2011/08/12

powrót do Kina Lwów - dawniej Kino Przodownik - jeszcze dawniej Roxy Filmpalast - jeszcze jeszcze dawniej Odd Fellows Lodge











Dzisiaj z Łukaszem Biedermanem wróciliśmy na chwilę do Kina Lwów. Ja miałem jeden cel i cel ten znajdował się na pustym pomieszczeniu gdzieś na górze. Czułem się trochę jakbym na własne oczy zobaczył Kosmitę, ale nie z ukrycia, ale tak - jak stał. Nie chodzi o czary, nie o aurę, ale po prostu o kawał historii, której ślad znikał przez lata, niszczony przez kolejne ustroje. Ile się udało, tyle starałem się uratować na negatywie 4x5.

Pisałem już o pochodzeniu i przeznaczeniu budynku, dokładne informacje już są, więc nie będę wywarzać otwartych drzwi. Wszystko jest tu. A tu link do Hydralu - a tak musiała wyglądać ta sala wcześniej:


Aż żal.

2011/08/07

wybitnie


Taki był projekt, ale tak wyszło finalnie: http://www.bikemap.net/route/1170200 - wiele pięknych widoków, wiele ciekawych miejsc. Dystans głowy nie urywa, ale różnorodność widoków, miejsc, tras - powala. Od teraz dobre ścieżki zaczynam w Strzelinie.










Wiadukt nieistniejącej linii kolejowej w Przewornie. Warto zwiedzić to miejsce, w całej okolicy, aż do Henrykowa, bardzo charakterystyczne są mury właśnie tej konstrukcji.




Zbiornik retencyjny w Przewornie niestety był pusty. Ale widoki i tak ładne.








Apogeum męczącego, rozciągniętego podjazdu niemal pod szczytem Gromnika.














W Białym Kościele pięknemu budynkowi odpicowano fasadę. Tynkiem strukturalnym do pierwszego piętra.


Gdzieś między Białym Kościołem a Dębnikami. Cicha szosa, dużo zakrętów. I kamieniołomy.


Ponoć w okolicy jest trochę czeskiej ludności. Czyżby od XV wieku?




W Strzelinie nie ma budynku ratusza. Jest wieża i od roku przynajmniej trwają prace nad przywróceniem jej kopuły.

To bez wątpienia jedna z najfajniejszych tras, jakie do tej pory przejechałem. Wiele razy jeździłem tędy autem, ale jakoś rower daje więcej swobody i bardziej pozwala cieszyć się drogą. Dobrym pomysłem było odjechanie w bok z zaplanowanej wcześniej drogi (w Jegłowej). Jak ktoś tam kiedyś będzie jechać, to w samej Jegłwoej warto zapuścić się w pola do miejscowości Żeleźnik. Były piękne, wielkie sady niczym w te, które widziałem w Turyngii, były skały jak w poważnych górach, jeziora, kamieniołomy.

I na dzień dobry, gdy tylko z Tomkiem wysiedliśmy z auta - podeszło do nas dwóch wczorajszych typów, jeden do drugiego mówił:
- No chodź, no chodź, teraz załatwimy.
Po czym już do nas:
- Panowie, dzień dobry, my tu nie ściemniamy - uściskał nam dłonie - mamy pasek dizla na sprzedaż.
- My tam paska nie chcemy, ale jak zbieracie na piwo to mogę dać dwa złote.
- Dobra, może być.
- Super, masz i smacznego.

Miałem dużo lepszy tekst, ale jestem tak zmęczony, że go nie mam siły pisać.

2011/08/06

cykor.

















Jakoś przed rokiem awaria na Dworcu Głównym zmusiła mnie do dziewiczej podróży z Wrocławia do Jelcza, pisałem o tym 14 sierpnia 2010. Wtedy zobaczyłem to miejsce nad starorzeczem Odry (link). Ale nie było tak fajnie, może to kwestia światła. Do tego źle się czuję na mostach. Szczególnie tych bardziej niepewnych. Warto zobaczyć, jak te mosty wyglądały przed 1945. Ale wypad udany.

2011/08/03

sie chce











Nigdy nie podejrzewałem siebie o to, że telefon stanie się moim ulubionym aparatem. Przez dwa tygodnie skąpo myślałem o obrazie, bo padła mi słuchawka. Nawet zmusiłem się w czasie niepogody (niepogody do kwadratu) na wyjście z wielkim formatem. Ale dzisiaj, gdy mam nową "jeżynę" od razu poczułem się lepiej. Znowu jestem niewidzialny.

