sztok po 200$ za miesiąc. 25 pobrań na dobę. Na aukcjach logotypy po 50 zł, za 150 zł kompletne mini systemy identyfikacji wizualnej. No i jak tu teraz żyć?

2011/09/04

687 z od piątku do dzisiaj


Wrocław, przedwczoraj.


Wrocław, przedwczoraj.


Wrocław, przedwczoraj. Takie smutne to było. Gołąb patrzy na martwego gołębia.


Siechnice, wczoraj.


Oława, wczoraj. "Nie warto ryzykować!"


Wiązów, dzisiaj. Wsiadłem rano na rower i wykręciłem 66 km, z czego 45 z bardzo niefajnym wiatrem. Było by więcej, ale po 30 km skróciłem trasę, bo już wtedy miałem dość. trasa bardzo ładna, przez kompletnie magiczny Wiązów z gwoździem programu - wieś Wawrzyszów, o tym kilka zdjęć niżej.


Wiązów, dzisiaj.


Głęboka, dzisiaj. Jedno z urokliwych miejsc wzdłuż zlikwidowanej linii kolejowej (na google mapach wciąż zaznaczonej). Poważne pagórki, zapach skoszonego siana i specyficzna woń topoli, którą można poczuć dwa razy w roku - wiosną, gdy kwitnie i jesienią - gdy zrzuca liście. Dzisiaj znalazłem już jesień.


Głęboka, dzisiaj.


Wawrzyszów, dzisiaj. cmentarz za wsią, dojazd pięknym zjazdem, masa pagórków, piękny teren.


Wawrzyszów, dzisiaj.




Wawrzyszów, dzisiaj. Pałac, obecnie szkoła.



Wawrzyszów, dzisiaj. To miejsce jest tak ciekawe ze względu na położenie i widoki na okoliczne pasma górskie, że mogło by być doskonałym punktem wypadowym z okolicznych miast. Wystarczyło by pozatykać na słupkach znaki dla rowerzystów i można poprowadzić idealne ścieżki dla amatorów niedzielnych i dla bardziej zaawansowanych rowerzystów. Nie wiem, dlaczego nikt nie próbuje.


Dzisiaj przybłąkała się do nas młoda suczka foksterriera. Ale pani się znalazła. Dziwne, że zawsze terriery się do mnie przybłąkają.


Brzeg, dzisiaj.


Brzeg, dzisiaj.


Brzeg, dzisiaj. Wyszedłem z zamkowego dziedzińca i usłyszałem hałas o sile syreny alarmowej. Szpaki odlatują. Idzie jesień.

688 z soboty











Wczoraj byłem tak zmęczony i śpiący, że nie byłem w stanie zrobić wpisu. Moja żona pewnie parsknie śmiechem, gdy to przeczyta, bo uważa, że ostatnią rzeczą, której nie dam rady nie zrobić, to zrobić wpis na blog. No cóż. Wczoraj Zbyszek przegrał pojedynek z komarami. Walka była nierówna. Byliśmy w Siechnicach dokonać przeglądu sensowności rozpoczęcia pewnej dokumentacji. Sens będzie jak tylko mróz wytępi insekty i jak zieleń zniknie.

2011/09/01

2011/08/28

28.8 Opole

























Trochę pamiątek z Opola. Zoo i Muzeum Śląska Opolskiego, w którym w październiku "zawisnę" w ramach Opolskiego Festiwalu Fotografii, razem z innymi twórcami. Szykujemy z Lukaszem Biedermanem wspólną rzecz, będzie dziwnie. Ale prosto i z jajem. Opole na mapie Polski jest tak inne od pozostałych miast, że dziw bierze, że nie sprawdza się paszportów na wjeździe do miasta.

W Zoo jest miło. Bilety tanie jak barszcz, sam ogród znacznie bardziej kompaktowy, ale i dobór zwierząt dopasowany do wybiegów. Syn był zawiedziony, że nie było słoni. Słonie zapewne się cieszą, że mają większe wybiegi, choć pewnie najbardziej cieszą się te, które nie wiedzą, co to jest zoo, lub co to jest człowiek. A człowiek w zoo to najbardziej różnorodna forma. Czasem, szczególnie ostatnio, zaczynam zastanawiać się, co w zoo jest bardziej dzikie - zbiór czy widz. I nie tylko w zoo.

Dzisiaj nie biegałem.

2011/08/26

87.5 kg





Trochę zwariowałem. Biegam od kilku dni, zaczynam czerpać z tego przyjemność, dzisiaj biegałem dłużej, niż suma wszystkich biegów w życiu razem wziętych. Może dlatego, że omal nie palę papierochów. Kondycja skoczyła w górę o przedział, którego nie znałem od 16 roku życia. Może to lęk przed kolejnymi urodzinami. Cel jest prosty - bez ukończyć maraton mtb (rowerowy) w przyszłym roku. To też wymaga nowego roweru, ale zakochałem się w XC, trwają przygotowania do zakupu. A cel numer dwa to 78 kg do wiosny.

Fotograficznie czuję jesień. Czekam na jesień, bo teraz czuję, że każda szitka będzie zmarnowana. Zaczynają chodzić kolejne pomysły, ale muszę je "dojeździć" na rowerze. Tę budowę na powyżej załączonym obrazku pamiętam w takim stanie jakoś w 2000 roku, gdy chodziłem do pracy, już wtedy nic tam się nie działo. A miała być pierwszą tego typu w mieście. I bardzo potrzebną. Inwestor niestety wplątał się w inwestycje w jednym z państw nad Zatoką Perską, pokonanym przy współudziale naszej armii i przez to (wg mediów) zaliczył bankruta.

Taki los zwycięzcy. Dlatego ja nie chcę wygrać tego maratonu, tylko go przejechać.