2011/07/28

Zaświat





Moi koledzy nie byli do końca zadowoleni ze wczorajszego koncertu Geira Jenssena, znanego jako Biosphere. Ja byłem pod wrażeniem. Może nie znam każdej płyty, w lot nie rozpoznaję każdego utworu czy sampla, ale ta muzyka siedzi gdzieś głęboko we mnie od ponad dekady i często ją słyszę jako tło wielu wydarzeń w moim życiu. I to bez słuchawek na uszach. Na przykład teraz piję sobie piwo Gniewosz. Dwa miesiące temu ze Sławojem i Tomkiem przemierzaliśmy sobie nadnoteckie przestrzenie i sącząc Gniewosza ładowałem pamięć zmysłami. Brzęczenie meszek, dobijanie ich na wewnętrznej stronie szyby, siedząc cicho na tylnej kanapie w Renault Laguny, świąd ukąszonych miejsc na dłoniach, zapach mokrego torfu i martwe topole podgryzione przez bobry. Wąskie dróżki, krowy, żurawie i taki charakterystyczny zapach starych, drewnianych budynków, ewangelicki cmentarz i generalnie nie-myślenie, czysty umysł nastawiony na odbiór. Teraz Gniewosz, w słuchawkach Substrata i jakoś można wszystko wywołać.

2011/07/24

Wrocław - Ślęża - Wrocław













Tak się dzisiejszym rajdem zmęczyłem, że nie mam siły pisać. Piani kierowcy to zło. Jednego dzisiaj podkablowałem.

2011/07/18

fatalny błąd krytyki



To wycinek z filmu o Williamie Egglestonie. Wisi na serwisie od maja 2009 roku. Aż dziw bierze, że oglądano go ledwie ponad 4000 razy do tej chwili.

2011/07/17

upał







Udało mi się przetrwać te 50 km w kompletnym upale. Znowu znalazłem niemieckie ślady.



Niemiecki bruk.











Poligon artyleryjski, na którym testowano broń wyprodukowaną w zakładach w Jelczu, w których później działała fabryka produkująca np. autobusy.





A to polski ślad, mężczyzna zmarł młodo w 1947 r. Wieś Nowy Dwór.

2011/07/16

szkicownik




















Cmentarz komunalny w mojej małej miejscowości, godzinę temu. Cmentarze w doskonały sposób pokazują, kto tu żył, kto tu żyje i jaki jest wzajemny stosunek jednych do drugich, świadomy lub nie-świadomy, a obnażający kulturę "nowych". Piękne pomniki vs gumolit i kanarkowe barwy. Gips na granicie. Myślę, jak to ugryźć i coś zaczyna się powoli wynurzać.

2011/07/15

życie po urlopie. odcinek pierwszy



















Po 9 godzinach jazdy autem, po minięciu Wrocławia, Trzebnicy, Krotoszyna, Jarocina, Wrześni, Gniezna, Żnina, Szubina, Nakła nad Notecią, Chojnic, Bytowa, Lęborka - dotarłem do Łeby. Było tak fajnie, że boję się podjąć próby opisania wszystkiego, by czegoś nie pominąć. Wakacje wtedy są udane, gdy po pierwszej nocy nie wiem, jaki jest dzień tygodnia i gdy mam wrażenie, że jestem w tym miejscu od dawna i nie wiem, jak długo tu jeszcze będę. Taki czar.

2011/07/14



Łeba, 9.7.2011. Po prostu niemyślenie.

właśnie wróciłem z urlopu. bardzo dużo rzeczy się działo przez 10 pełnych dni. sukcesywnie będą się pojawiać. Łeba to fajne miejsce.

2011/07/01

sześć sześć siedem - ironia





Kino Lwów, Wrocław, 19.6.2011 r.

Kiedyś, jakoś w 2008 roku zrobiłem wpis na blogu o tym, że czekałem, aż na liczniku mojej toyoty cariny e pojawi się okrągłe 333333 km. Połapałem się, gdy było 333334 km. Ten wpis na blogu jest 667 wpisem. Nie muszę pisać nic więcej.

Niemniej powyższa fotografia jest bohaterem tego wpisu, ale numerologia nie jest z nią niezwiązana. Albo generalnie pewna niecodzienność. To wejście do kina Lwów we Wrocławiu. Przypomnę, że budynek zaprojektowany był w latach 20. XX wieku dla loży masońskiej przez Adolfa Radinga. Po roku 1933 zostało przebudowany na rozkaz nazistów na kino. Teraz kończy się jego historia. Reszta jest na fotografii. Niektóre środowiska odbiorą to jako symbol triumfu. Ja nie.

Dzisiaj też przechodziłem koło kina Warszawa, które już jest blisko końca przebudowy. Nie podoba mi się (to eufemizm). Jestem ciekaw wnętrza, ale zewnętrze nie spodobało mi się, zdecydowanie wolałem poprzednią wersję.