2011/07/31

za Stasiukiem



















Dzisiaj cytat z Dziennik pisany później Andrzeja Stasiuka:

[...] Wystarczyło ujechać sto kilometrów, by znaleźć się całkiem gdzie indziej. Trochę w prawo, trochę w lewo i już zastawało się coś, co zostawił ktoś inny: nazwy, kościoły, domy, spaleniznę. Wyjeżdżasz i zaraz za drzwiami jesteś tułaczem na obczyźnie. Wszystko niby twoje, ale jakieś takie znalezione. Niemieckie, żydowskie, ukraińskie, pańskie, miejskie. Teraz jest wszechświatowe albo chińskie. Jedziesz i widzisz, jak biedni łysi snują się tęsknie po cynfoliowych amfiladach. A ich ojcowie budzą się w swoich mieszkaniach jak bezdomni. Czasami wydaje mi się, że to wszystko jest jak Dolny Śląsk, z tymi miasteczkami, gdzie się przeczekiwało z ojca na syna i ta prowizorka wchodziła w żyły jak tlenek węgla. [...] W południe ludzie stali i patrzyli, jak czarne powietrze wsiąka w zabudowę i trawi ją od środka niczym trąd. Jakby patrzyli na sprawiedliwą zemstę.

Andrzej Stasiuk, Dziennik pisany później, wyd. Czarne, 2010.

Jakoś w ubiegły czwartek jadąc pociągiem do domu przeczytałem właśnie ten fragment. Nie umiem już lepiej tego wyrazić, a nie lubię wywarzać otwartych drzwi, więc liczę, że p. Andrzej się nie obrazi za użycie jego słów.

Dzisiaj z Synem byliśmy na dwóch stacjach kolejowych. Tak myślę, że ta ziemia jest przesiąknięta tragediami. Niedawno pisałem o obecnym w okolicy poniemieckim poligonie artyleryjskim, o przyklejonych do linii kolejowej były zakładach Kruppa, w samych Miłoszycach był obóz, po którym zostało kilka rowów. Tymi torami musiały jeździć pociągi z robotnikami, głównie z Gross-Rosen, ale i innych obozów. Na rampach, wokół torów dzisiaj dało się czuć, że to idealne miejsce na uboczu, dużo wolnej przestrzeni. Nie tylko radość sprzed lat trzydziestych, małych dzieci jadących pociągiem do zoo w Breslau za dudniącym parowozem. W Miłoszycach jest pomnik - kapliczka, jakich wiele, ale napis mówi o powrocie po 300 latach, co udało mi się dostrzec po raz pierwszy w tym rejonie kraju. Ale ludzie, ta architektura - albo stara niszczejąca, choć używana, albo nowa - obrzydliwa. Dworzec wymalowany ponad dekadę temu czerwonymi, sprajwymi swastykami wypada tu dość groteskowo na tle wydarzeń, których można się domyślać.

Wczoraj ze Zbyszkiem rozmawiałem, że w 1945 roku tu był raj. Doskonałe drogi, linie komunikacyjne, zakłady, przemysł, nauka, kultura. Ale Stasiuk podsumował najlepiej jak można to, co tu się działo przez siedem dekad.

2011/07/30

tuż obok



Pojechałem dzisiaj z przyjaciółmi na foty, zrobiłem jedną budowę dość ładną, ale jakieś drzewo mi przeszkadzało. Potem deszcz, a na koniec piękne miejsce, które oglądam co dzień, a którego nie znałem. Do tego zakaz fotografowania zupełnie zrozumiały, a ta architektura jest tak niezwykle piękna, że grzech trzymać to dla siebie. Pierwszy raz pojechałem w to miejsce, które fascynuje mnie ze trzy dekady. Niezwykłe.

W Pamiętniku napisanym później Stasiuka doczytałem się wczoraj wspaniałej rzeczy, która jak klamra spina moje dotychczasowe przemyślenia o Dolnym Śląsku i innych ziemiach odzyskanych, ale nie zacytuję go dzisiaj, potrzebuję bardziej pasującej okazji.

Dzisiaj podziękowania dla Zbycha, że trzymał parasol.